Transport

Transport

Nie chcą jałmużny, a realnej pomocy na miarę ich biznesu. W wielu miastach w całym kraju zorganizowano protesty przewoźników. Przez pandemię branża transportowa znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Kolejne tarcze nie przewidują pomocy, jaką chcieliby uzyskać. Maciej Warsiński.

Ostatnie wypadki z udziałem autobusów firmy Arriva pokazały między innymi, że sami warszawiacy gubią się w natłoku trzyliterowych skrótów nazw firm i instytucji, które odpowiadają za to, by autobusy codziennie pojawiały się na swoich trasach. Zdziwienie wielu budzi nawet to, że po ulicach jeżdżą autobusy prywatnych firm. Wyjaśniamy, jak zorganizowany jest transport autobusowy w Warszawie.

Samochód. Jeszcze niedawno obiekt marzeń. Dawał wolność, swobodę przemierzania setek kilometrów. Ale dziś coraz częściej oznacza uwięzienie w korku, smród spalin, trujący smog nad miastami. Tak być nie musi. O tym w kolejnym odcinku serii WWF "Punkt krytyczny" pod tytułem "Alternatywny transport".

Frustracja w środowisku inspektorów transportu drogowego osiągnęła wysoki poziom. Przygotowujemy się do protestu - zapowiedział przewodniczący Związku Zawodowego Inspektorów Transportu Drogowego Hubert Jóźwik. Związkowcy chcą między innymi uznania ITD za służbę mundurową. W przyszłym tygodniu komitet protestacyjny inspektorów wystosuje pismo do premiera Mateusza Morawieckiego.

Jeżeli pojawi się opłata dworcowa, to zapłacą ją pasażerowie. Jeżeli nie zapłacimy tego w cenie biletu, to zapłaci za nas ktoś, kto dotuje kolej, czyli w zapłacimy wszyscy w podatkach - powiedział w programie "Bilans" w TVN24 BiS Jakub Majewski, ekspert rynku kolejowego i prezes Fundacji ProKolej. Jak zauważył, w ostatnich latach zmieniła się rola dworców. - Kiedyś czekało się na nich godzinami, więc były tam restauracje i inne punktu usługowe, a dziś przychodzimy na pociąg w ostatniej chwili. Chcemy wsiąść i już jechać. Nie chcemy już spędzać czasu na dworcu, więc te dworce okazały się zbyt duże. Jeżeli uda się tę powierzchnię wykorzystać np. na galerię handlową, to wtedy na siebie zarobi. Gorzej z tymi dworcami, którym trudno wymyślić jakąś dodatkową funkcję. Tutaj PKP próbuje przerzucić to na barki przewoźników. Byłbym w stanie to zaakceptować, ale pod jednym warunkiem, że te strony (PKP i kolejowi przewoźnicy - red.) się dogadają. Powiedzą: my mamy dworzec, zrobimy taką usługę, której wy potrzebujecie i wystawimy za to rachunek. A nie, że: my mamy dworzec, w związku z tym musicie za to zapłacić - dodał.