Czarno na białym

Czarno na białym

Zaczyna się od niewinnej diety i liczenia kalorii. Skończyć może się śmiercią. Anoreksja - podstępna i groźna choroba. Wbrew pozorom dotyczy nie tylko nastolatek i kobiet. Coraz częściej dotyka też mężczyzn. Anorektycy nie uważają się za chorych - wręcz przeciwnie - czują się szczęśliwi, dlatego bardzo długo udaje im się ukrywać chorobę. Jak odróżnić zwykłe odchudzanie od śmiertelnego problemu? Swoje historie opowiedziały w "Czarno na białym" kobiety, które podjęły leczenie w ostatniej chwili (gdy ważyły około 30 kilogramów).

Od lat wiadomo, że klucz do jego błyskotliwej kariery nazywa się Donald Tusk. I to polityczna wierność dzisiejszemu premierowi zapewniła Sławomirowi Nowakowi wpływy i ministerialne stanowisko w stosunkowo młodym wieku. Nie od dziś też jednak wiadomo, że premier nawet bliskich współpracowników i przyjaciół ze stanowisk potrafi usuwać, kiedy tylko zagrażają jego pozycji, albo stwarzają wizerunkowe problemy. O politycznym zagrożeniu ze strony Sławomira Nowaka mowy nie ma, wielokrotnie podkreślał swoją lojalność. Gorzej z wizerunkiem, bo na tym ostatnio pojawiła się poważna rysa. Zrobiły ją drogie i pożyczane od kolegów biznesmenów... zegarki.

Na szczęście sąsiedztwo to nie tylko czarne historie. W "Czarno na Białym" sąsiedzi, na których można liczyć. Nie tylko w potrzebie, ale też (a może przede wszystkim) wtedy, gdy wspólnie można coś zrobić dla wszystkich mieszkańców. To rzadkość. Szczególnie w wielkim mieście, gdzie raczej każdy zamyka się w swojej twierdzy.

Dziesiątki kotów i psów trzymanych w mieszkaniu. Sąsiedzi skarżą się na smród, boją się o zdrowie, ale czują się bezsilni. Bo, jak pokazują historie z Krakowa i Warszawy, skargi mieszkańców to za mało, by interweniować. W Krakowie doszło do wyjątkowego okrucieństwa, zanim policja weszła z nakazem sądowym. W Warszawie nakazu jeszcze nie ma, ale są poważne podejrzenia. Obie historie to coś więcej niż sąsiedzki problem. To dramat zwierząt.

Sosnowiec i mężczyzna, który od lat terroryzuje mieszkańców bloku. Na początku były kłótnie, potem wyzwiska i rękoczyny. W końcu donosy na policję i do urzędu skarbowego. Donosy, z których mieszkańcy muszą się wciąż tłumaczyć. Nikomu winy nie udowodniono, za to nękający ich sąsiad już dwa razy został już skazany za groźby, ale skutku to nie przyniosło. Mieszkańcy szykują pozew zbiorowy, bo ich zdaniem to już nie tylko złośliwość sąsiedzka, ale realne zagrożenie.

O tym głośno w PiS się nie mówi, ale coraz wyraźniej widać, że pęka w partii jednolity front zwolenników teorii zamachu pod Smoleńskiem. I świadczą o tym nie tylko niedawne wypowiedzi posłów Piechy czy Girzyńskiego. Jak sprawdziła reporterka "Czarno na białym" - w tej kadencji Sejmu znacznie przybyło posłów PiS-u, którzy nie uczestniczą w pracach zespołu Macierewicza. A więc rozłam w PiS-ie czy polityczna zagrywka?

Dowody kontra teorie w sprawie katastrofy smoleńskiej. Po raz pierwszy - specjalnie dla "Czarno na białym" - ekspert rządowej komisji badającej przyczyny tragedii odpowiada na konkretne wnioski z raportu zespołu Macierewicza; raportu w wersji poprawionej kilka dni temu. Wiesław Jedynak podważa nie tyle przedstawione dowody, co sposób ich interpretacji wskazując na błędy i przekłamania.

Głośne rozstanie Jarosława Kaczyńskiego z adwokatem, który przez blisko 3 lata reprezentował go w śledztwie dotyczącym tragedii. Rafał Rogalski nagle zmienił front. Odciął się od teorii wybuchów w tupolewie i ostro krytykuje działania Antoniego Macierewicza oraz kompetencje jego ekspertów.

Profilaktyczne usunięcie zdrowych piersi to kontrowersyjny sposób na nowotwór. Ale zanim przyjdzie podejmować taką decyzję trzeba sprawdzić, czy jest się nosicielem niebezpiecznego genu. Wszystkie kobiety, u których w rodzinie ktoś chorował na raka piersi lub jajników, powinny zrobić taki test. To nic nie boli i nic nie kosztuje o czym pewnie mało kto wie. Szacuje się, że wadliwą mutację genu ma około 100 tysięcy Polek.

37-letnia Angelina Jolie ujawniła, że profilaktycznie usunęła piersi, gdy dowiedziała się, że jest nosicielką genu wywołującego nowotwór. Od razu pojawiły się komentarze, że to fanaberie znudzonej gwiazdy. Ale trudno w tych kategoriach traktować wystąpienie kobiety, która od dawna angażuje się na całym świecie w różne kampanie społeczne. Od jakiegoś czasu nawet bardziej niż w aktorstwo. Kilka lat temu uznana za najbardziej wpływową osobistość według magazynu Forbes, świadoma tego wpływu teraz nagłośnia problem, przed którym każdy chciałby uciec.

Kolejny zaskakujący zwrot akcji w i tak już niezwykłej historii człowieka, który u schyłku życia szuka swojej tożsamości. Już wie, że nie wychowali go jego prawdziwi rodzice. Wiele wskazywało, że Ewaryst Walkowiak, urodzony w czasie wojny, jest synem polskiej zakonnicy i niemieckiego oficera. Ostatecznie zagadkę miała rozwiązać ekshumacja siostry Joanny, ale niespodziewanie sprawę jeszcze bardziej skomplikowała. Kod DNA nie potwierdził pokrewieństwa, jednak sama ekshumacja i badanie w laboratorium budzą tyle wątpliwości, że Walkowiak będzie wnioskował o ponowne otwarcie grobu. W tej historii jest scenariusz na film. Zawiłe losy rodzinne, umierający świadkowie, milczący zakon, ekshumacje i wreszcie duży majątek, który być może jest największą przeszkodą w ujawnieniu prawdy.

Reforma Gowina uszczuplając sądową biurokrację miała usprawnić wydawanie wyroków. A przecież przewlekłość postępowań to od lat największy problem polskich sądów. Jednak po kilku ostatnich przypadkach zapadania w nich kontrowersyjnych orzeczeń - takich jak ten w sprawie posłanki Sawickiej - nie tylko szybkość, ale i jakość tych wyroków została wzięta pod lupę. I jedno pytanie powtarzano najczęściej - jak to możliwe, że dwóch sędziów stosując to samo prawo i analizując te same akta, wydaje dwa zupełnie inne wyroki.

Daniel Obajtek, wójt Pcimia przedstawiany jest jako ofiara organów ścigania. Na takiego kreują go politycy Prawa i Sprawiedliwości, bo zainteresowanie śledczych wójtem kojarzą z jego zaangażowaniem politycznym po stronie PiS. Problem w tym, że - jak twierdzą przedstawiciele CBA kontrolującego wójta - na celowniku służb znalazł się on, kiedy dzisiejszy poseł PiS tą służbą kierował.

W piątek zrobiono pierwszy krok do zablokowania kontrowersyjnej reformy, nie zablokuje to jednak dyskusji o polskim wymiarze sprawiedliwości, która wybucha po kolejnych kontrowersyjnych orzeczeniach sądów. Z takim mieliśmy ostatnio do czynienia w sprawie marszałka województwa podkarpackiego. Mirosław Karapyta jest podejrzany, został zatrzymany, i po 18 godzinach wypuszczony decyzją sądu. Zastanawiającą dla wielu decyzją.

Rządowa obietnica taniego przedszkola dla każdego dziecka. Za cztery lata. To bardzo dobra wiadomość dla rodziców i wielki kłopot dla samorządów. Wprawdzie rząd obiecuje większe dotacje, ale z lokalnych wyliczeń już wynika, że to dużo za mało. Pomysł, by zamiast budować nowe przedszkola wykorzystać miejsca w prywatnych nie budzi entuzjazmu w tych drugich z powodów oczywistych, czyli finansowych. Przykład wielkopolskiej Wrześni, gdzie zrobiono krok dalej i sprywatyzowano wszystkie przedszkola pokazuje, że to korzystne dla gminy, ale nie po zmianach, które planuje rząd.

Spór o 6-latki. Czy to jeszcze przedszkolaki, czy już uczniowie? Nabiera siły kampania przeciwko posyłaniu dzieci w tym wieku do szkoły. Wkrótce ma być pół miliona podpisów pod petycją o referendum w tej sprawie. Efektem kampanii zapewne jest też fakt, że coraz mniej rodziców (mając jeszcze wybór) wybiera szkołę. Choć szkoły, co potwierdziły kontrole NIK, są gotowe na przyjęcie najmłodszych. Cały spór w istocie więc dotyczy pewnej filozofii: czy szkoła odbiera dzieciństwo, czy daje dzieciom szansę na lepszy rozwój?

Ciekawe, że bój o pozostawienie 6-latków w przedszkolu toczy pokolenie ludzi, którzy z przedszkolem raczej nie mają dobrych wspomnień. Zmuszanie do jedzenia i leżakowania to największa trauma, jaką wspominają dawni wychowankowie. Czasy oczywiście się zmieniły i przedszkola dziś są zupełnie inne.

Skutki braku prawa. Wciąż mamy jedynie burzliwe spory o sztuczne zapłodnienie, a nie mamy żadnych przepisów dotyczących postępowania z zarodkami. Po mocnych słowach byłego już ministra sprawiedliwości o handlu embrionami i eksperymentach na nich sprawdziliśmy, co kliniki leczenia niepłodności robią z niewykorzystanymi zarodkami. A robią, co uznają za stosowne. Przy braku prawa nie powinno to dziwić, a jednak są sytuacje, które szokują.

Ciekawe, czy do przeprowadzki szykuje się dotychczasowy szef resortu sprawiedliwości. Jarosław Gowin na razie nie zdradził swoich politycznych planów, ale krótko po dymisji nie wykluczył startu w wyborach na prezydenta Krakowa. Powrót do rodzinnego miasta po niedługiej, ale efektownej karierze w Warszawie, to ciekawy pomysł. Pytanie, czy Kraków czeka na takiego rycerza?

In vitro bardzo dzieli polityków, także rządzącej Platformy. I zamiana na stanowisku ministra sprawiedliwości akurat w tej kwestii niczego nie zmienia. Dalej resortem kieruje konserwatysta, choć na pewno inny typ osobowości. Cichy, spokojny, mniej medialny i znany z umiejętności szukania kompromisów. To przyznają nawet jego polityczni oponenci. Właściwie - co ciekawe - trudno znaleźć kogoś, kto nie chwaliłby Marka Biernackiego. W czym tkwi jego siła?