Czarno na białym

Czarno na białym

05.07| Był już karany mandatami za przekroczenie prędkości, nieprzepisowe wyprzedzanie, podczepianie się do konwoju, a ostatnio złamał zakaz wyjazdu i zaparkował tam, gdzie nie powinien, bo - jak tłumaczył - spieszył się do Europarlamentu. To znaczy - złamał prawo w imię swoich zawodowych obowiązków. Z prawem na bakier Kurski ma zresztą częściej, ale jakoś nie przeszkadza mu to w budowaniu politycznej pozycji - nomen omen - po prawej stronie.

Teraz sztandarowy pomysł ministra Gowina, czyli otwarcie zawodów. Pomysł rewolucyjny, biorąc pod uwagę, że Polska jest rekordzistką Europy pod względem liczby profesji, które wymagają zezwoleń i licencji. Minister stworzył długą listę tych, które mają być dostępne dla każdego. Wprawdzie pod naciskiem taksówkarzy, łagodzi zmiany ich dotyczące, ale protestują już następni - pracownicy kolei, konserwatorzy zabytków czy maklerzy.

Jedną z tych spraw, które dzielą Gowina z Platformą jest kwestia in vitro. Minister dopuszcza w swoim projekcie stosowanie tej metody zapłodnienia, ale tylko dla małżeństw i nie zgadza się na zamrażanie zarodków, co zakłada z kolei bardziej liberalny projekt Małgorzaty Kidawy-Błońskiej również z PO. Czarno na Białym - teraz bez polityki - historia, dylematy i długa droga dwóch rodzin, które mają dzieci dzięki in vitro.

Spór o sądy - to nie jedyna batalia ministra sprawiedliwości. Choć stara się być bardzo lojalnym wobec premiera - niektóre jego projekty i pomysły stawiają go w kontrze nawet do samej Platformy. To, że sobie pozwala na taką niezależność - świadczy na pewno o jego sile w partii, choć on sam usilnie powtarza, że nie interesuje go przywództwo. W rozmowie Czarno na Białym przyznaje, że chce umacniać konserwatywne skrzydło PO i że liczy się z tym, że może za to politycznie zapłacić.

Jarosław Gowin kontra sędziowie i koalicjant w rządzie. Minister chce zlikwidować jedną czwartą małych sądów rejonowych, bo - tak będzie taniej, a przede wszystkim - jak twierdzi - sprawniej. A twierdząc to naraża się wielu - sędziom, samorządowcom, prawnikom (także w swojej partii) oraz PSL-owi, który już ruszył do kontrataku.

Po tym, jak kilka dni temu wyszła na jaw szokująca prawda o śmierci - dotąd uważanego za anonimowego chłopca z Cieszyna - nie tylko policja ustala, czy tej tragedii można było zapobiec. Z jednej strony rodzina i sąsiedzi. Z drugiej strony - system państwa, które rejestruje każde urodzone dziecko, ale dalej nie ma już o człowieku żadnej wiedzy. Kontrola obowiązkowych szczepień czy kontrola ośrodka pomocy społecznej to, jak obnażyła historia z Będzina, mało skuteczny mechanizm. Czy dziecko może tak po prostu przestać istnieć?

Przerażające fakty - dzieci najczęściej giną z rąk tych, którzy powinni je chronić, czyli matki lub ojca. Do zabójstw rzadziej dochodzi wskutek patologii w rodzinie czy choroby psychicznej dorosłego, najczęściej z powodu kłopotów osobistych - kłótni, zdrady, nie radzenia sobie z codziennością. Opisywane medialnie przypadki zawsze poruszają, ale ile jest takich nie nagłośnionych tragedii?

Historie takie, jak ta ostatnia z Będzina zawsze poruszają społeczne sumienie i budzą wrażliwość. Niestety na krótko. Jak wynika z doświadczeń choćby pracowników Niebieskiej Linii, telefonu, który po takich tragediach dzwoni częściej, na co dzień rzadko zgłaszają się tam ofiary lub świadkowie jakiejkolwiek przemocy. Z różnych badań i obserwacji wynika, że rzadko w takich sytuacjach reagujemy, nawet gdy krzywda dzieje się dziecku. Strach czy znieczulica?

Trafiły do więzienia w Grudziądzu, jednego z kilku kobiecych więzień w Polsce. Ale nie same, tylko razem ze swoimi dziećmi. Mimo wyroków, kobietom pozwolono zajmować się córkami i synami.

Prawie milion zagranicznych kibiców, którzy przyjechali lub przylecieli do nas w czerwcu na mecze - to potencjalnie najlepsza reklama, jaką możemy mieć na świecie. Najlepsza, bo żywa reklama. Czytając irlandzkie fora internetowa nie można wyobrazić sobie lepszej promocji Polski. Wiadomo, że nie staniemy się krajem bardziej atrakcyjnym turystycznie niż Grecja czy Włochy, ale czy staniemy się bardziej atrakcyjni niż dotąd? Czy kibice po Euro wrócą tu jako turyści?

Jak nie z biurem podróży, to samemu można zorganizować niezapomniane wakacje. Trzeba tylko trochę pomysłowości, sprytu i odwagi. A to - jak sprawdziła nasza reporterka - wcale dużo nie kosztuje.

Przejrzeliśmy księgi skarg i zażaleń w biurach podróży, by sprawdzić, co Polakom na wakacjach najbardziej przeszkadza. "Czarno na Białym" widać, że polskim turystom nie łatwo dogodzić. Lubimy narzekać... na co się da. A za co można dostać odszkodowanie?

Sezon wakacyjny dopiero się zaczyna, a w Polsce już upadły dwa biura podróży. To branża wyjątkowo wrażliwa na kryzysy polityczne, gospodarcze i wahające się z tego powodu kursy walut. W ostatnich latach, wiele biur upadło lub popadło w długi. Warto więc być czujnym. I to nie tylko przy kuszących promocjach, ale po prostu przy czytaniu umów, co nie jest mocną stroną Polaków.

27.06 | Ważą się losy ustawy, która może dotyczyć blisko czterech milionów Polaków, bo tylu może korzystać dziś z rodzinnych ogródków działkowych - oazy spokoju w miastach, dla wielu najważniejszego miejsca na Ziemi. Choć ta ziemia nie jest własnością działkowiczów, to mają do niej praktycznie nieograniczone prawa. A na straży tych praw stoi Polski Związek Działkowców - monopolista z milionowymi składkami i z ogromną władzą bez żadnej kontroli. Jeśli w czwartek Trybunał Konstytucyjny uzna ustawę za niezgodną z konstytucją, działkowe eldorado może się skończyć.

27.06 | Dzisiejsze prawo na działkach sprzyja bezprawiu niektórych działkowiczów. Przez nikogo nie kontrolowani, nie tylko sadzą kwiaty i warzywa, ale stawiają też domy. Samowolka budowlana i meldunkowa to już plaga. A że tereny działkowe często leżą w atrakcyjnych punktach miasta, zamieszkanie tam bez specjalnych opłat jest atrakcyjne tym bardziej.

27.06 | Wszechwładza Polskiego Związku Działkowców to jedno. Prawdziwe życie działkowca to zupełnie co innego. Wielu z nich, których nasz reporter spotkał na jednej z warszawskich działek, nawet nie wiedziało o czerwcowej rozprawie w Trybunale.

27.06 | Własność prywatne kontra własne grządki, czyli bezsilni dawni właściciele ziemi, na której dziś są ogródki działkowe. W świetle obowiązującego prawa nie mają oni praktycznie szans na odzyskanie majątku. Tak jak rodzina Krasińskich, do której przed wojną należała ziemia na warszawskim Mokotowie, a która dziś użytkowana przez działkowiczów.

Za chwilę po Euro zostaną wspomnienia, piękne stadiony i pytanie o to, kiedy będą na nich wygrywać Polacy. To pytanie o szkolenie młodych piłkarzy. Chętnych nie brakuje, ale jak wyłuskać tych najzdolniejszych, jeśli brakuje nam trenerów, boisk i systemu konsekwentnego szkolenia od podstaw?

Przy okazji Euro, które zjednoczyło Polaków we wspólnym kibicowaniu i które - chyba po raz pierwszy - zjednoczyło też kibiców w tak głośnym potępieniu pseudokibiców, wróciło pytanie, jak w końcu pozbyć się chuligaństwa z polskich stadionów?

Nie ma mocnych na PZPN. Fakt - to niezależna organizacja, ale jednak korzystająca z publicznych pieniędzy. Fakt jednak, że jeszcze nigdy żadnemu rządowi, żadnemu ministrowi sportu nie udało się nic zmienić w PZPN ani przy okazji zarzutów korupcyjnych ani przy okazji kolejnych porażek polskich piłkarzy. Siła PZPN wspieranego przez jeszcze silniejsze UEFA i FIFA przerasta nawet polityków.