Czarno na białym

Czarno na białym

Nawet przeciwnicy referendum przyznają, że dzięki niemu wiele spraw w stolicy nabrało tempa. I to, co było niemożliwe - nagle stało się realne, bo nagle znalazły się pieniądze. Kampania referendalna skończyła się, ale teraz zacznie się kampania wyborcza, bo wybory samorządowe za rok. Można się więc spodziewać, że to będzie rok kolejnych przyspieszeń i kolejnych obietnic. My sięgamy do starych, które już dawno miały być spełnione i sprawdzamy - dlaczego tak się nie stało?

Warszawskie referendum tak zaangażowało partie polityczne, że - chcą nie chcąc - otworzyło wyborczy kalendarz. Za niecałe pół roku wybory do europarlamentu, zaraz potem samorządowe, prezydenckie i parlamentarne. W sondażach prowadzi PiS. Po serii lokalnych wyborczych porażek w Elblągu, Rybniku czy na Podkarpaciu - trudno dokładnie oszacować, co wynik warszawskiego referendum mówi o sile Platformy. Faktem jest, że zwycięstwo w stolicy PO okupiła dużym wysiłkiem. W dodatku wpadła we frekwencyjną pułapkę - zniechęcała do głosowania w Warszawie. Teraz musi o głosy zawalczyć, bo w wyborach wysoka frekwencja zazwyczaj sprzyja Platformie.

Po śmierci Tomasza Nawrockiego, poza zupełnie nieuzasadnionymi domysłami, padły jak najbardziej uzasadnione pytania. O to, dlaczego leżący na mecie biegu Tomasz tak długo czekał na pomoc, dlaczego nie było tam karetki pogotowia, dlaczego osoby próbujące mu w końcu pomóc nie miały żadnego potrzebnego sprzętu i gdzie był koordynator medyczny.

Tomasz Nawrocki większości z nas znany jest jako "37-letni mężczyzna", który w niedzielę zmarł na mecie 10-kilometrowego biegu. W rozmowie z reporterem "Czarno na białym" jego przyjaciel, Mariusz Konkolewski, wyjaśnia, jaką był osobą i odnosi się do spekulacji, według których Nawrocki miał być do biegu nieodpowiednio przygotowany. - Stał się obiektem ocen, spekulacji. Wydaje mi się, że by tego nie chciał, gdyby mógł o tym decydować - powiedział przyjaciel zmarłego biegacza.

Przyspieszenie budowy południowej obwodnicy, podatkowe ulgi, nowe mieszkania, koniec z hałasem samolotów nad Ursynowem - trudno zliczyć wszystkie obietnice i pomysły, jakie padły w tej kampanii zarówno ze strony PO, jak i PiS. Do tego licytacja na to, kto da tańsze bilety autobusowe, więcej mostów i więcej ścieżek rowerowych. Krótko mówiąc, jeszcze dwa takie referenda i Warszawa uzyska dostęp do morza.

Człowiek, od którego wszystko się zaczęło. Wymyślił referendum, zaczął zbieranie podpisów i stał się twarzą kampanii, której ostatecznie jednak jest największym przegranym. Inicjatywę samorządowca Piotra Guziała szybko przejęli najwięksi polityczni gracze. Warszawa stała się polem bitwy między Platformą i PiS. Pomysłodawca referendum został tylko jej tłem. Dziś większość warszawiaków uważa, że jeśli uda się odwołać Gronkiewicz-Waltz, to będzie to zasługa partii Jarosława Kaczyńskiego. W wyborach na nowego prezydenta stolicy kandydat Guział nie ma szans.

Reporter "Czarno na białym" przepytał trzech członków zespołu działającego przy KPRM, który zajmuje się wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej nt. zarzutów stawianych przez zespół parlamentarny pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza. Odpowiadali na pytania o zamach, brzozę i zderzenie z ziemią całkowicie sprawnego samolotu.

W dyskusji o eutanazji ważny głos mają ci, którzy w śmierci widzą ucieczkę od niewyobrażalnego bólu związanego z chorobą. Wydaje się, że w Polsce to temat tabu, ale chorowanie w Polsce boli, bo osobom śmiertelnie chorym i już umierającym często nie podaje się leków uśmierzających ból. A w każdym razie podaje się pięć razy rzadziej niż na zachodzie Europy. Tą bezczynność lekarzy trudno tłumaczyć, choć faktem jest, że specjalistów z medycyny paliatywnej w blisko 40-milionowym kraju jest zaledwie dwustu.

Jak odróżnić wołanie o śmierć od wołania o pomoc w życiu? Gdy człowiek jest nieuleczanie chory, przykuty do łóżka, cierpiący jego prośbę o eutanazję pewnie łatwiej zrozumieć. Obie opisane przed chwilą historie z Belgii szokują, bo stan zdrowia tych ludzi nie odbierał im możliwości samodzielnego życia. Skorzystali jednak z prawa - wybrali śmierć. Gdyby takie prawo było w Polsce być może skorzystałby już z niego człowiek, na którego dramatyczny apel natrafiliśmy w internecie na stronie zwolenników eutanazji. Po spotkaniu z nim nie ma jednak wątpliwości, że wcale śmierci nie chce.

Eutanazja i pytanie - jak odróżnić wołanie o śmierć od wołania o pomoc w życiu? Temat, do którego zainspirowała nas wstrząsająca historia z Belgii, gdzie w obliczu prawa kilka dni temu pozbawiono życia 44-latka. Poddał się eutanazji, choć nie był śmiertelnie chory, był niepogodzony ze swoim życiem po zmianie płci. Za chwilę zobaczą Państwo nagranie z jego ostatnim wywiadem, a później pożegnaniem. W Belgii - prawo do "śmierci na życzenie" jest bardzo liberalne, a Belgowie chcą pójść jeszcze dalej i dać takie prawo też dzieciom. Dotarliśmy do autora belgijskiej ustawy o eutanazji oraz do polskiego lekarza, który ją tam przeprowadza.

Po tragedii na mecie "Biegnij Warszawo" prokuratura wszczęła śledztwo. Będzie wyjaśniać czy młodego mężczyznę, który zasłabł po ukończeniu biegu można było uratować, czy pomoc przyszła za późno? Według świadków, na mecie nie było karetki pogotowia. Organizatorzy twierdzą, że była, ale chwilę wcześniej zabrała do szpitala innego biegacza. Ratownicy medyczni, którzy byli na miejscu - nie mieli z kolei specjalistycznego sprzętu ani leków. Przypadek sprawił, że na mecie w tych dramatycznych chwilach był nasz reporter. Prywatnie, jako uczestnik biegu. Mamy więc relację z pierwszej ręki.

Po wczorajszej tragedii w Warszawie wraca pytanie o właściwą organizację imprezy. Jak sprawdziliśmy, z formalnego punktu widzenia, zabezpieczenie medyczne było większe niż wymagają tego przepisy. Jak prześledził nasz reporter, organizatorzy takich biegów w Polsce z reguły dmuchają na zimne. Bo polskie prawo w tym względzie nie jest zbyt restrykcyjne.

Od czasów śmierci legendarnego Filippidesa, który padł martwy po przebiegnięciu ponad 40 kilometrów z Maratonu do Aten, minęło ponad 2,5 tysiąca lat i choć medycyna zrobiła gigantyczny postęp - biegacze wciąż umierają. Najczęściej na serce. I najczęściej tej śmierci wcześniej nic nie zwiastuje, bo dopiero po tak wielkim wysiłku dają o sobie znać niezdiagnozowane, z pozoru niegroźne zaburzenia serca czy inne schorzenia. Śmierć biegacza w Warszawie - znów wywołała lawinę prześmiewczych komentarzy - czy rzeczywiście sport to zdrowie? Odpowiedź jest oczywista - sport z głową.

Jest szansa, że spadkobiercy będą bardziej chronieni. Szykuje się, i to może już od przyszłego roku, rewolucja w prawie spadkowym. To kluczowe dziś "oświadczenie o przejęciu spadku z dobrodziejstwem inwentarza" nie będzie już potrzebne. Prawo z góry będzie zakładało, że za długi pozostawione w spadku można odpowiadać tylko do wysokości odziedziczonego majątku.

Przejęcie spadku nie zawsze oznacza przejęcie majątku - w spadku można też odziedziczyć... długi. Co gorsza - nie będąc tego w ogóle świadomym. Aż do czasu, gdy do drzwi zapuka komornik lub wierzyciele. Jak pokazuje historia rodzeństwa z Włocławka - pułapki czyhają nawet w najbliższej rodzinie. Odziedziczona po rodzicach kamienica stała się początkiem wielkich kłopotów.

Jak kosztowna jest niewiedza - pokazują historie dwóch rodzin, w których finansowe tajemnice wyszły na jaw dopiero po śmierci. Najbliżsi nie mieli pojęcia o zaciągniętych kredytach. W jednym przypadku - długi żony znaczenie przewyższały odziedziczony majątek, w drugim przypadku - matka nie zostawiała żadnego majątku. Obie historie pokazują też - jak bezsilni są w takich sytuacjach spadkobiercy i jak bardzo dotkliwa jest nieznajomość podstawowego prawa spadkowego.

Czy polski Kościół będzie gotowy wziąć na siebie odpowiedzialność moralną, ale i materialną za czyny swoich duchownych, tak, jak to zrobił na przykład Kościół w Stanach Zjednoczonych? Już ponad 10 lat temu zdecydował się na rozliczyć ze wstydliwym problemem i dotąd wypłacił odszkodowania idące już w miliardy dolarów (co nawiasem mówiąc doprowadziło wiele diecezji do bankructwa). Takie są konsekwencje tuszowania przez lata, przez Kościół, pedofilii wśród tamtejszych duchownych. Po tym, jak prymas Polski powiedział niedawno, że w Kościele nie ma odpowiedzialności zbiorowej - wątpliwe, by Polska poszła amerykańskim śladem. Choć polskie prawo daje taką możliwość.

Szykuje się rewolucja w tej dziedzinie. Może jeszcze w tym roku, amerykańskim wzorem, wprowadzone zostaną w Polsce tzw. krzyżowe przeszczepy. Dwie pary (małżeństwo albo rodzeństwo) wzajemnie niespokrewnione będą mogły wymienić się organami.

Wprowadzenie przeszczepów krzyżowych będzie przełomem, ale potrzebny jest też jeszcze inny przełom. W podejściu lekarzy do pobierania organów. Bo w Polsce wciąż pobiera się ich o wiele mniej niż to możliwe. To dość zaskakujące, ale problemem nie jest już dziś opór rodziny - problemem jest duża niechęć lekarzy do podejmowania trudnej i odpowiedzialnej procedury przeszczepu. I to przyznają sami lekarze. Sami stawiają taki zarzut swojemu środowisku. A liczby tylko to potwierdzają. Prawie 2/3 szpitali, w których można pobierać organy - w ubiegłym roku nie zgłosiły ani jednego dawcy. Przypadek?

Sezon na grzybobranie to też sezon na śmiertelne zatrucia i przeszczepy ratujące nie tylko wątrobę, ale i życie. Mimo apeli, ostrzeżeń, wreszcie pomimo tragicznych w skutkach zatruć, ludzie wciąż ryzykują. Choć tak naprawdę nie trzeba wiele, by ryzyka uniknąć. Kilka prostych zasad i mniej pewności siebie.