Czarno na białym

Czarno na białym

Afera Amber Gold pokazała czarno na białym to, co było wiadomo już wcześniej. Mści się niedokończona reforma prokuratury. Rozdzielenie przed ponad dwoma laty stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego to za mało. Nie poszły za tym inne zmiany. O reformie tamtej reformy prokuratury mówi się już od kilku miesięcy. Pomysły ministra Gowina budzą kontrowersje i będą pewnie budzić jeszcze większe, bo - jak ustaliła nasza reporterka - planuje on likwidację Krajowej Rady Prokuratury.

Andrzej Seremet, prokurator generalny, nad którym zawisły czarne chmury po aferze Amber Gold. Jest jasne, że w tej sprawie podlegli mu śledczy dopuścili się wielu błędów i zaniechań. Ale jest też faktem, że - zgodnie z prawem - prokurator generalny ma paradoksalnie związane ręce, jeśli chodzi o kierowanie prokuraturą. Czy to uchroni go przed dymisją?

A teraz ludzie, od których opinii często zależy wyrok sądu. I choć z tego powodu są niezwykle ważnym ogniwem wymiaru sprawiedliwości - ich działania budzą wiele kontrowersji. Biegli sądowi - o których głośno zrobiło się również za sprawą Amber Gold - kosztowni dla państwa, choć za swoje błędy, zaniedbania, czy zaniechania sami żadnej ceny nie płacą.

Już blisko połowa polskich nauczycieli korzysta na lekcji z nowych technologii. Choć nie tylko o obsługę komputera chodzi. Tak naprawdę o coś więcej. O nowoczesne podejście do ucznia i nauczania. Swoistą zmianę mentalności, co może okazać się trudniejsze niż zamiana pióra na klawiaturę.

Cyfrowa szkoła, czyli falstart rządowego programu, który ma przygotować szkoły na technologiczną rewolucję. Na razie rewolucja ma jednak opóźnienie. Nie są gotowe e-podręczniki, nauczyciele nie są przeszkoleni, a w niektórych z 400 pilotażowych szkół - nie ma nawet komputerów. Pieniądze są - zabrakło czasu na przygotowanie programu. Szkoły utknęły w procedurach i przetargach.

Prędzej czy później cyfrowa szkoła wystartuje. A wtedy ciężkie i drogie papierowe podręczniki zastąpią te elektroniczne - lekkie jak tablet i darmowe, jak obiecuje rząd. Mimo wszystko, to nie taka prosta zamiana - kontrowersji jest wiele. Od materialnych począwszy, na merytorycznych kończąc. Czy e-podręczniki nie będą gorzej e-dukować?

Niekończące się autostrady, czyli opóźnienia na budowach A1 i A4. Trzy miesiące od Euro (które miało być motywacją dla budowniczych) - sprawdzamy, co się zmieniło. Dużo. Nie ma już mobilizacji. Nie ma robotników. W niektórych miejscach nie ma już nawet wykonawców - upadli. I wreszcie - nie ma też żadnej pewności, do kiedy powstaną brakujące odcinki.

Jeszcze kilka miesięcy temu budowali drogi, dziś walczą o przeżycie. Podwykonawcy upadłych wykonawców autostrad. Tylko część może liczyć na zwrot w październiku pieniędzy od państwa - na mocy rządowej specustawy. Pozostali mogą już tylko liczyć na sąd - ruszyła więc lawina pozwów przeciwko Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Jedna z firm domaga się ponad miliarda złotych.

Coś, co wyróżnia Polskę na tle Europy? Niestety nie autostrady - a wyśrubowane normy dopuszczalnego hałasu i - co za tym idzie - ciągnące się kilometrami wzdłuż dróg, ekrany dźwiękochłonne. Mało atrakcyjne estetycznie i ekonomicznie - podnoszą koszt inwestycji o grube miliony złotych. To, co najbardziej dziwi kierowców przemierzających nowe autostrady, to ekrany stojące w szczerym polu. Dlaczego? Trop prowadzi do ministerstwa środowiska - jego byłego szefa i obecnego, który podobno już pracuje nad zmianą absurdalnych norm.

Dotąd nie była to postać z pierwszych stron gazet, ale teraz jest o niej coraz głośniej. Mówi się nawet, że to potencjalny następca Jarosława Kaczyńskiego. Prezes krajowej kasy SKOK i senator PiS w jednej osobie. O sobie Grzegorz Bierecki sam dał znać, występując głośno przeciwko ustawie, która nakłada na SKOKi nadzór finansowy. W czym wspiera go prezes PiS? Czy to konflikt interesów, czy interes partyjny?

Platforma zwiera szyki. Choć, jak na razie, afera z Amber Gold jej nie zaszkodziła, nie wiadomo, czy nie okaże się ona jednak bombą z opóźnionym zapłonem. Już przed wakacjami mówiło się o jesiennej wymianie niektórych ministrów, ale dziś już mowa o większych zmianach. Premier szykuje coś na kształt drugiego expose, w którym, jak ustaliło "Czarno na białym", będzie głównie o mocnym zaciskaniu pasa. Pytanie, czy Donald Tusk uderzy się też mocno w polityczne piersi? Jak, co ciekawe, sugeruje mu jedna z kluczowych osób w partii.

Prawo i Sprawiedliwość, zapowiada wielki powrót długo milczącego prezesa, a wraz z nim powrót do IV RP. PiS, które mimo burzliwego dla rządu lata nie poprawiło swoich sondaży, teraz szykuje jesienną ofensywę. Od projektów ustaw począwszy, na zmianie premiera skończywszy.

Zamieszanie wokół siedziby IPN wywołało polityczną burzę i znajomą już dyskusję, czy Instytut po 13 latach istnienia jest jeszcze w ogóle potrzebny. Grzmi Prawo i Sprawiedliwość, które zarzuca rządowi "cichą likwidację" Instytutu. Likwidacji głośno i wprost domagają się przy tej okazji, ale nie pierwszy raz: SLD i Ruch Palikota.

Przeprowadzka IPN z ponad 8 tys. metrów kwadratowych obecnej siedziby, niezależnie od tego gdzie, będzie dużym logistycznym przedsięwzięciem, które na pewno na jakiś czas sparaliżuję pracę Instytutu. Szczególnie Biura Lustracji czy Archiwum. Raczej nie spowolni natomiast prac w pionie prokuratorskim, gdzie - jak przyznają nawet ludzie z kierownictwa IPN - sprawy nie mogą być prowadzone już bardziej opieszale.

Instytut Pamięci Narodowej, który zamiast badać historyczną przeszłość, dziś bardziej zajmuje się swoją przyszłością. Trwa - na razie głównie medialne - poszukiwanie nowej siedziby Instytutu, po tym jak budynek z obecną, został sprzedany przez jego właściciela, prywatną spółkę RUCH. Poszukiwaniom nowej lokalizacji towarzyszy szukanie winnych, którzy doprowadzili do sytuacji, w której Instytut musi zmienić siedzibę, a nie ma na to pieniędzy. Winny rząd? Obecny, który nie dał dodatkowych pieniędzy? Czy poprzedni - rząd PiS, który prywatyzował Ruch? A może to IPN powinien sam zapłacić za kupno swojej siedziby?

Cudze chwalicie, swego nie znacie. To przysłowie jak ulał pasuje do wielu polskich wynalazków, które zostały docenione dopiero za granicą. Samoloty Orka sprzedawane w Chinach, pochłaniacz energii, którym interesują się Stany Zjednoczone, Izrael i Kuwejt, czy detektory podczerwieni, które niedawno wylądowały na Marsie - to tylko niektóre przykłady sukcesów naukowych, które mogły być, a nie są świętowane w Polsce.

Już raz swoją wyjątkową szansę zmarnowaliśmy, gdy kilka lat temu Polacy pierwsi na świecie opatentowali najbardziej precyzyjną metodę produkcji niebieskiego lasera. Wiele sobie obiecywano, a skończyło się na tym, że interes na blue-ray i grach komputerowych zrobili Japończycy. Nam zabrakło pieniędzy na uruchomienie produkcji i firm produkcyjnych z doświadczeniem. Polscy badacze laserów nie poddają się, licząc na to, że tym razem nauka wyjdzie z laboratorium.

Najbardziej wytrzymały na świecie materiał (nagrodzony Noblem) - to grafen, dzięki któremu m.in. ekrany naszych telefonów będą mogły zwijać się w rulon. A dzięki polskim naukowcom do tej elektronicznej rewolucji może dojść niebawem. Pierwsi na świecie wymyślili metodę prostej produkcji grafenu. Naukowcy wymyślili, ale nie ma u nas fabryk, które mogłyby ten wynalazek wykorzystać w masowej produkcji. A konkurencja na świecie nie śpi i jest obawa, że na tym, co wymyślili Polacy, zarobią inni.

Lista życia, a na niej ponad dwa tysiące ludzi czekających na nowe organy. Zgodnie z prawem, przeszczep jest możliwy tylko u osób z tej listy. To ma gwarantować, że cała procedura transplantacyjna jest pod kontrolą, co z kolei ma wykluczać handel organami. Lista jest aktualizowana, ale chorzy nie wiedzą, na jakim są miejscu wśród oczekujących. To się zmienia i w dużej mierze zależy od... przypadku.

Bez niej człowiek nie może widzieć. Rogówka - to najmniejszy przeszczepiany narząd. I jedyny, którego transplantacja nie wymaga zgodności krwi między dawcą i biorcą. Co więcej, ryzyko odrzucenia takiego przeszczepu jest bardzo małe, bo rogówka nie jest unaczyniona. Mimo tych, powiedzmy, transplantacyjnych zalet, wciąż brakuje dawców. Na nową rogówkę, czyli na uratowanie wzroku czeka w Polsce 1,5 tysiąca ludzi.