Czarno na białym

Czarno na białym

Fotoradary zdominowały dyskusję o bezpieczeństwie na drogach. A zupełnie nie mówi się - przy tej okazji - o śmiertelnym zagrożeniu, jakie stanowią pijani kierowcy. To prawdziwa plaga, nawet biorąc pod uwagę, że policyjne statystyki mówią tylko o tych złapanych na podwójnym gazie. Jest pomysł, by nietrzeźwym kierującym zabierać samochody. Ale projekt Solidarnej Polski jest tyleż rewolucyjny, co raczej mało realny.

Nadmierna prędkość to główny problem naszych dróg i główna przyczyna wypadków. Można dyskutować, czy fotoradary to skuteczny bat na kierowców z ciężką nogą czy jedynie sposób na zarobek z mandatów. Ale faktem jest, że w Polsce za przekraczanie prędkości kara jest wyjątkowo łagodna. Mamy jedne z najniższych kar i najwięcej ofiar wypadków.

Premier mówi, "głupie znaki muszą zniknąć" i wzywa kierowców do zgłaszania miejsc bezsensownie oznakowanych. Reporter "Czarno na Białym" z pomocą widzów TVN24 znalazł mnóstwo takich miejsc. Absurdów jest tyle, że aż dziw, że w ogóle da się jeździć. Jakość dróg na pewno nie jest naszym znakiem firmowym w Europie, ale pod względem ilości znaków na kilometr jesteśmy europejską potęgą.

Antoni Macierewicz dalej walczy o niepodległość Polski. Jego dawni przyjaciele z antykomunistycznej opozycji wspominają, że od zawsze był człowiekiem ambitnym, ale też podejrzliwym, wietrzącym wszędzie spisek. Jego obecni koledzy z Prawa i Sprawiedliwości mówią o nim człowiek ściana - to przez jego skrajność prawicowych poglądów i nieprzejednanie w sprawie smoleńskiej. Jakie jest prawdziwe oblicze Antoniego Macierewicza?

Katastrofa smoleńska to dziś najważniejsza misja dla Macierewicza. Najbardziej gorliwy zwolennik teorii o zamachu na prezydencki samolot nie ma na to żadnych dowodów, ale i tak okazał się bardzo przekonujący. Czterokrotnie wzrosła liczba Polaków, którzy zaczęli wierzyć, że to nie był wypadek. A szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych tworzy nowy zespół, który ma weryfikować tezy stawiane przez ekspertów Macierewicza i jego samego. Czy jest w ogóle szansa na coś więcej niż polityczna konfrontacja?

Służba zdrowia i urzędy, w szczególności te na szczeblu lokalnym, to w Polsce w powszechnym odczuciu najbardziej podatny grunt dla korupcji. I choć w ostatnim światowym rankingu korupcyjnym poprawiliśmy swoją pozycję, to nie znaczy, że faktycznie problem znika. Rośnie liczba śledztw dotyczących łapówkarstwa i przekupstwa. Rośnie też świadomość, czym jest i czym grozi korupcja. Ale niestety wciąż wysokie jest również przyzwolenie społeczne na nią.

Teraz granica między łapówką, a wyrazem wdzięczności. Sytuacja, z którą każdy może mieć do czynienia. Łapówka to tylko pieniądze czy też rzecz? Liczy się przekazywana wartość czy moment przekazania? Proces doktora G. miał dać odpowiedź na pytanie, gdzie jest ta granica, ale... jasności nie ma. Lekarz został skazany za przyjęcie ponad 17 tys. zł, ale za danie tych pieniędzy nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

W "Czarno na Białym" korupcja po polsku. Na początku CBA - Centralne Biuro Antykorupcyjne, o którym ostatnio głośno nie tyle z powodu dokonań w walce z łapówkarstwem, ile z powodu nieprawidłowości w działaniu samej instytucji. Głośny proces doktora G. zakończył się niewysokim wyrokiem dla lekarza, ale też niekrótką listą zarzutów pod adresem agencji. Sędzia Tuleya zawiadomił dziś prokuraturę i CBA o "rażących zaniedbaniach" dotyczących zasadności zatrzymań i sposobu przesłuchań w tej sprawie - sprawie, która zaczęła się ponad 5 lat temu i była jedną z pierwszych spektakularnych akcji CBA. "Czarno na białym" pyta o cały dorobek Agencji i o to, czy jej istnienie ma sens?

Od kilku dni trwa eskalacja walki o miejsca do handlowania w podziemiach Dworca Centralnego. Atrakcyjne miejsca w samym sercu stolicy, choć pod ziemią. Już od pół roku trwa tam okupacja kilku sklepów. W jednym z nich kupcy są zabarykadowani. Doszło do starć z ochroną. Batalia toczy się oczywiście o pieniądze. Kupcy nie zgadzają się na podwyżkę czynszu, ale nie chcą też opuścić lokali. Trwa próba sił, choć prawnie sytuacja jest prosta. Problem w tym, że z takim prawem nie zgadzają się kupcy. A właściwie tylko grupa kupców.

O klienta trzeba zadbać, bo konkurencja duża. Supermarkety i dyskonty zrewolucjonizowały polski handel. Jeszcze kilkanaście lat temu Polacy najchętniej kupowali na targowiskach i w małych sklepach. Dziś ponad połowa z nas wybiera duże sieci handlowe. Nawet w małych miejscowościach, w których takich sklepów jest coraz więcej.

Kupcy warszawscy znani są z determinacji w walce o swoje. Nie było łatwo i spokojnie, gdy musieli opuszczać stadion X-lecia czy halę KDT przed Pałacem Kultury. O to ostatnie miejsce toczyła się regularna bitwa, która na kilka dni sparaliżowała stolicę. 3,5 roku po tamtych wydarzeniach i stadion, i plac Defilad diametralnie się zmieniły. A co zmieniło się w życiu kupców? Dotarliśmy między innymi do tych, którzy wtedy najbardziej walczyli o swoje miejsca pracy.

Wyszli z więzienia po 35 i 22 latach i jak zgodnie przyznają - tęsknota za wolnością była równie duża, co strach przed nią. Mężczyźni, z którymi rozmawiał nasz reporter, przeszli resocjalizację. Jak po tylu latach izolacji wygląda powrót do normalności?

Najpierw usłyszeli wyroki śmierci - potem przez zmiany w kodeksie karnym - złagodzono im kary do 25 lat więzienia. Nie dożywocia, a 25 lat więzienia - wszystko przez powolne zmiany prawa. I za dwa lata kilkudziesięciu takich brutalnych zabójców,w resocjalizację których nie wierzą nawet specjaliści, wyjdzie na wolność. Budzi to obawy o bezpieczeństwo i wywołuje ponownie temat przywrócenia kary śmierci. Większość Polaków niezmiennie od lat jest "za", ale szans na taką zmianę nie ma.

Ci najgroźniejsi i najbardziej bezwzględni - skazani na dożywocie - są w więzieniu pod szczególnym nadzorem. Teoretycznie mają szansę zaznać jeszcze wolności, bo sąd może, choć nie musi zgodzić się na przedterminowe zwolnienie. Nasz reporter dotarł do czterech takich skazanych - niechętnie mówią o zbrodni, której się dopuścili. A z tego, co mówią wynika, że liczą na to, że nie spędzą w więzieniu całego życia - bo jeśli tak, to dożywocie - według nich - jest gorsze niż kara śmierci.

Najpierw było spektakularne zatrzymanie kardiochirurga i równie spektakularne wystąpienie ministra sprawiedliwości i szefa CBA, potem prawie tysiąc świadków, cały sztab śledczych i po pięciu latach słyszymy: wyrok w zawieszeniu za drobne przestępstwa w porównaniu z tymi, które lekarzowi na początku zarzucano. Rodzi się pytanie - dlaczego CBA wytoczyło takie działa przeciwko doktorowi G.? Chodziło o niego, o łapówki czy o handel organami do przeszczepów? Czy odpowiedź kryje się pod kryptonimem "BAZALT"? Oficjalnie o tej operacji CBA nic nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że śledztwo w tej sprawie zostało zawieszone.

Po piątkowym wyroku na doktora G. - czarne chmury zawisły nad CBA. Sędzia Igor Tuleya przygotowuje zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez agentów - chodzi o sposób, w jaki przesłuchiwali świadków w tej sprawie. Podczas samego procesu wyszło też na jaw, że film, jaki CBA pokazało z zatrzymania kardiochirurga został zmanipulowany. Nie był to oczywiście dowód w sprawie lekarza, ale na pewno dowód o całej sprawie sporo mówiący.

Doktor G. ponownie przed sądem. Ma drugi proces, tym razem kardiochirurg odpowiada za nieumyślne spowodowanie śmierci pacjenta, któremu podczas operacji zostawił w sercu gazik. Jak się dowiadujmy - cztery ekspertyzy wskazują, że gazik był przyczyną śmierci. Proces jest tajny. Sam lekarz konsekwentnie odmawia jakichkolwiek komentarzy, nie zgadza się na nagranie, choć bez kamery jest bardziej skory do rozmowy. Z tego, co sam mówi, a przede wszystkim z tego, co mówią o nim inni - wyłania się obraz człowieka o silnej osobowości i surowym podejściu do ludzi.

Teraz o skutkach niewiedzy nastolatków odnośnie seksualności. Zatrważających, gdy okazuje się, że nieletni częściej niż dorośli korzystają z usług prostytutek. Szokujących, gdy na leczenie trafiają już 8-letnie dzieci uzależnione od filmów porno. I dramatycznych, gdy dochodzi do przemocy seksualnej dzieci wobec dzieci. I nie mówimy tu jedynie o incydentach.

Dorośli toczą ideologiczne spory, a młodzież nie czeka na to, co z nich wyniknie. I prawda jest taka, że wiedzę na temat seksualności głównie czerpie od rówieśników i z internetu, a właściwie z internetowego śmietnika. Efekt? Wystarczy poczytać fora internetowe, by zrozumieć, że poziom wiedzy młodych Polaków jest druzgocący. A sięgają po nią coraz młodsi - jeszcze dzieci. Warto więc, by przed lekcją dla młodzieży dorośli odrobili swoją z wiedzy o dzieciach.

W Sejmie czeka na pierwsze czytanie projekt ustawy, która zakłada, że nauka zacznie się już od pierwszej klasy szkoły podstawowej i to obowiązkowo. Zamiast Wychowania do Życia w Rodzinie ma być Wiedza o Seksualności Człowieka. Jak dokładnie ma wyglądać taka lekcja jeszcze nie wiadomo. Ale wiadomo już - i to było do przewidzenia - że projekt Ruchu Palikota wywoła duże kontrowersje. I tak na razie więc zamiast wiedzy o seksualności, mamy wojnę ideologiczną.