Syria

Syria

Waszyngton nałożył sankcje na syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada i kilku jego współpracowników. Stany Zjednoczone chcą powstrzymać w ten sposób krwawe tłumienie przez reżim prodemokratycznych protestów w tym kraju. Dotychczasowe sankcje nałożone przez USA na Syrię nie dotyczyły głowy tego państwa.

Korespondentka katarskiej telewizji Al-Dżazira odnaleziona. Dorothy Parvaz zaginęła przed prawie 3 tygodniami, gdy leciała relacjonować krwawe tłumienie demonstracji demokratycznych w Syrii. Zatrzymała ją syryjska służba bezpieczeństwa.

Co najmniej 27 osób w ciągu ostatnich trzech dni zginęło w syryjskim mieście Talkalach przy granicy z Libanem. Wojska rządowe i siły bezpieczeństwa krwawo rozprawiły się tam z demonstrantami, domagającymi się ustąpienia obecnego reżimu.

Syryjski reżim nie odpuszcza. W mieście Tall Kalach snajperzy i żołnierze uniemożliwiają udzielenie pomocy medycznej dziesiątkom rannych demonstrantów. Jednocześnie Damaszek zapewnia, że odkryta w poniedziałek zbiorowa mogiła w Darze to "część medialnej kampanii wymierzonej przeciw Syrii".

Amerykańska administracja postanowiła przycisnąć syryjski reżim Baszara Asada i samego prezydenta - podaje izraelskie portal DEBKAFile.

Co najmniej trzy osoby zginęły, a kilkanaście zostało rannych w Talkalach niedaleko miasta Hims w Syrii. W sumie co najmniej osiem osób zginęło w piątek i sobotę niedaleko Hims, gdy siły bezpieczeństwa otworzyły ogień mimo oficjalnych instrukcji, żeby nie strzelać do antyrządowych demonstrantów.

- Syryjskie siły bezpieczeństwa zastrzeliły co najmniej 6 cywilów - uczestników prodemokratycznych demonstracji - poinformowała w piątek syryjska działaczka na rzecz praw człowieka. Według jej relacji, od początku trwających od dwóch miesięcy protestów zginęły setki osób, a zagraniczni dziennikarze zostali wyrzuceni z kraju.

- Prezydent Baszar Asad zabronił wojsku strzelać do demonstracji jego przeciwników - twierdzi Louay Hussein, aktywista na rzecz praw człowieka w Syrii. O rozkazie dyktatora miał go poinformować przez telefon jeden z jego doradców, Bouthaina Shaaban. W piątek w Syrii ma się odbyć kolejna fala masowych protestów.

Czołgi armii syryjskiej ostrzelały jedną z dzielnic miasta Hims, położonego na zachodzie kraju - informuje agencja Reutera, powołując się na jednego z uczestników ruchu oporu przeciwko rządom prezydenta Baszara Asada.

Lojalne wobec reżimu prezydenta Baszara el-Asada siły wypuściły z aresztów 300 osób, które zostały zatrzymane w ubiegłym tygodniu w położonym na wybrzeżu mieście Banias.

Syryjskiemu reżimowi nie udało się stłumić protestów w ich pierwszej fazie, więc dziś staje w obliczu rewolty, która poważnie zagraża jego istnieniu. Upadek dyktatury Asadów miałby geopolityczne skutki dużo większe, niż zmiana reżimu np. w Libii. Paradoksalnie, na zmianie władzy w Damaszku nie zależy ani Iranowi, ani Izraelowi. Choć jeden jest sprzymierzeńcem, a drugi wrogiem Syrii.

Brat prezydenta Syrii Baszara Asada, Maher, któremu podlega Gwardia Republikańska, znalazł się na czele listy 13 członków władz, na których UE nałożyła sankcje za udział w represjach wobec opozycji - wynika z opublikowanego Dziennika Urzędowego UE.

Syryjska bezpieka aresztowała w obławach kolejne setki antyrządowych działaczy i demonstrantów. Reżim nie wpuścił też do oblężonej Dary oenzetowskich obserwatorów. Jest przy tym przekonany, że zwycięstwo jest po jego stronie.

Uzbrojona banda zabiła dziesięciu cywilów w pobliżu miasta Hims w zachodniej Syrii - poinformowały w niedzielę wieczorem syryjskie władze za pośrednictwem swojej agencji prasowej.

Wspierani przez czołgi żołnierze syryjscy wtargnęli do trzech dzielnic położonego w środkowej części kraju miasta Hims oraz do kilku miast na południu Syrii. Wszystko w ramach tłumienia protestów przeciwko autokratycznym rządom prezydenta Baszara el-Asada. Jak relacjonują świadkowie, w mieszkalnych dzielnicach Himsu słychać było strzały artyleryjskie i ogień z karabinów maszynowych.

Wspierane przez czołgi oddziały syryjskiej armii wkroczyły w niedzielę do miejscowości Tafas w pobliżu Dary na południu kraju, w której od sześciu tygodni trwały protesty przeciwko rządom prezydenta Baszara el-Asada - poinformowała agencja Reutera.

- Co najmniej trzy kobiety, które uczestniczyły dziś w manifestacji pod miastem Banijas w zachodniej Syrii, zostały zabite przez siły bezpieczeństwa - poinformował miejscowy działacz obrony praw człowieka Ammar Kurabi.

Syryjskie wojsko zaatakował demonstrację w mieście Banias. Od kul miało zginąć sześć osób, w tym cztery kobiety. W Banias od wielu dni trwają tam protesty przeciwko reżimowi prezydenta Baszara el-Asada. W nocy do miasta wkroczyły znaczne siły wojska wyposarzone w czołgi.