Czarno na białym

Czarno na białym

Podróż pełna niespodzianek, czyli tanie latanie. W Polsce coraz bardziej popularne, bo cena (nawet w najdalsze zakątki świata) bardzo kusi. Choć w atrakcyjną cenę często wliczone jest też ryzyko - opóźnione loty, tłok, przepakowywanie zbyt ciężkich walizek na terminalu, kłopoty z transportem na lotnisko i wreszcie dodatkowe niespodziewane koszty - o tym mówią naszej reporterce sami podróżni. Czy tanie znaczy koszmarne?

Jeszcze w tym roku - dla amatorów taniego latania - zostanie otwarte nowe lotnisko - pod Lublinem. To ma być jednym z najnowocześniejszych portów lotniczych w Europie. Lotnisk w Polsce jest coraz więcej, bo coraz więcej jest podróżnych, ale jest i jeszcze jeden powód - to inwestycja opłacalna dla samorządów. Może nawet bardziej opłacalna niż budowa dróg - koszty podobne, a efekt - jak szacują lokalne władze - dużo szybszy i większy.

Teraz polityka pełna frazesów i codzienność, z jaką musi zderzyć się rodzina z niepełnosprawnym dzieckiem. Gdy w Sejmie toczyła się kolejna burzliwa debata antyaborcyjna, a posłowie konkurowali ze sobą na hasła o prawie do życia i godności dla każdego, rodzice kilkunastoletniej Elizy, jak co miesiąc, sami szukali pieniędzy na lekarstwa, które pozwolą dziewczynce przeżyć. Szukają jak mogą i gdzie mogą, bo na pewno nie mogą liczyć na państwo.

Polityka a ludzkie życie. W "Czarno na Białym" nieudana sejmowa próba zaostrzenia przepisów o usuwaniu ciąży i człowiek, który w całym parlamencie ma chyba największe prawo do tego, by zakazywać aborcji z powodu upośledzenia płodu. Poseł Platformy Marek Plura, który sam urodził się z poważną chorobą genetyczną. A mimo to i mimo osobistych wątpliwości ostatecznie zdecydował o tym, być dać ludziom prawo wyboru.

Częstochowa - pierwsze i na razie jedyne polskie miasto, które będzie z własnych pieniędzy dopłacać do in vitro. Nie jest to duża suma, ale jest to przełomowa decyzja. I co znamienne decyzja, która zapadła w mieście kojarzonym głównie z Jasną Górą i tysiącami katolickich pielgrzymów. Najwyraźniej z takim dominującym wizerunkiem chcieli zerwać sami mieszkańcy, którzy w ostatnich wyborach postawili na władze SLD.

Pierwsze polskie dzieci z probówki: 25-letnia dziś Agnieszka Ziółkowska i 23-letnia Karolina Wolf. Urodziły się w czasach, gdy o metodzie in vitro w Polsce mało kto wiedział. A mimo to rodzice uważają, że wtedy podjęcie decyzji było łatwiejsze, bo nie było ani politycznych sporów, ani kościelnej krytyki. Czyli wszystkiego, co można by nazwać społeczną presją. Dzieci urodziły się, choć gdy podrosły i tak w końcu musiały zmierzyć się z kontrowersyjną prawdą.

To chyba polska specjalność, że wybory prezesa związku sportowego budzą takie zainteresowanie i tyle emocji. Ale imperium PZPN jest wielkie, więc gdy stawką jest władza w nim, bój toczy się zacięty. Najlepiej widać to jednak nie w świetle kamer, a za kulisami.

Wygrał ten, co sam o sobie mówił, że jest niewybieralny. A poległ ten, którego zwycięstwo wydawało się przesądzone. Wielki przegrany - Roman Kosecki, który chciał być prezesem PZPN, a został zastępcą Zbigniewa Bońka. Jak ustalił nasz reporter, w walce o ten najwyższy stołek Koseckiemu zaszkodziły plotki o wyborczej koalicji z kandydującym baronem Edwardem Potokiem oraz polityczne wsparcie kolegów z Platformy.

Jest zmiana na stanowisku szefa Narodowego Centrum Sportu. Michał Prymas, który z powodzeniem prowadził stadion Euro w Poznaniu - teraz ma sprawić, by Stadion Narodowy przestał kojarzyć się z porażką. Po kompromitacji przy organizacji meczu Polska-Anglia wyszło na jaw, że warszawska arena nie jest dobrze prowadzona. Nowy prezes zapowiada, że w pierwszej kolejności weźmie się za audyt techniczny obiektu i przygotowanie budżetu - a jak sprawdził już wcześniej nasz reporter - jest co robić. Samo wykonanie stadionu pozostawia sporo do życzenia.

Są na Wiejskiej parlamentarne zespoły tak znane i głośne, jak choćby ten do zbadania katastrofy smoleńskiej, ale o większości zespołów mało kto słyszał i chyba mało kto podejrzewa, że takie w ogóle mogą istnieć w Sejmie. Istnieje m.in.: zespół wędkarstwa, szachowy, do spraw łuszczycy i zespół promocji badmintona. W sumie w tej kadencji mamy kolejny rekord, bo takich zespołów z zainteresowania, a nie poselskiego obowiązku, powstało w Sejmie 101. Czym one konkretnie się zajmują?

Skargi na urzędników i bezczynność administracji państwowej oraz pretensje o niespełnione obietnice rządu. Głównie w takich sprawach Polacy piszą bezpośrednio do premiera. Piszą sporo. Rocznie około 20 tysięcy listów, ale z tego pisania niewiele konkretnego wynika. Sami premierzy bardzo rzadko czytają listy (mają od tego specjalny zespół ludzi). Ale zdarzyło się, że szef rządu osobiście przeczytał i odpowiedział.

Oto wyjątkowo aktywni posłowie, którzy w tej kadencji idą na rekord w składaniu interpelacji, czyli pisemnych interwencji w różnych instytucjach. Nie minął jeszcze rok, a już jest ich ponad 10 tysięcy. A liderką w tej dziedzinie jest posłanka PiS Anna Sobecka. Do interpelacji trzeba jeszcze dodać poselskie zapytania i oświadczenia. Reporter "Czarno na białym" przeanalizował ich treść i trudno oprzeć się wrażeniu, że wcale nierzadko chodzi w nich o samych pytających.

Podróż pociągiem z Krakowa do Gdańska superszybkim pociągiem - czyli w niecałe 5 godzin z południa na północ Polski w 2014 roku. Bardzo atrakcyjna obietnica ministra transportu, ale raczej zbyt piękna, żeby mogła być prawdziwa. Nie wierzą w nią ani kolejarze, ani znawcy kolei. I trudno im nie wierzyć, jak wymieniają co jeszcze jest do zrobienia. Szybkie pociągi szybko nie ruszą. Odjadą nam za to miliardy unijnej pomocy.

Z budową autostrad i szybkiej kolei niestety nie jest najlepiej. O wiele lepiej ministrowi transportu idzie budowa dobrego wrażenia. Gdyby dokonania Sławomira Nowaka oceniać po liczbie obietnic i medialnych występów przy okazji różnych inwestycji, byłby to całkiem spory dorobek jak na niespełna rok urzędowania. Co poza własnym PR udało się ministrowi zbudować?

Autostrady - ich budowa mocno wyhamowała po piłkarskim Euro. Nie zbudowano wszystkiego, co obiecano. Pozostały niedokończone (a niekiedy nawet nie zaczęte) drogi. I choć w przetargach wygrywały zawsze najtańsze oferty, w rezultacie okazały się bardzo drogie. Kosztowna dla państwa i dla zbankrutowanych wykonawców lekcja budowy autostrad nie została chyba jednak odrobiona. Bo znowu w przetargach mamy ceny sporo niższe od kosztorysów, a i tak najprawdopodobniej to one znów wygrają. Czy czeka nas powtórka z budowlanej porażki?

Z budową autostrad i szybkiej kolei niestety nie jest najlepiej. O wiele lepiej ministrowi transportu idzie budowa dobrego wrażenia. Gdyby dokonania Sławomira Nowaka oceniać po liczbie obietnic i medialnych występów przy okazji różnych inwestycji, byłby to całkiem spory dorobek jak na niespełna rok urzędowania. Co poza własnym PR udało się ministrowi zbudować?

Podróż pociągiem z Krakowa do Gdańska super szybkim pociągiem, czyli w niecałe 5 godzin z południa na północ Polski w 2014 roku. Bardzo atrakcyjna obietnica ministra transportu, ale raczej zbyt piękna, żeby mogła być prawdziwa. Nie wierzą w nią ani kolejarze, ani znawcy kolei. I trudno z kolei im nie wierzyć, jak wymieniają co jeszcze jest do zrobienia. Szybkie pociągi szybko nie ruszą. Odjadą nam za to miliardy unijnej pomocy.

Autostrady - ich budowa mocno wyhamowała po piłkarskim Euro. Nie zbudowano wszystkiego, co obiecano. Pozostały niedokończone (a niekiedy nawet nie zaczęte) drogi. I choć w przetargach wygrywały zawsze najtańsze oferty, w rezultacie okazały się bardzo drogie. Kosztowna dla państwa i dla zbankrutowanych wykonawców lekcja budowy autostrad nie została chyba jednak odrobiona. Bo znowu w przetargach mamy ceny sporo niższe od kosztorysów, a i tak najprawdopodobniej to one znów wygrają. Czy czeka nas powtórka z budowlanej porażki?

Spór o słynną Emilię koło Dworca Centralnego w Warszawie. Przez ponad 40 lat był to pawilon z meblami, teraz to tymczasowa siedziba Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Za kilka lat ma tam stanąć nowoczesny wieżowiec. Taki był plan nowego inwestora, który kupił od państwa ten z pozoru niezbyt atrakcyjny pawilon za ponad 100 milionów złotych. Kupując nie wiedział jednak, że pawilon stał się zabytkiem i o jego burzeniu można zapomnieć. Nie wiedział zresztą o tym nawet Skarb Państwa, bo jak ustalił reporter "Czarno na Białym", konserwator zabytków dopełnił formalności nocą, tuż po sprzedaży budynku. Miasto i konserwator mówią o "nieszczęśliwym zbiegu okoliczności", inwestor czuje się oszukany i zamierza iść do sądu, a muzeum grozi eksmisja.

Wizja Polski za cztery tysiące lat. Z 300-oma milionami mieszkańców będziemy trzecim krajem na świecie. I nie są to jakieś senne wizje, tylko uchwalone przez samorządy plany zagospodarowania przestrzennego. Taki właśnie zakładają rozmach inwestycyjny i już dziś, zgodnie z tymi planami, gminy powinny wykupić tereny pod planowaną choćby za tysiąc lat budowę drogi. I choć dalej brzmi to abstrakcyjnie, chodzi o bardzo realne pieniądze, a dokładnie o 130 miliardów złotych, czyli trochę mniej niż połowę rocznych przychodów państwa. Gminy oczywiście tych pieniędzy nie mają, więc będą mieć pozwy od właścicieli terenów planowanych pod inwestycje. Absurd nie tyle zabawny, co bardzo kosztowny.