Czarno na białym

Czarno na białym

Nasi reporterzy w poszukiwaniu pracy. Pojechali tam, gdzie bezrobocie jest największe. Byli gotowi podjąć się każdego zadania, nawet niewdzięcznej pracy na fermie indyków. Nie było łatwo, ale po zaledwie kilku godzinach udało się znaleźć pracę. Przy okazji ciekawe, zaskakujące spostrzeżenie. Tam, gdzie bezrobocie bije rekordy, urzędy pracy świecą pustkami.

Zamiast urzędu pracy prywatna firma, która nie tylko pomoże znaleźć zatrudnienie, ale też poradzi w wyborze zajęcia, pomoże w zadbaniu o wygląd, czy w rozmowach z pracodawcą. Wszystko po to, by rzeczywiście znaleźć pracę i to na dłużej. Dopiero za taki efekt firma dostaje pieniądze. Ten nowatorski, wzorowany na zachodniej Europie, pilotażowy program ministerstwa pracy prowadzony jest w trzech województwach. Efekty widać. Za wcześnie, by oceniać jak trwałe, ale nową jakość widać gołym okiem.

Nasi reporterzy znaleźli pracę, ale nie z pomocą urzędu pracy. Tak, jak zresztą większość bezrobotnych Polaków. Nieskuteczność pośredniaków obnażył eksperyment, który przeprowadzili naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego. Wyniki są porażające. Na oferty pracy wysłane do ponad 400 urzędów odpowiedziało zaledwie kilka. Jeszcze bardziej zdumiewają tłumaczenia urzędników, obnażające brak ich wiedzy o przepisach oraz totalną biurokrację. To tłumaczy, dlaczego pracodawcy nie szukają tam pracowników, a bezrobotni pracy.

Teraz moralność a polityka, czyli co jest ważniejsze - prawo boże czy to, stanowione przez parlament? Temat wywołany głośnym kazaniem kardynała Dziwisza - kazaniem, które wielu odebrało jako upomnienie parlamentarzystów przed uchwalaniem prawa sprzecznego z nauką Kościoła. Wiadomo, że chodziło o "gorący" temat in vitro - stąd cała burza, bo przecież spraw ważnych dla katolików, a nie uwzględnionych w stanowionym prawie - jest więcej, ale one nie budzą już emocji.

Spór o maturę z religii - religii katolickiej, a nie religioznawstwa. Kościół katolicki nie ma w tej sprawie poparcia ani ministerstwa edukacji, ani Polaków - jak pokazuje ostatni sondaż. Prof. Samsonowicz, który ponad 20 lat temu jako minister, przywracał religię do szkół, dziś jest bardzo krytyczny. Uważa, że brak społecznego poparcia wynika z braku pedagogicznego przygotowania katechetów i przez to złego nauczania religii. I to wydaje się dziś większym wyzwaniem dla Kościoła niż walka o maturę z religii.

Głos, który jest w Kościele wyjątkiem, ale nie wiadomo, jak długo jeszcze będzie go słychać. Bo szczerość wypowiedzi ks. Wojciecha Lemańskiego przeszkadza biskupom. Nic dziwnego - wprost krytykuje ich za milczenie w sprawie pedofilii w Kościele czy sposób mówienia o in vitro. Za tą otwartość stracił już prawo uczenia religii, dostał też zakaz wypowiadania się w mediach, a także ultimatum. Jak ustalił reporter "Czarno na białym" ksiądz Lemański ma kilka dni na dobrowolną rezygnację z funkcji proboszcza. Dlaczego zdecydował się na taką konfrontację?

Pomysł zakazania pracy w niedzielę podzielił tych, którzy tę pracę dają. Część z nich nie zostawia suchej nitki na tym pomyśle, bo ich zdaniem zamknięcie supermarketów i tzw. galerii handlowych w niedzielę to wzrost bezrobocia i same straty dla gospodarki. Straty będą niewielkie, a korzyści społeczne nieocenione - odpowiadają inni właściciele sieci handlowych, którzy są za wolną niedzielą. Paradoksalnie jedni i drudzy zgadzają się w jednym - obroty na pewno spadną. Inaczej odpowiadają jednak na pytanie, czy na taki spadek nas stać.

Handel w niedzielę podoba się klientom. Ale oni dylematu świętować czy kupować nie mają. Potrzeby duchowe z tymi przyziemnymi mogą połączyć bardzo łatwo, bo dziś kościół można znaleźć nawet - dosłownie - w drodze do supermarketu. I to wśród kupujących najtrudniej znaleźć zwolenników zakazu handlu w siódmym dniu tygodnia. Dla nich często to pierwszy dzień, kiedy spokojnie mogą robić to, na co czasu nie mają w sześć pozostałych. Bo pracują.

Klienci w święto potrzeby duchowe z tymi przyziemnymi mogą połączyć w sposób najłatwiejszy, bo kościół można znaleźć nawet - dosłownie - w drodze do supermarketu. Gorzej z pracownikami sieci handlowych, których przed pracodawcami chcą bronić politycy. Egzotyczna koalicja posłów od PiS po Platformę chce ustawowo zapewnić możliwość święcenia każdego dnia świętego. Także niedzieli.

Województwo świętokrzyskie i małopolska, czyli podtopione domy, zalane pola, nieprzejezdne drogi i liczenie strat. W niektórych gminach już kolejny raz w ciągu ostatnich kilku lat. Przedstawiamy mapę zniszczeń i podtopień.

Obrazy powodzi i podtopień przypominają to, co działo się trzy lata temu. Zwłaszcza, że jak widzieliśmy, w niektórych miejscach podtopienia się powtarzają. Reporterzy "Czarno na białym" sprawdzili co zrobiono, żeby nie powtórzył się dramat z 2010 roku. To wtedy na przykład w Sandomierzu Wisła zniszczyła ponad 800 budynków, a straty po przejściu powodzi oszacowano na 500 mln złotych. Na szczęście udało się wygrać walkę z żywiołem o hutę szkła.

Trzy lata temu całą Polskę obiegły dramatyczne zdjęcia z Lanckorony. Osuwająca się ziemia niszczyła kolejne domy - bez dachu nad głową zostało tam 150 osób. Większość nawet gdyby miała na to pieniądze, niczego odbudować nie mogła, bo zabronił tego nadzór budowlany. W zamian za zrzeczenie się działek i ruin dostali domy na nowo wybudowanym osiedlu. Jednak niektóre z tych domów nadal czekają na zamieszkanie. Dlaczego?

Powrót do Republikanów, z którymi były poseł PiS-u chce rozbijać monopol PiS na prawicy. Na razie niewiele o nich wiadomo. Jedyne bardziej rozpoznawalne nazwisko to Anna Streżyńska - znana akurat jako pogromczyni monopolisty, ale w branży telekomunikacyjnej. Polscy republikanie - wyraźnie wzorując się na amerykańskich - chcą być konserwatywni w kwestiach światopoglądowych i społecznych, a bardzo liberalni w gospodarce - bardzo jeśli spojrzeć na hasła.

Republikanie Wiplera to kolejny pomysł po prawej stronie. Tych politycznych bytów, które wyrosły z PiS lub obok niego jest już sporo, ale na razie nic nie wskazuje, by mogły one zagrozić monopolowi partii Jarosława Kaczyńskiego, bo w takiej drobnicy wyborca - choćby chciał - to się nie połapie. Realnej konkurencji więc PiS nie ma, ale tej, która jest, tak do końca lekceważyć też nie można.

Monopol PiS na prawicy i próba jego rozbicia. Próba, której ostatnio podjął się młody polityk tej partii, choć szybko awansowany do jej pierwszego szeregu. Szybko i krótko trwał jednak żywot Przemysława Wiplera w PiS. Jasno nie wytłumaczył, co skłoniło go do odejścia z partii - tym bardziej teraz, gdy prowadzi ona w sondażach. Ale takich niejasności w nie tak długim przecież politycznym życiorysie Wiplera jest więcej.

Bałagan nie tylko w deklaracjach śmieciowych. Ustawa, która w założeniach miała porządkować - na razie wprowadza chaos. Niecały miesiąc przed zmianami gminy mają kłopoty i opóźnienia z przetargami, nie wiedzą, jak sobie radzić z egzekucją płatności (bo dotąd tego nie robiły), zamieszanie jest też z segregacją odpadów. Naprawdę trudno znaleźć kogoś, kto nie krytykowałby nowej ustawy. Optymizm wykazuje chyba tylko ministerstwo środowiska.

Prezydent Warszawy zdymisjonowała swojego zastępcę odpowiedzialnego za to, żeby stolica była gotowa ze zmianami na 1 lipca. A nie będzie gotowa w związku z zamieszaniem wokół przetargu na wywóz śmieci. To zamieszanie i dymisja - czyli przyznanie się władz stolicy do błędu - dodały zapału organizatorom referendum w sprawie odwołania samej prezydent Gronkiewicz-Waltz. Akcja zbierania podpisów idzie pełną parą - można nawet rzec, że to bardzo profesjonalne i komercyjne przedsięwzięcie.

Szokujące statystyki ministerstwa sprawiedliwości, które potwierdzają bezkarność gwałcicieli. Co trzeci skazany nie trafia do więzienia, dostaje wyrok w zawieszeniu i zostaje na wolności. Dlaczego wymiar sprawiedliwości jest tak łagodny? Sędziowie nie chcą rozmawiać o problemie, tylko o konkretnych przypadkach. W Sejmie toczy się spór o to, czy podwyższać karę za gwałt do dożywocia, jak chce Solidarna Polska, czy nie podwyższać, jak utrzymuje Platforma. Ale i ze statystyk wyroków i z konkretnych przypadków, które dziś pokazaliśmy jasno wynika, że największym problemem dziś jest brak nieuchronności kary.

Trzy różne historie osób, które przeżyły gwałt. Jedna z nich kilkaset razy w swoim młodym życiu. Inna cudem uniknęła śmierci. Kolejna też była bita i gwałcona wiele razy. Różne historie, ta sama trauma.

Szokująca historia spod Poznania, gdzie młody mężczyzna zgwałcił cztery dziewczynki. Za każdym razem stawał przed wymiarem sprawiedliwości. Był skazywany, a gdy odzyskiwał wolność atakował ponownie. Pedofil-gwałciciel-recydywista, przed którym państwo nie potrafiło ochronić kolejnych ofiar. Być może ostatnia z dziewczynek nie zostałaby skrzywdzona, gdyby nie łagodna kara, a potem jeszcze zaniedbanie sądu, przez które oprawca wymknął się spod kontroli.