Wenezuela

Wenezuela

Protesty w Wenezueli to kłopot nie tylko dla Nicolasa Maduro, ale i przywódców poszczególnych państw latynoamerykańskich. Zarówno chowanie głowy w piasek, jak i przekonywanie o gorliwym poparciu dla strony rządowej może się im bowiem w przyszłości odbić czkawką. Tymczasem wenezuelskie metropolie zaczynają przypominać miasta w stanie oblężenia i nie mają wiele wspólnego z wizją "socjalizmu XXI wieku", którą obiecywał Hugo Chávez.

W kolejnym dniu antyprezydenckich protestów w Wenezueli grupy demonstrantów starły się w niedzielę z oddziałami Gwardii Narodowej. Tymczasem do wenezuelskiej stolicy przybył, znany ze swojej sympatii do wenezuelskich władz, amerykański aktor Sean Penn. Oddał hołd zmarłemu rok temu Hugo Chavezowi, potem spotkał się z prezydentem.

Setki tysięcy mieszkańców Wenezueli wzięły udział w sobotnich marszach pokoju z powodu targających krajem od 10 dni niepokojów. Uczestniczą w nich zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy władz. Doszło do starć z policją.

Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro oskarżył o wzrost przestępczości w kraju popularne telenowele, które - jego zdaniem - rozpowszechniają wśród młodych ludzi złe wartości i przedstawiają w korzystnym świetle przemoc i narkotyki. W ubiegłym roku Maduro atakował z kolei pełne przemocy gry wideo oraz hollywoodzki hit "Spider-Man".

Stany Zjednoczone zdecydowały we wtorek czasu lokalnego, że troje wenezuelskich dyplomatów, w tym charge d'affaires, ma opuścić USA. To odpowiedź na wydalenie trojga amerykańskich dyplomatów z ambasady w Caracas.

Państwowa Komisja Wyborcza (CNE) w Wenezueli oświadczyła w niedzielę, że 6 maja rozpocznie kontrolę rezultatów wyborów prezydenckich z 14 kwietnia. Odmówiła jednak przyjęcia warunków opozycji, która chce przejrzenia wszystkich kart do głosowania określając je mianem "nierealnych".

Wenezuelska Państwowa Komisja Wyborcza (CNE) skontroluje potwierdzenia oddania głosu, które nie zostały sprawdzone po niedzielnych wyborach prezydenckich. Z 54 proc. głosów zwycięzcą ogłoszono Nicolasa Maduro.