Kurdystan

Kurdystan

W położonym tuż przy granicy z Turcją syryjskim mieście Kobane (Ajn al-Arab) toczą się najcięższe walki od wielu dni. Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan stanowczo podkreślił jednak w niedzielę, że Ankara nie zamierza dozbrajać Kurdów, którzy ostatkiem sił bronią miasta.

USA podjęły w ciągu ubiegłego weekendu pierwsze bezpośrednie rozmowy z główną partią polityczną syryjskich Kurdów w ramach budowania koalicji przeciwko dżihadystom z Państwa Islamskiego - poinformowała rzeczniczka Departamentu Stanu Jen Psaki, podczas gdy koordynator działań sojuszniczych przeciwko siłom IS, generał John R. Allen, oświadczył, że Amerykanów interesuje przede wszystkim sytuacja w Iraku.

Dzięki atakom z powietrza, przeprowadzanym przez międzynarodową koalicję, kurdyjscy bojownicy odbili z rąk dżihadystów z Państwa Islamskiego niektóre dzielnice Kobane, trzeciego co do wielkości kurdyjskiego miasta w Syrii - poinformował przedstawiciel Kurdów.

Policja na atakowanych przez Państwo Islamskie kurdyjskich obszarach w Syrii dokonała obławy na setki młodych mężczyzn, żeby wcielić ich do oddziałów kurdyjskich. Od połowy lipca służba w oddziałach paramilitarnych jest na tych terenach obowiązkowa.

Władze irackiego autonomicznego Kurdystanu wysłały pomoc wojskową dla obrońców obleganego przez dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) syryjskiego miasta Kobane - poinformował przedstawiciel tych władz.

Tureckie lotnictwo atakowało w poniedziałek cele Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) na południowym wschodzie Turcji - podał militarny odłam tej organizacji na swojej stronie internetowej. Gazeta "Hurriyet" wcześniej informowała o nalotach już w weekend.

Wielokrotnie przeważające siły dżihadystów, które od 16 września oblegają kurdyjskie miasto Kobane w północnej Syrii, zdobyły w piątek siedzibę sztabu generalnego obrońców. Miasto wciąż walczy, ale kurdyjskim bojownikom brakuje już broni, amunicji, bandaży. Ci zostali w boju właściwie sami - opuszczeni przez Turcję, która zapowiadała, że pomoże obronić miasto.

Rzecznik stu Kurdów, którzy dwa tygodnie temu rozpoczęli strajk głodowy w Brukseli i demonstrują przed Parlamentem Europejskim, oskarżył wspólnotę międzynarodową o bezczynność. Kurdowie domagają się pomocy dla oblężonego przez dżihadystów kurdyjskiego miasta Kobane w Syrii.

Minister obrony USA Chuck Hagel oznajmił, że Waszyngton oczekuje od Turcji szerszej pomocy wojskowej. Amerykanie oczekują zapewnienia dostępu do tureckiej bazy lotniczej Incirlik oraz udziału w szkoleniach i doposażaniu umiarkowanych sił walczących w Syrii.

- Jeszcze przedwczoraj byliśmy ok. 200 metrów od samej granicy i obserwowaliśmy rejon Kobane. Miasto jest wymarłe. Nie widać, by ktokolwiek poruszał się na ulicach - powiedział w rozmowie telefonicznej z TVN24 operator Adam Halub, który razem z ekipą niemieckiej telewizji RTL śledzi walki Kurdów i bojowników z Państwa Islamskiego przy turecko-syryjskiej granicy.

- Musimy słuchać naszych przywódców. Gdyby to od nas zależało, wchodzilibyśmy między islamistów i wysadzali się. Wszystko, żeby zabić tych ludzi - twierdzi 17-letnia Kurdyjka o imieniu Piros. Razem z rodakami walczy przeciwko Państwu Islamskiemu w północnej Syrii. Kurdowie ostatkiem sił bronią oblężonego miasta Kobane.

Kobane, kluczowe dla Kurdów miasto przy tureckiej granicy, padnie pod naporem bojowników z Państwa Islamskiego - twierdzą w rozmowie z CNN wysocy rangą urzędnicy amerykańskiej administracji. Dodają jednak, że zdobycie przez dżihadystów tego kurdyjskiego miasta nie jest głównym zmartwieniem Amerykanów.

Kurdowie wyszli na ulice miast Turcji protestować przeciw zbliżającemu się zajęciu przez Państwo Islamskie kurdyjskiego miasta Kobane na północy Syrii. Doszło do starć doszło także w pobliżu granicy Turcji z Syrią w okolicy miasta Sanliurfa. Wojsko użyło gazu i armatek wodnych, żeby rozpędzić demonstrantów.