Polska

Wypadek premier Szydło – protokół rozbieżności

Polska

Kierowca nie został podany badaniom lekarskim
tvn24Wypadek premier Szydło - prokuratura nie wyklucza wizji lokalnej i eksperymentu procesowego

Nie ustają wątpliwości wokół piątkowego wypadku z udziałem premier Beaty Szydło. Adwokat podejrzanego o sprawstwo kierowcy seicento zarzuca policji zaniechania. Brak też jednoznacznych ustaleń czy trzy rządowe limuzyny spełniały wszystkie warunki kolumny pojazdów uprzywilejowanych.

Policja już w piątek przesądziła, że rządowa kolumna nie naruszyła przepisów o ruchu drogowym.

"Doszło do zderzenia prawidłowo jadącej kolumny rządowej z autem cywilnym" - czytamy w jednobrzmiącym komunikacie małopolskiej policji i Komendy Głównej.

Policja i prokuratura twierdzą, że kierowca seicento, w które uderzyło rządowe audi, przyznał się do spowodowania wypadku.

- Niech zachowają wstrzemięźliwość ci, którzy uważają, że w tej sprawie jest już wszystko jasne i że winnym tego zdarzenia jest mój klient. Może się okazać, że trzeba go będzie przeprosić - mówi tymczasem portalowi TVN24.pl pełnomocnik kierowcy fiata seicento adwokat Władysław Pociej.

Fakty niekwestionowane

Bezsporne fakty w sprawie wypadku są następujące.

Do zdarzenia doszło w piątek 10 lutego wieczorem. Kolumna rządowych samochodów poruszała się jednojezdniową ulicą Powstańców Śląskich w Oświęcimiu. Na skrzyżowaniu z ulicą Orzeszkowej omijała z lewej strony fiata seicento. Pierwszy samochód w kolumnie ominął seicento. Przed drugi zaś samochód - audi, w którym jechała premier - wyjechało ze swojego pasa seicento. Fiat odbił się od rządowej limuzyny, a audi zjechało na lewe pobocze i uderzyło w drzewo.

Tak doszło do wypadku z udziałem premier Beaty Szydłotvn24.pl

Szefowa rządu trafiła do szpitala. Rzecznik Rady Ministrów udziela optymistycznych, ale niekonkretnych informacji o stanie jej zdrowia. Potłuczeń doznał kierowca premier, ale nie zatrzymano go w szpitalu. Najciężej ranny został dowódca ochrony Beaty Szydło, który po złamaniu kości udowej musiał być operowany.

Czas według policji

W sprawie szczegółów tego wypadku można już tylko sporządzić jedynie obszerny protokół rozbieżności. Począwszy od godziny, o której doszło do zdarzenia.

Policja w oficjalnym komunikacie podaje, że do wypadku doszło o 18.55. Tymczasem z protokołu zatrzymania, do którego dotarli reporterzy TVN24 wynika, że kierowca seicento został zatrzymany o 18.30, a o 18.40 policjanci zawiadomili o zatrzymaniu kierowcy prokurator Grażynę Pniak z Oświęcimia.

Gdy pytamy o tę rozbieżność rzecznika Komendy Głównej mł. insp. Mariusza Ciarkę, rzecznik sprawdza meldunki i informuje, że jeden z patroli drogówki skierowano na miejsce wypadku już o godz. 18.45, zatem pierwsza informacja momencie, w którym doszło do wypadku, po blisko trzech dniach okazuje się nieaktualna.

Protokół policji i komunikat policjiFragment protokołu o godzinie zawiadomienia prokuratora o zatrzymaniu kierowcy (na górze) i komunikat policji o godzinie, w której doszło do wypadku (na dole) | tvn24.pl

To nie jedyna rozbieżność między protokołem zatrzymania a oficjalnymi komunikatami policji.

Był, ale nie był badany przez lekarza

Zaraz po wypadku szybkiej i intensywnej pomocy medycznej udzielono premier Beacie Szydło, dowódcy jej ochrony oraz kierowcy rządowego audi. Od kierowcy seicento policja odebrała zaś oświadczenie, że jest zdrowy. Z protokołu zatrzymania sporządzonego w Komendzie Powiatowej Policji w Oświęcimiu (protokół zakończono w piątek 10 lutego o 23.40) wynika, że Sebastian K. nie był badany przez lekarza.

Dziś Komenda Główna Policji publikuje oświadczenie, w którym zapewnia, że badanie Sebastiana K. zostało przeprowadzone.

"Przy pobieraniu krwi do dalszych badań na zawartość alkoholu czy innych substancji odurzających był również badany - czytamy w komunikacie - a na pytania lekarzy podczas wywiadu lekarskiego ponownie potwierdził, że czuje się dobrze".

Kwestia przyznania się do winy

Różnice w przedstawianiu faktów występują również w kwestii czy kierujący seicento mieszkaniec Oświęcimia 21-letni Sebastian K. przyznał się czy nie przyznał do spowodowania wypadku.

"Przyznał się on do popełnienia zarzucanego mu czynu" - głosi dzisiejszy komunikat Prokuratury Krajowej.

"Przyznał, że przyczynił się bezpośrednio do spowodowania wypadku drogowego. Zeznania te zostały złożone dobrowolnie, zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego a przed przystąpieniem do tej czynności został on pouczony ustnie i pisemnie o swoich prawach, co potwierdził złożonym podpisem" - czytamy w komunikacie Komendy Głównej Policji.

"Kierowca złożył wyjaśnienia, podczas których przyznał, że przyczynił się bezpośrednio do spowodowania wypadku drogowego" - zapewnia w komunikacie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Poseł Nowoczesnej Marek Sowa, który - jak twierdzi - rozmawiał z kierowcą seicento, zaprzecza jakoby podejrzany przyznał się do spowodowania wypadku.

- Ten młody człowiek został przesłuchany bez adwokata. Ten młody człowiek mówi, że absolutnie nie przyznał się do winy - twierdzi poseł Sowa.

Dziś już Sebastian K. ma adwokata. Wystawił pełnomocnictwo mecenasowi Władysławowi Pociejowi z Krakowa. Mec. Pociej pytany przez nas czy jego klient przyznał się do spowodowania wypadku, unika odpowiedzi.

- Nie wolno mi rozpowszechniać informacji z postępowania przygotowawczego przed ujawnieniem ich na rozprawie głównej - oświadcza adwokat. Dodaje jednak: - Niech zachowają wstrzemięźliwość ci, którzy uważają, że w tej sprawie jest już wszystko jasne i że winnym tego zdarzenia jest mój klient. Może się okazać, że trzeba go będzie przeprosić.

Był podejrzany jeszcze przed wszczęciem śledztwa

Niejasność w kwestii: przyznał się czy nie, pogłębia specyficzna procedura śledcza, jaką zastosowano w sprawie wypadku premier. Nie ma jeszcze prokuratorskiego postanowienia o przedstawieniu zarzutów, ale Sebastian K. zarzuty już ma. Jak to możliwe?

W szczególnych przypadkach kodeks postępowania karnego dopuszcza przesłuchanie przez policję osoby w charakterze podejrzanego i postawienie jej zarzutów jeszcze przed wszczęciem śledztwa. Dzieje się to "w wypadkach nie cierpiących zwłoki, w szczególności wtedy, gdy mogłoby to spowodować zatarcie śladów lub dowodów przestępstwa".

Postawienie zarzutów przez policję Sebastianowi K. ma zweryfikować prokurator we wtorek 14 lutego. Decyzja policji nie jest dla prokuratora wiążąca. Co postanowi prokurator, ma okazać się około godz. 10.00. Na to przesłuchanie kierowca seicento przyjdzie już z adwokatem.

Zeznawał dobrowolnie choć bez adwokata

Przy próbie odpowiedzi na pytanie dlaczego Sebastian K. był przesłuchiwany bez adwokata pojawia się kolejna rozbieżność.

- Wyrażam dużą dezaprobatę. Klient przekazał mi informację, że na pytanie czy może skorzystać z pomocy adwokata powiedziano mu, że na tym etapie adwokat nie jest mu potrzebny - mówił adwokat Władysław Pociej w programie "15 Na Żywo" w TVN24.

"Przed przystąpieniem do tej czynności [przesłuchania - przyp. red.] został on [Sebastian K. - przyp. red.] pouczony ustnie i pisemnie o swoich prawach, co potwierdził złożonym podpisem" - oświadcza tymczasem Komenda Główna Policji.

Kierowca wcześniej woził prezydenta Komorowskiego

Kolejne rozbieżności jakie pojawiły się w sprawie piątkowego wypadku z udziałem premier, zostały dziś zdementowane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Dziennik "Rzeczpospolita" w dzisiejszym wydaniu podważył sobotnie oświadczenie ministra Mariusza Błaszczaka. Szef MSWiA zapewniał w weekend, że kierowca przewożący w piątek Beatę Szydło to doświadczony funkcjonariusz z piętnastoletnim stażem. Gazeta twierdziła, że kierowca limuzyny Szydło nie miał praktycznie żadnego doświadczenia w prowadzeniu takiego pancernego auta.

Po tej publikacji ministerstwo skonkretyzowało informacje o kwalifikacjach kierowcy i podało, że był on m.in. kierowcą limuzyny opancerzonej prezydenta Bronisława Komorowskiego, a od września 2015 r. do grudnia 2016 r. spędził około 450 godzin za kierownicą "opancerzonych pojazdów głównych".

Co rejestruje BOR?

Mimo prób, nie uzyskaliśmy dziś od Biura Ochrony Rządu informacji czy samochody jadące w piątkowym konwoju miały rejestratory pozwalające stwierdzić z jaką prędkością jechały. Pytaliśmy również o to, czy prawdą jest, że trzeci samochód w kolumnie posiadał kamerę rejestrującą cały przebieg trasy.

Częściowo i dość ogólnie odniósł się do tej kwestii minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak w rozmowie w Radiu Zet z Konradem Piaseckim.

Potwierdził, że samochody mają systemy rejestrujące i komputery pokładowe i że wszystko to dostępne jest dla prokuratury. Minister Błaszczak zapewnił również w tym wywiadzie, że z lotniska w podkrakowskich Balicach do centrum Oświęcimia kolumna samochodów z premier Szydło przyjechała w czasie pozwalającym stwierdzić, że w ujęciu średnim nie przekraczała dozwolonej prędkości.

Czy prawidłowo i z dozwoloną prędkością rządowe samochody jechały przez Oświęcim - to już będą musieli ocenić biegli powołani przez prokuraturę. Prokurator nakazał im sporządzenie opinii "niezwłocznie". Nie wykluczył przy tym, że dla ustalenia wszystkich okoliczności wypadku trzeba będzie przeprowadzić wizję lokalną z eksperymentem procesowym.

Uprzywilejowany kierowca też musi uważać

Ustalenie wszystkich okoliczności wypadku będzie wymagało również stwierdzenia przez prokuraturę czy rządowy konwój spełniał wszystkie prawne wymogi kolumny pojazdów uprzywilejowanych - czyli niebieskie oraz czerwone sygnały świetlne oraz modulowany sygnał dźwiękowy. W tej sprawie również występują rozbieżne zeznania świadków procesowych i świadków, którzy wypowiadali się przed kamerami reporterów m.in. TVN24.

Część osób twierdzi, że kolumna nie używała sygnału dźwiękowego, a jedynie świetlny.

Na Kontakt24 otrzymaliśmy dziś nagranie z monitoringu prywatnej firmy znajdującej się ok. 500 metrów przed miejscem zdarzenia. Widać na nim, jaka odległość dzieli pierwszy samochód z kolumny od limuzyny przewożącej szefową rządu oraz sposób oświetlenia tych pojazdów.

Prokuratura, w ewentualnym akcie oskarżenie będzie musiała również jednoznacznie stwierdzić, czy kierowca rządowego audi zachował przy omijaniu seicento szczególną ostrożność. Bez tego stwierdzenia - tak czy nie - prokurator ryzykuje, że sąd zwróci mu materiał jako niekompletny.

W sprawach o kolizje i wypadki z udziałem samochodów uprzywilejowanych sądy ważą zwykle dwa przepisy z Prawa o ruchu drogowym.

Jeden z jego przepisów (art. 9) nakazuje uczestnikom ruchu ułatwienie przejazdu pojazdu uprzywilejowanego. Ale jest też inny przepis (art. 53) nakładający szczególne obowiązki na kierowców samochodów uprzywilejowanych.

W myśl tego przepisu kierujący pojazdem uprzywilejowanym może nie stosować się do przepisów oraz do znaków i sygnałów drogowych, ale tylko wtedy gdy łącznie spełnia dwa podstawowe warunki:

- zachowuje szczególną ostrożność,

- i (w przypadku kierowców rządowych) gdy wykonuje zadania związane bezpośrednio z zapewnieniem bezpieczeństwa osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe.

Przywileje nie mogą zagrażać zwykłym śmiertelnikom

Kolizje i wypadki z udziałem pojazdów uprzywilejowanych regularnie trafiają na sądowe wokandy. Sądy zaś wnikliwie badają czy kierowca pojazdu uprzywilejowanego zachował szczególną ostrożność. Z dotychczasowego orzecznictwa wynika, że korzystanie z ułatwień dla pojazdu uprzywilejowanego nie może zagrażać bezpieczeństwu innych uczestników ruchu. Jednak nawet gdy sąd udowodni kierowcy pojazdu uprzywilejowanego niezachowanie szczególnej ostrożności, nie zdejmuje to odpowiedzialności z tego, który nie ułatwił przejazdu samochodowi na sygnałach.

- Dla mnie w tej chwili najważniejsze jest ustalenie czy kolumna rządowych samochodów spełniała wszystkie warunki, aby w ogóle być traktowana jako kolumna pojazdów uprzywilejowanych – podsumowuje adwokat Władysław Pociej.

Autor: Jacek Pawłowski/sk / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Oświęcim112

Pozostałe wiadomości