Czarno na białym

Czarno na białym

Szczęsny czy Tytoń? Obsada naszej bramki w meczu o wszystko z Czechami - to od dwóch dni pytanie wagi ogólnonarodowej. Szczęsny to numer 1 w drużynie, co podkreśla trener Smuda. Z drugiej strony mówi jednak, że nie zmienia się składu, który osiągnął dobry wynik, czyli wskazuje na Tytonia. A więc - gwiazda drużyny czy jej czarny koń?

Złej baletnicy szkodzi rąbek od spódnicy. To samo można by powiedzieć o piłkarzach, którzy narzekają na stadionową murawę. Ale - wbrew pozorom - trwa na boisku ma ogromy wpływ na grę i wynik. Jej podłoże, gęstość, wysokość i nawodnienie - to wszystko słono kosztuje, bo podlega bardzo rygorystycznym przepisom, o czym przekonały się wszystkie miasta-gospodarze mistrzostw, bo wszystkie musiały murawy wymieniać. A i tak kłopotów nie udało się uniknąć. Co dokładnie w trawie piszczy?

Przed meczem Polska-Czechy wiele przemawia na korzyść naszych południowych sąsiadów. Są o wiele wyżej od nas notowaną drużyną w Europie, mają też jednego z najlepszych na świecie bramkarzy. Czy to im wystarczy, by co najmniej zremisować z Polakami i awansować do ćwierćfinału?

Wtorkowe zamieszki od początku miały podtekst polityczny, a teraz stały się wręcz politycznym tematem i to na szczeblu międzynarodowym po tym, jak właśnie w tej sprawie, prezydent Putin nieoczekiwanie zadzwonił do premiera Tuska. Czy był to wyraz niepokoju czy oburzenia? O szczegółach i tonie rozmowy nic nie wiemy, ale - jak to w polityce - to też sporo mówi.

Niskie kary dla chuliganów zdumiewają wszystkich z ministrem sprawiedliwości włącznie. No, ale co z tego? Mamy prawo, które pozwala kiboli zamykać w więzieniach i mamy też niezawisłe sądy, które z tego prawa niechętnie korzystają. Jak więc państwo polskie chce wreszcie uporać się z bandytyzmem. Rząd ten, podobnie jak poprzednie, pomysłu nie ma. Opozycja podsuwa swoje luźne propozycje.

Po wtorkowych burdach kiboli, czas na wymiar sprawiedliwości. Z ponad 180 zatrzymanych osób, sądy w trybie przyspieszonym ukarały dotąd ok. 30 z nich. Głównie grzywną i wyrokami więzienia w zawieszeniu. To łagodne wyroki - jak przekonał się reporter "Czarno na Białym" patrząc na tych, którzy opuszczali salę sądową - wyroki nie robiące na nikim wrażenia. Czy to kara czy zachęta dla kiboli?

I wracamy na boisko. Po wielu latach, Polska wreszcie nie gra już tylko o honor, ale gra bardzo realnie o awans. Po meczu z Rosją i przed sobotnim pojedynkiem z Czechami wiara w ćwierćfinał dla Polaków wzrosła wielokrotnie. Piłkarze Smudy byli dziś witani na treningu przez kibiców jak bohaterowie.

UEFA dotkliwie ukarała Rosjan za piątkowe burdy podczas i po meczu we Wrocławiu. 120 tysięcy euro kary i groźba utraty 6 punktów w eliminacjach do następnego Euro. Bójki w Warszawie UEFA na razie tylko potępiła. I nawet, jeśli uznać te zamieszki za incydent, to smuga cienia na dobrej - jak dotąd - opinii o nas, jako gospodarzach - zostaje. Zamiast na świetnym meczu Polaków z Rosją zagraniczne media skupiają się dziś na zadymie kiboli.

Poczucie wstydu i kompromitacji dominuje wśród polskich kibiców. Tych prawdziwych, normalnych kibiców, którzy - jak chyba nigdy dotąd - zgodnie, głośno i bardzo dosadnie mówią "nie" kibolom. W internecie przepraszają Rosjan i odcinają się od "bezmózgich idiotów". Premier mówi o durniach, którzy chcieli być ważniejsi od Euro. Czy to powszechne potępienie to nie najlepsza okazja, by wreszcie zdecydowanie zrobić porządek z kibolami i chuligaństwem?

Dziś krajobraz po meczu Polska-Rosja, czyli wspaniały bój naszych piłkarzy i kompromitująca nas, jako gospodarzy, bijatyka kiboli przed meczem. Napięcie było od początku. Polscy pseudokibice skrzykiwali się w internecie już przed marszem rosyjskich kibiców. Potem już byle pretekst po jednej czy drugiej stronie był dobry, by zaatakować. Kiboli nie powstrzymał ani widok idących na mecz rodzin z dziećmi, ani policji w pełnym rynsztunku. 140 osób ucierpiało, ponad 180 zatrzymano.

Ich problemy z euro sprawiają, że na Euro kibicują jeszcze bardziej. Bo sukces ich drużyny, pozwoliłby, choć na chwilę, zapomnieć o kryzysie. To dotyczy jednak chyba tylko tych Greków, którzy przyjechali do Polski albo tu mieszkają. Bo dla Greków w Grecji - mistrza Europy sprzed 8 lat - Euro piłkarskie to dziś jednak nie jest temat numer jeden.

Dla kibiców liczy się doping w czasie meczu i dobra zabawa przed i po. Szczególnie dla tych, którzy na czas Euro robią sobie przerwę od codziennego życia. Jak wygląda życie kibica?

A teraz kibic - nie-kibic, czyli o tym, jak wygląda bojkot biało-czerwonych przez jednego z najlepszych w polskiej historii bramkarzy. Gdy miliony Polaków kibicowały, Jan Tomaszewski sam w pokoju - jak obiecał, tak nie oglądał meczu naszej drużyny. Może nie sam, bo towarzyszyła mu nasza reporterka. I - choć nie oglądał - to chętnie komentował.

Gorące Euro-emocje po meczu otwarcia Polaków i przed jutrzejszym - być może decydującym już o losie naszej drużyny - meczem z Rosją, który z racji historii i polityki jest lub będzie wydarzeniem nie tylko piłkarskim. Temperaturę emocji podnosi planowany przed pojedynkiem warszawski marsz rosyjskich kibiców. Jeszcze w weekend była mowa o manifestacji z okazji Dnia Rosji, dziś mówi się o wspólnym przejściu kibiców na stadion. Czy sportowe emocje wezmą górę nad polityką i historycznymi urazami?

"On nigdy nie pęka" - mówią o nim koledzy. Trzy lata temu Marcin Wasilewski stał nad przepaścią, po tym, jak rywal złamał mu nogę w dwóch miejscach. Wrócił do gry i dyryguje polską obroną. Reprezentacji bez niego nikt sobie nie wyobraża.

UEFA typuje go na potencjalną młodą gwiazdę Euro, po jego golu Legia wygrała już z wicemistrzem Afryki do lat 20 - Kamerunem, a klubowi skauci z zagranicznych lig podobno chętnie by go już widzieli w Serie A i Bundeslidze. Rafał Wolski pewnie nie wyjdzie w pierwszej "11" w meczu z Grecją, ale jego dobre zmiany mogą zrobić z niego faworyta i trenera, i kibiców.

Co przesądziło o tym, że tylko jeden Polak będzie sędziował na Euro i do tego stanie przy linii jako tzw. techniczny? Marcin Borski jest w europejskiej elicie w swym fachu, ale co z jego kolegami? Czy brakuje odpowiednich szkoleń, dobrego lobbingu, a może chodzi po prostu o bałagan w PZPN, który rzutuje na wszystko?

Wojciech Szczęsny i Franciszek Smuda. Pierwszy jest "nr 1" w kadrze, drugi rozdaje w niej karty. - Wojtek na boisku jest w pełni skoncentrowany - mówi o bramkarzu jego mama, Alicja. - On jest zmęczony. Emocje sięgają zenitu i presja jest ogromna - dzieli się z kolei wrażeniami ostatnich tygodni żona "Franza", Małgorzata.