Czarno na białym

Czarno na białym

Kara dla opornych. Nie na zakażenie, ale na szczepienie. Przybywa osób, które nie poddają dzieci obowiązkowym szczepieniom. Zgodnie z prawem grozi za to nawet kilka tysięcy złotych grzywny. Na straży tego prawa stoi sanepid, ale w praktyce nie można nikogo zmusić do szczepienia. I nawet lekarze przyznają, że karanie za to nie ma sensu. Czy jest zatem w Polsce obowiązek szczepienia, czy go nie ma?

Szczepić czy nie szczepić przeciwko chorobom zakaźnym? Oto jest pytanie, które nurtuje wielu rodziców. Nurtuje tym bardziej, że coraz mocniej słychać głosy antyszczepionkowe. Wprawdzie legł w gruzach jeden z poważniejszych argumentów przeciw o tym, że szczepienie niesie ryzyko autyzmu. A to dlatego, że autor tej teorii okazał się oszustem z tytułem lekarza. Ale wątpliwości i tak są, a jednoznacznej odpowiedzi nie ma.

Niepokojące doniesienia o kolejnych przypadkach gruźlicy. Ta ciężka choroba zakaźna, o której w Polsce zapomniano jakieś 40 lat temu, teraz o sobie przypomina. Poznań i Wrocław to ostatnie głośne przypadki i ryzyko, że od chorych mogło zarazić się nawet kilkaset dzieci. Gruźlica jest podstępna. Może długo nie dawać objawów albo daje objawy podobne do przeziębienia. Chory żyje więc w nieświadomości. Dane dotyczące zachorowalności na gruźlicę w Polsce uświadamiają jednak, że pod tym względem jesteśmy w europejskiej czołówce.

Jedno święto - trzy odsłony. Prezydencki Marsz "Razem dla Niepodległej", Kolorowa Niepodległa antyfaszystów i Marsz Niepodległości radykalnej prawicy. W sumie kilkadziesiąt tysięcy ludzi manifestowało w niedzielę na ulicach Warszawy. Wszyscy z hasłem "niepodległość" na sztandarach, ale jednak były to różne marsze i różne nastroje. Od radości do gniewu i agresji. Reporterzy "Czarno na białym" pytali uczestników tych pochodów o to samo: czym jest dla nich niepodległość, wolność, patriotyzm?

A teraz gra w pokera i pytanie, czy wygrana zależy od umiejętności czy od szczęścia? Twórcy ustawy hazardowej uznali, że w pokerze o zwycięstwie decyduje ślepy los i dlatego w karty na pieniądze można grać tylko w kasynie. Innego zdania jest Polski Związek Pokera Sportowego, który od trzech lat walczy o zmianę prawa. Prawa, które zrodziło kuriozalną sytuację. Pokerowe mistrzostwa Polski odbywają się zagranicą, bo w Polsce graczom grozi kara.

Każdy by chciał wygrać, choć nie każdy potrafi wygraną udźwignąć. Lotto-milionerzy wbrew pozorom nie mają łatwo. Trudno o anonimowość. Nietrudno za to stracić głowę, gdy nagle człowiek staje się właścicielem fortuny. Reporterka "Czarno na białym" dotarła do ludzi, dla których wygrana okazała się kłopotem. Bo, jak powiedział jeden z lotto-milionerów, "dając człowiekowi za dużo, czasem można go zniszczyć".

Wielka kumulacja w Lotto budzi wielkie emocje, czego doświadczyliśmy trzy dni temu. Ale Polacy w ogóle lubią grać o pieniądze i na pieniądze. Najczęściej próbujemy szczęścia w grach liczbowych (robi to prawie co drugi z nas), ale dużą popularnością cieszą się też różnego rodzaju loterie, zdrapki i konkursy sms. Nawet kasyna nie świecą pustkami. Jest ryzyko, jest zabawa. I są też problemy.

Śledztwo trwa, choć wydaje się, że dla niektórych i tak nie ma znaczenia, jakie będą jego efekty. Jarosław Kaczyński przed tygodniem, po publikacji "Rzeczpospolitej" wydał już jednoznaczny wyrok w sprawie katastrofy smoleńskiej. PiS twierdzi, że ma swoich świadków i swoje dowody. Jeśli tak, to jakie? I skoro je ma, to dlaczego nie zgłasza tego do prokuratury?

Pełnomocnik prezesa PiS żąda, by odebrać prowadzenie śledztwa warszawskiej prokuraturze wojskowej i przekazać je do innej. Prezydent chce, by wątkiem ewentualnego zamachu zajęła się Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Jeżeli do tego dodać, że prawie co trzeci Polak wierzy, że to mógł być zamach, powstaje pytanie o faktyczne efekty (trwającego już prawie tysiąc dni) śledztwa prokuratury. Co udało się ustalić, czego nie i gdzie śledczy popełnili błędy, a gdzie sami je wykryli?

Dziś wiemy więcej, niż tydzień temu, gdy "Rzeczpospolita" napisała o śladach materiałów wybuchowych na wraku tupolewa. Wiemy, że śledczy kilka tygodni temu zabrali do Rosji 10 urządzeń do badania szczątków samolotu. Pięć z nich służyło do wykrywania materiałów wybuchowych. Reporter "Czarno na białym" dotarł właśnie do tych urządzeń i rozmawiał z ich znawcami. Wszyscy zgodnie twierdzą, że samo wskazanie czujnika to za mało. Nie daje żadnej pewności. Bez badań laboratoryjnych nie można wyciągać żadnych wniosków.

Podróbka, fałszywka, imitacja - to nie brzmi dobrze, ale... bardzo dobrze się sprzedaje. W Polsce handel takimi towarami kwitnie, bo właściwie nie istnieje walka z podróbkami. Choć prawo tego zabrania - to nie jest przestępstwo ścigane z urzędu. A poszkodowani rzadko walczą przed sądem, bo - wiadomo - opieszałość sądów zniechęca. W kwestii podróbek Polacy nie mają zresztą jakiś szczególnych dylematów moralnych - atrakcyjna cena sprawia, że godzimy się na to, by nas oszukiwano.

Przemyt w Polsce wciąż wzrasta. Jesteśmy już nie tylko krajem docelowym i tranzytowym, ale też krajem, który coraz częściej produkuje swój towar na przemyt, jak choćby narkotyki. Mimo, że po wejściu do Unii Europejskiej, nasza wschodnia granica stała się granicą Unii, a polska służba celna bardzo się wzmocniła, to wciąż w tej walce przemytnicy są górą.

Zamiast walczyć z przemytem na wielką skalę i ścigać poważnych przestępców - funkcjonariusze warszawskiej specsłużby celnej skupiają się na "łapaniu" drobnych handlarzy nielegalnego towaru - najczęściej na bazarach. Takie wytyczne mieli dostać od przełożonego. Reporter "Czarno na Białym" dotarł do celników, którzy mówią wprost, że dla ich naczelnika najważniejsze są dobre statystyki - problem w tym, że nie oznaczają one prawdziwej walki z przemytnikami. Poważny zarzut i jest już zapowiedź konsekwencji. Pytanie - kto naprawdę je poniesie?

Bój o Telewizję Trwam na multipleksie cyfrowym, czyli medialne być albo nie być. Tak przynajmniej stawia sprawę sam ojciec Rydzyk i robi to na tyle dosadnie i sugestywnie, że nawet jego zwolennicy są absolutnie przekonani, że telewizji grozi likwidacja. W rzeczywistości nadawanie telewizji w takim wymiarze jak dziś nie jest zagrożone. O co więc naprawdę toczy się ten bój?

Teraz jedna największych, ale i najbardziej tajemniczych zbiórek pieniędzy w Polsce. Mija prawie 15 lat, a wciąż nie wiadomo, jaką sumę zebrał radio-maryjny społeczny komitet ratowania stoczni gdańskiej ani co się z tymi pieniędzmi stało (bo na pewno ani złotówka nie trafiła do stoczni). Mówi się, że ojciec Rydzyk mógł zebrać kilkadziesiąt, a nawet więcej milionów złotych. Mówi się, bo on sam na ten temat nie mówi nic.

Toruń i budowa, jakiej w Europie jeszcze nie było. Centrum religijno-wypoczynkowe. Wielka świątynia, a obok hotel, baseny, spa i termy. Coś dla ducha i coś dla ciała. Oryginalny pomysł i wielomilionowa inwestycja. Ile dokładnie ma kosztować nie wiadomo, bo budowa, jak wszystkie inne przedsięwzięcia znanego redemptorysty, otoczona jest tajemnicą, której rąbka udało się jednak uchylić reporterce "Czarno na białym".

Co najmniej dwa razy wyższe kary za łamanie przepisów drogowych, a nawet utrata na jakiś czas prawa jazdy. Takich zmian domaga się policja, powołując się na przykłady z Europy, gdzie wysokie mandaty poprawiły bezpieczeństwo na drogach. Pomysł gdzie indziej sprawdzony u nas budzi kontrowersje.

Im gorzej na drogach, tym lepiej dla państwa. Patrząc na projekt przyszłorocznego budżetu można zaryzykować prowokującą tezę, że państwo bardzo liczy na piratów drogowych. Bo zakłada, że zarobi na nich 1,5 miliarda złotych, czyli jeszcze więcej niż w tym roku. Założenia tak ambitne, że aż rodzą podejrzenia - czy rządowi zależy na bezpiecznych drogach?

Czy wraz z wyższymi mandatami wzrośnie pokusa dawania i brania łapówek? Wiadomo - wyższa stawka, większe pole do korupcji. Wprawdzie niechlubne policyjne statystyki w ubiegłym roku wyraźnie się poprawiły, ale w tym roku mamy dwie spektakularne porażki. Radom, gdzie 13 policjantów drogówki zostało oskarżonych o branie łapówek i Poznań, gdzie również 13 funkcjonariuszy właśnie usłyszało zarzuty.

Może z ziemi tego nie widać, ale Polacy latają coraz więcej i coraz częściej chcą latać swoimi samolotami. Choć to wciąż luksusowy zakup, od lat rośnie liczba kupowanych maszyn. I nawet kryzys specjalnie tego nie zmienił. Co więcej, swoje samoloty mają już nie tylko Polacy z pierwszej setki najbogatszych.