Katowice

Katowice

Przejście dla pieszych między centrum handlowym a kościołem w sobotę po godzinie szesnastej, zmrok, deszcz i ruch przedświąteczny. Kierowca powiedział policjantom, że nie widział pieszych. Inni widzieli, jak piesi unieśli się w powietrzu. On miał 74 lata. Zginął na miejscu. Ona, 65-latka, jest w ciężkim stanie. Byli małżeństwem. - To moja rodzina. Szli z kościoła do domu, nie wrócili - pisze pani Ula.

Pani Aneta zgodnie z planem nie miała zdobywać położonego na wysokości 4810 metrów szczytu Mont Blanc, a jedynie dotrzeć do schroniska położonego na wysokości 3165 metrów. Kilkaset metrów przed celem spadła dwieście metrów w dół szlaku. Nie miała raków, bo przewodnik powiedział, że nie musi ich mieć. Reporter "Faktów" TVN Robert Jałocha dowiedział się, że Zbigniew B. usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci.

Aresztowano trzech mężczyzn odpowiedzialnych za roboty ziemne na ulicy Leszczynowej w Szczyrku 4 grudnia. Powód - ich wyjaśnienia wymagają weryfikacji. Według prokuratury roboty te związane są z uszkodzeniem gazociągu, co doprowadziło do eksplozji, zawalenia się domu i pożaru. W katastrofie zginęło ośmioro mieszkańców tego domu - trzypokoleniowa rodzina. Najmłodszy Staś miał trzy lata, jego dziadek i wujek zdobywali medale w narciarstwie alpejskim.

- Nie ferujmy wyroków, nie osądzajmy, dajmy czas tym, którzy mają wyjaśnić tę tragedię. Ona musi nas czegoś nauczyć, żeby ta ofiara nie poszła na marne. Powinniśmy zadać sobie pytanie, gdzie tak pędzimy. Trzeba pracować, ale nie kosztem drugiego człowieka, nie za wszelką cenę. Nic co materialne nie zabierzemy z tego świata. Otwórzmy się na rodzinę, na sąsiadów. Cała nasza społeczność złączyła się w smutku. Oby to współczucie i ta chęć niesienia pomocy pozostała wśród nas - mówił burmistrz Szczyrku na pogrzebie rodziny Kaimów, która zginęła w swoim domu po wybuchu gazu.

Sąd Okręgowy w Katowicach nie zgodził się na zastosowanie aresztu wobec dziennikarza. W środę odrzucił prokuratorskie zażalenie na decyzję Sądu Rejonowego Katowice-Wschód, który również nie dopatrzył się powodu, żeby Kamil Durczok na tym etapie śledztwa trafił do celi. Sąd zastosował wobec dziennikarza inne środki zapobiegawcze: ma on wpłacić 200 tysięcy złotych poręczenia. Nie może też opuszczać kraju, ani zbliżać się do byłej żony.

Po nocnym wstrząsie w kopalni Budryk w Ornontowicach wycofano załogę z rejonu jednej ze ścian wydobywczych. Nikomu nic się nie stało. Wstrząs, który miał magnitudę przekraczającą 3 stopnie w skali Richtera nie spowodował też zniszczeń w wyrobiskach, ale odczuli go okoliczni mieszkańcy.

38 lat temu, 16 grudnia 1981 roku, doszło do pacyfikacji strajku w Kopalni Węgla Kamiennego "Wujek" w Katowicach. Zginęło wówczas dziewięciu górników, a wielu zostało rannych. Główne uroczystości odbędą się w poniedziałek po południu w Katowicach. Mają się na nich pojawić bliscy zabitych i uczestnicy tamtych wydarzeń. W Katowicach ma się też pojawić premier Mateusz Morawiecki.

Gdy w Szczyrku kładli gazociąg, nie było jeszcze Leszczynowej, ani wielu ulic i domów. Teren jest tam pochyły i potem był nasypywany. 4 grudnia wybuch gazu zniszczył dom pod numerem 6, grzebiąc ośmioro mieszkańców. Tego dnia odbywały się tam roboty ziemne. - Nie ma takiej głębokości, na której nie można spotkać rury z gazem - powiedział Artur Michniewicz, rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa. - Wykonawca z Leszczynowej dostał od nas zalecenia, by kopać ręcznie pod nadzorem pracownika naszej spółki. Nie zastosował się do tego.