Szczepionka będzie bezpieczna? Chory może opuścić szpital na własną prośbę? Odpowiada "Koronawirus Konkret24"

TVN24 | Polska

Autor:
pp, kb
Źródło:
TVN24
Szczepionka przeciwko koronawirusowi nie będzie niebezpieczna? Odpowiada doktor GrzesiowskiTVN24
wideo 2/35
TVN24Szczepionka przeciwko koronawirusowi nie będzie niebezpieczna? Odpowiada doktor Grzesiowski

Nie ma żadnych przeciwskazań, aby ozdrowieniec, jeśli wrócił do zdrowia, zaszczepił się przeciwko grypie - powiedział w programie "Koronawirus Konkret24" doktor Paweł Grzesiowski. Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej odniósł się także do mitów o tym, że noszenie maseczki na twarzy powoduje hipoksemię i hiperkapnię.

Wraz z falą koronawirusa uderzyła jeszcze jedna - fala dezinformacji. W nowym programie "Koronawirus Konkret24" zaproszeni eksperci obalają mity i rozwiewają wątpliwości związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa oraz wpływem epidemii COVID-19 na nasze codzienne funkcjonowanie. Kwestie i tematy poruszane w programie przekazała redakcja Konkret24.

CZYTAJ KONKRET24 >>>

W kolejnym programie do części z nich ustosunkował się ekspert w dziedzinie terapii zakażeń doktor Paweł Grzesiowski.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE >>>

Pacjent chory na COVID-19, będący w szpitalu, może w każdej chwili się z niego wypisać na własną prośbę i wrócić do domu

Doktor Paweł Grzesiowski: Absolutnie jest to niemożliwe. Po pierwsze z przyczyn medycznych o momencie wypisu powinien zawsze decydować lekarz. Oprócz spraw medycznych, mamy kwestie prawne – choroba COVID-19 jest wpisana na listę chorób szczególnie niebezpiecznych. W związku z tym jest ustawowy obowiązek przebywania w szpitalu i jest to obowiązek egzekwowalny, czyli w przypadku próby ucieczki ze szpitala, medycy musieliby zawiadomić policję.

Chory na COVID-19 może wypisać się ze szpitala na własną prośbę? Odpowiada doktor GrzesiowskiTVN24

Noszenie maseczki na twarzy powoduje hipoksemię i hiperkapnię

Doktor Paweł Grzesiowski: Nie zgadzam się z tymi stwierdzeniami, są one nieoparte na badaniach naukowych, tylko często są podparte pomiarem stężenia tlenu i dwutlenku węgla w powietrzu, które jest wewnątrz maski, czyli w miejscu, gdzie wydychamy powietrze. Stężenie gazu w powietrzu wewnątrz maski nie przekłada się na stężenie gazu we krwi. Mamy w organizmie bardzo duże możliwości kompensacji utrudnionego pobierania tlenu z otoczenia. Maseczka nie zatrzymuje tlenu, tylko zatrzymuje zanieczyszczenia. Filtr nie powoduje spadku saturacji.

Noszenie maseczki na twarzy powoduje hipoksemię i hiperkapnię? Odpowiada doktor GrzesiowskiTVN24

pH koronawirusa waha się od 5,5 do 8,5. Wszystko, co musimy zrobić, to jeść bardziej zasadowe pokarmy powyżej poziomu kwasu wirusa

Doktor Paweł Grzesiowski: To humorystyczna historia. Trudno jest w ogóle zmierzyć pH wirusa. Nie wiem, kto w ogóle mógł to zrobić, ponieważ wirus nie jest cząstką, która miałaby jakieś pH. Jest kawałkiem RNA otoczonym lipidową osłonką. Przede wszystkim wirus nie przenosi się drogą pokarmową, więc wpływanie na poziom kwasowości czy zasadowości naszych potraw kompletnie nie ma wpływu na zakażenie. Wirus atakuje błonę śluzową nosa i tam liczy się, jakie będzie pH śluzu i to będzie najważniejszy element, więc prędzej należałoby się zastanowić nad regulacją stężenia jonów w śluzie w nosie, ale nie ma takich badań.

Wirusa da się zwalczyć wirusa spożywając bardziej zasadowe pokarmy? Odpowiada doktor GrzesiowskiTVN24

Szczepionka na koronawirusa zostanie dopuszczona do użytku w rekordowo szybkim czasie i dlatego nie będzie bezpieczna

Doktor Paweł Grzesiowski: Faktem jest, że szczepionki antycovidowe przechodzą badania w ekspresowym tempie, dlatego że jest potrzeba wytworzenia szczepionki w czasie pandemii. Przyspieszenie prac jednak nie oznacza rezygnacji z eksperymentów czy doświadczeń, które mają przynieść nam informacje na temat bezpieczeństwa i skuteczności szczepionki. Zasady badań są takie, że oceniamy skuteczność w pierwszej fazie badań, później w drugiej fazie, a następnie na dużych grupach ochotników w trzeciej fazie badań. Szczepionki, które teraz są gotowe do rejestracji, czyli dwie szczepionki amerykańskie i jedna szczepionka brytyjska, przeszły wszystkie trzy fazy badań, są one upublicznione, można sprawdzić protokoły tych badań i zapoznać się z ich wynikami. Natomiast musimy poczekać na ocenę tej dokumentacji przez instytucje, które rejestrują leki.

Po przejściu COVID-19 nie można się już zaszczepić przeciwko grypie

Doktor Paweł Grzesiowski: Nie ma żadnych przeciwskazań, aby ozdrowieniec, jeśli wrócił do zdrowia, zaszczepił się przeciwko grypie. Pamiętajmy, że mamy grypę, covid jej nie zlikwidował. Czeka nas sezon najbardziej intensywny, jeśli chodzi o grypę – w styczniu i w lutym. Jeśli przebieg choroby był lżejszy, może się zaszczepić dwa tygodnie później, a trzy-cztery tygodnie, jeśli ten przebieg był cięższy.

Po przejściu COVID-19 nie można się już zaszczepić przeciwko grypie? Odpowiada doktor GrzesiowskiTVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 21 listopada:

Przenoszenie wirusa na przedmiotach nie zostało udowodnione naukowo.

Doktor Paweł Grzesiowski: Wirus jest zdolny przeżywać poza ludzkim organizmem przez kilka-kilkanaście godzin w temperaturze pokojowej, w zależności od właściwości przedmiotu czy tego podłoża. Wirus jest wyrzucany razem z naszym powietrzem i osiada razem z parą wodną na przedmiotach. Można sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś ślini palec, by odliczyć banknoty i na jego powierzchni znajduje się wirus. Natomiast nie udało się udowodnić masowego zakażenia tą drogą. Teoretycznie wirus może przeżyć, natomiast w praktyce zakażamy się tą drogą niezwykle rzadko. Wystarczy umyć ręce wodą i mydłem po dotykaniu różnych przedmiotów, aby uniknąć zakażenia.

Przenoszenie wirusa przez przedmioty nie zostało udowodnione naukowo? Odpowiada doktor GrzesiowskiTVN24

Stosowanie cynku jest skutecznym sposobem leczenia COVID-19.

Doktor Paweł Grzesiowski: Mikroelementy i różnego rodzaju witaminy są w kontekście pandemii coraz częściej wymieniane jako środki, które mogłyby pomóc zarówno w profilaktyce, jak i w terapii. Niestety, nie ma na razie żadnych badań naukowych, opartych o tak zwane badania kontrolne, czyli grupę, która dostaje taki lek, i grupę, która nie dostaje, i porównanie wyników. Przyjmowanie cynku czy witaminy D3 czy selenu może wpływać modulująco na nasz układ odporności. Może wygaszać pewne stany zapalne czy też porządkować podłoże do walki z wirusem. Wielu z nas ma możliwość nie zachorować, jeżeli układ odporności będzie funkcjonował prawidłowo. Suplementacja, zwłaszcza w momentach, kiedy mamy niedobory cynku, które występują u osób z cukrzycą, chorobami płuc - w takich sytuacjach warto uzupełniać te niedobory.

Stosowanie cynku jest skutecznym sposobem leczenia COVID-19? Odpowiada doktor GrzesiowskiTVN24

Twórca testu PCR uznał go za nieprzydatny do wykrycia infekcji wirusowej.

Doktor Paweł Grzesiowski: Test PCR jest testem genetycznym, który wykrywa geny wirusa. Można powiedzieć, że wykrycie w teście obecności jakichś składników wirusa nie zawsze świadczy o tym, że mamy aktywną infekcję. Natomiast nie można absolutnie twierdzić, że test PCR czy antygenowy wykrywa inne elementy krzyżowo innych wirusów czy bakterii. Testy antygenowe, kasetkowe czy też test molekularny PCR wykrywają fragmenty wirusa i zawsze musimy je oceniać w kontekście objawów u pacjenta.

Twórca testu PCR uznał go za nieprzydatny do wykrycia infekcji wirusowej? Odpowiada doktor GrzesiowskiTVN24

Choroba COVID-19 jest wywoływana przez bakterię, którą leczy się antybiotykami. Niektóre kraje znalazły już na nią antybiotyki.

Doktor Paweł Grzesiowski: Użycie antybiotyków wobec bakterii jest słuszne, kiedy mamy potwierdzone zakażenie. Natomiast użycie antybiotyków wobec wirusów jest daleko nieskuteczne, a jednocześnie nasze bakterie są uszkadzane przez antybiotyk, więc nie tylko nie pomagamy, ale również szkodzimy sobie, obniżając naszą mikrobiotę i przez to możemy nasilić objawy infekcji wirusowej.

Szef szczepionki sam nie wierzy w jej skuteczność, dlatego sprzedał akcje swojej firmy.

Michał Istel z Konkret24: Kluczem tej informacji jest słowo "sprzedał", tak jakby to prezes sprzedał akcje firmy, natomiast ta sprzedaż nastąpiła w sposób automatyczny. Prezes Pfizera w sierpniu podpisał długi plan sprzedaży swoich akcji, w którym zawarł cenę, po której jego akcje zostaną automatycznie sprzedane. Ta cena została osiągnięta w dniu ogłoszenia pozytywnych informacji o szczepionce. Natomiast absolutnie nie znaczy to, że on nie wierzy w skuteczność swojej szczepionki, ponieważ akcje sprzedano automatycznie, a także dalej jest prezesem Pfizera, więc dalej ponosi odpowiedzialność za to, czy szczepionka będzie działać czy nie. Ten fejk powstał w momencie, kiedy ogłoszono, że szczepionka ma 90-procentową skuteczność, a później jeszcze ogłaszano, że ma jednak 95 procent skuteczności.

Większość ludzi ma już wrodzoną lub nabytą odporność na koronawirusa.

Doktor Paweł Grzesiowski: Wiemy o tym, że nikt z nas nie posiada odporności swoistej, czyli specyficznej przeciwko koronawirusowi. Natomiast w różnych badaniach pojawiły się informacje, że 20-30 procent osób może nie zachorować w danym dniu na koronawirusa, mimo kontaktu z nim, ponieważ ten nieswoisty układ odporności, komórki odpornościowe, które pływają w naszej krwi, mogą zaatakować "na oślep" wirusa i zniszczyć go. Im lepszy stan ogólny naszego organizmu, im jesteśmy bardziej sprawni, tym większa szansa, że uda nam się w taki sposób pokonać wirusa. Ale nie oznacza to, że przy innej okazji, przy większym narażeniu, nie zachorujemy.

Większość ludzi ma już wrodzoną lub nabytą odporność na koronawirusa? Odpowiada doktor GrzesiowskiTVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 14 listopada:

Płukanie nosa solą fizjologiczną zapobiega COVID-19

Doktor Paweł Grzesiowski: Niestety, nie mogę potwierdzić, że to będzie specyficznie chronić przed COVID-em, natomiast oczywiście nawilżanie błony śluzowej nosa ma korzystny efekt dla naszego zdrowia, dla drożności dróg oddechowych i można powiedzieć, że jest takim zabiegiem higieniczno-leczniczym, który może przynosić też ulgę w jakiś dolegliwościach. Tak, że jak najbardziej, może nie płukanie, ale nawilżanie, czyli wprowadzanie w postaci aerozolu do nosa soli fizjologicznej, pomaga nam przejść przez trudne miesiące jesienno-zimowe, kiedy mamy włączone ogrzewanie i błona śluzowa wysycha.

Doktor Paweł Grzesiowski w programie "Koronawirus Konkret24"TVN24

Natomiast jest bardzo ciekawe naukowe doniesienie na temat sprayu donosowego, który może będzie zapobiegał COVID-19. Mianowicie jest to spray zawierający specjalne składniki, które blokują wiązanie wirusa do naszych śluzówek. Ten spray przeszedł na razie pierwszą fazę badań, czyli na zwierzętach eksperymentalnych - fretkach i wykazał dużą skuteczność. Codzienne psikanie tym sprayem zapobiegało zakażeniu. Jeśli ten preparat przejdzie badania z udziałem ludzi, być może będzie to ciekawa alternatywa do szczepionki.

WHO jednak zmienia zdanie - maseczki nie chronią, a nawet mogą szkodzić

Doktor Paweł Grzesiowski: Nie zgadzam się z tym twierdzeniem i nie wiem, skąd ono się wzięło. Mamy aktualne stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia o tym, że maski są podstawą profilaktyki, oczywiście w kontaktach międzyludzkich. Nie potwierdzam absolutnie zmiany stanowiska Światowej Organizacji Zdrowia w sprawie maseczek.

Maseczka, jak wiemy, chroni, bo jest filtrem, natomiast przyłbica jest tylko tarczą, która zasłania twarz przed zachlapaniem.

Szczepionka na grypę podnosi ryzyko zakażenia koronawirusem o 36 procent

Doktor Paweł Grzesiowski: Niestety, również i tu nie mogę się zgodzić, jest to całkowita nieprawda. Dokładnie jest odwrotnie, mamy w tej chwili najświeższe badania, opublikowane dosłownie w październiku, które mówią o tym, że zarówno w Australii, jak i we Włoszech osoby zaszczepione dwukrotnie rzadziej trafiały do szpitali z powodu COVID-19. Zresztą wydaje się to być absolutnie racjonalne. Osoba, która jest zaszczepiona przeciwko grypie, nie choruje na grypę, a jeśli nawet trafi się jej zachorowanie na COVID, to przebieg nie jest powikłany dwoma wirusami atakującymi jednoczasowo.

Szczepionka na grypę podnosi ryzyko zakażenia koronawirusem o 36 procent? Odpowiada doktor GrzesiowskiTVN24

A więc sezon grypowy, który jest już zresztą w tej chwili w rozkwicie w Polsce, jest dodatkowym obciążeniem, dlatego że dwukrotne obciążenie czy zakażenie jednoczasowe dwoma wirusami stanowi znacznie większe obciążenie dla naszego organizmu.

"Jeśli przy objawach (kaszlu) jesteś w stanie wstrzymać oddech na 10 sekund, to nie koronawirus"

Doktor Paweł Grzesiowski: Nie potwierdzam, żeby ten test mógł zdiagnozować konkretne zakażenie, natomiast potwierdzam, że ten test może wykryć duszność. Mianowicie, jeżeli osoba jest chora i jest w stanie oddychać normalnie, również właśnie wstrzymując na chwilę oddech i nie ma poczucia duszności, poczucia konieczności nabrania kolejnego oddechu bardzo szybko, to znaczy, że prawdopodobnie ma zdrowe płuca.

To jest taki test, który może pozwolić państwu na odróżnienie sytuacji, kiedy czujecie jakiś problem z oddychaniem, a kiedy rzeczywiście mamy duszność, dlatego że osoba z dusznością nie jest w stanie wstrzymać oddechu. Ona wręcz przeciwnie - oddycha bardzo szybko, płytko i każde wstrzymanie oddechu stwarza jej bardzo duży dyskomfort.

Jest ziarenko prawdy w tym twierdzeniu, ale niestety nie pozwala nam to odróżnić na przykład duszności astmatycznej od COVID-owej.

"Respiratory niszczą płuca i dlatego ludzie umierają"

Doktor Paweł Grzesiowski: Jeżeli użyjemy respiratora we właściwy sposób, to oczywiście on pomaga. Natomiast można sobie wyobrazić, że osoba, która nie ma wskazań do respiratoroterapii będzie do takiego respiratora podłączona, wtedy oczywiście nie będziemy pomagać, tylko możemy takiej osobie zrobić krzywdę.

Z punktu widzenia COVID-19 myślę, że bardzo ważne jest podkreślenie, że respirator jest ostatecznością. W pierwszej fazie pandemii rzeczywiście respiratory były dość powszechnie stosowane u osób, które miały objawy niewydolności oddechowej. Jak się później okazało, warto jest walczyć tak długo, jak to jest możliwe, nie wprowadzając do użycia respiratora, ponieważ to wymaga wprowadzenia pacjenta w śpiączkę farmakologiczną.

Doktor Paweł Grzesiowski o micie "respiratory niszczą płuca i dlatego ludzie umierają"TVN24

A więc robimy wszystko, aby pacjent mający własną czynność płuc, mógł oddychać samodzielnie z pomocą oczywiście dużych dawek tlenu. Respirator jest przewidziany dla osób o najcięższym przebiegu i niestety, mimo stosowania respiratora, śmiertelność może przekraczać nawet 50 procent, ale to nie wynika ze szkodliwego działania respiratora, tylko z tego, że pacjenci mają praktycznie całe płuca wyłączone.

Dla tych pacjentów, którym nie pomaga respirator, jest jeszcze jeden ratunek, mianowicie tak zwane płucoserce, czyli ECMO. Można próbować pomóc pacjentowi, wyprowadzając dużymi cewnikami krew na zewnątrz i natleniając ją właśnie przez urządzenie zwane ECMO. Niestety ono też nie jest w stu procentach skuteczne, jeżeli płuca są całkowicie zniszczone, pozostaje nam tylko przeszczep. A to, jak wiemy, w sytuacji ostrej infekcji jest niemożliwe.

"Sejm przyjął ustawę o obowiązkowym szczepieniu na COVID-19, pod groźbą wysokiej kary"

Jeden z mitów w programie wyjaśnił także Michał Istel z redakcji "Konkretu24".

Michał Istel: Ta informacja jest nieprawdziwa nie tylko z powodu tego, że jeszcze nie mamy wprowadzonej do użytku szczepionki na koronawirusa, ale ona się pojawiła po tym, jak ktoś przypadkowo lub celowo wprowadził do sieci zrzut ekranu z pewnego dokumentu i rzeczywiście ten dokument jest prawdziwy.

Ten dokument mówi o ustawie o przeciwdziałaniu i zwalczaniu chorób zakaźnych i 20 października zaktualizowano ustawę, połączono ją w jeden dokument i rzeczywiście znajduje się tam przepis o stosowaniu przymusu bezpośredniego przy różnych obostrzeniach sanitarnych, na przykład przy stosowaniu kwarantanny, izolacji czy właśnie szczepienia.

Michał Istel z "Konkret24" o micie "Sejm przyjął ustawę o obowiązkowym szczepieniu na COVID-19, pod groźbą wysokiej kary"TVN24

I ktoś prosto pomyślał, że jeżeli 20 października wprowadzono taki przymus, między innymi przy szczepieniach, oznacza, że wszyscy będą szczepieni na koronawirusa. To nieprawda, bo ten przepis o stosowaniu takiego przymusu przy izolowaniu, kwarantannie czy szczepieniach istniał już w początkowej wersji tej ustawy w 2008 roku. Jednak dotyczy on tylko i wyłącznie osób z potwierdzonym zakażeniem jakąś bardzo groźną chorobą zakaźną, które nie chcą się poddać właśnie obowiązkowemu izolowaniu czy szczepieniu, które miałoby zapobiec rozprzestrzenianiu się takiej choroby w społeczeństwie. Jeżeli oni by się temu przeciwstawiali, rzeczywiście można zastosować przymus bezpośredni, jednak musi tam zostać spełniony szereg innych warunków, a to, że miałyby to być szczepienia obowiązkowe na COVID-19, jest absolutnie nieprawdą, jak i to, że miałaby być za to jakaś kara. W ustawie nie ma o tym mowy.

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 7 listopada:

"Istnieje test wykrywający koronawirusa typu 'zrób to sam'"

Dr Paweł Grzesiowski: Nie ma takiego testu. Nie ma żadnej możliwości wykrycia samoistnego, czyli bez wykorzystania tych odczynników lub zestawów odczynników, które są przygotowane przez profesjonalne firmy. W internecie krąży mnóstwo pomysłów, jak wykryć koronawirusa, jak przekonać się, że jest się chorym, ale proszę nie dawać temu wiary. Trzeba wykonać albo test genetyczny, albo test antygenowy z wymazu z nosa, aby przekonać się, że jesteśmy chorzy lub zdrowi.

"Dzieci nie chorują na COVID-19"

Dr Paweł Grzesiowski: Nie jest prawdą, że dzieci w ogóle nie chorują na COVID-19. Natomiast jest faktem, że chorują rzadziej niż dorośli. Stwierdzamy u nich mniej wirusa w drogach oddechowych, do 10. roku życia dzieci uważa się za bardziej bezpieczne i mniej narażone na powikłania COVID-19. Dzieci powyżej 10. roku życia właściwie zbliżają się do poziomu zachorowalności u osób dorosłych, natomiast wykazują znacznie mniej objawów, najczęściej są to tylko łagodne objawy przypominające przeziębienie. Niestety te dzieci skutecznie mogą zarażać swoje otoczenie, więc nie powinno nas to zwieść. Ktoś, kto ma dziecko tylko z lekkimi objawami, niestety musi być również uczulony w rozumieniu takim, że może zachorować, gdyby to był COVID-19.

Doktor Paweł Grzesiowski w programie "Koronawirus Konkret24"TVN24

"Stężenie dwutlenku węgla pod maseczką w ciągu kilku sekund wzrasta do poziomu zagrażającego zdrowiu"

Dr Paweł Grzesiowski: Nie jest prawdą, że dwutlenek węgla, który gromadzi się w czasie wydechu wewnątrz maski, jest później wdychany przez nas i stanowi zagrożenie dla zdrowia lub życia. Maska jest filtrem. To nie jest tak, że my oddychając wciągamy ten cały dwutlenek węgla, który wydychamy podczas wydechu. Odpowiedź jest następująca: nie dochodzi do obniżenia poziomu tlenu we krwi, ani do podwyższenia wartości dwutlenku węgla we krwi podczas oddychania - nawet wielogodzinnego - w masce, jeśli tylko maska jest prawidłowo założona i prawidłowo używana. Jeśli to będzie maseczka, która jest wilgotna, która jest bardzo długo używana, wówczas może dawać ogromne opory przy oddychaniu i w takich sytuacjach możemy mieć problemy z oddychaniem.

Ktoś, kto chorował na COVID-19 bezobjawowo nie będzie miał zmian w płucach

Dr Paweł Grzesiowski: Niestety, nie mogę w stu procentach potwierdzić tej hipotezy. Znamy również opisy przypadków, gdzie objawy były minimalne - jakieś poczucie osłabienia, bóle mięśniowe - a w badaniach obrazowych, czyli w badaniach radiologicznych okazywało się, że te osoby mają zmiany w płucach. Niestety wirus jest tak podstępny, że może nie powodować gorączki czy typowych objawów gorączki, kaszlu, a mimo to dokonać zmian w naczyniach płucnych, co później widzimy właśnie w obrazach radiologicznych.

Sztyft wkładany do nosa podczas testu może uszkodzić mózg

Dr Paweł Grzesiowski: dobrze wykonany wymaz absolutnie nie jest szkodliwy dla zdrowia. Jedyne co możemy odczuwać to dyskomfort w miejscu, gdzie wymaz był pobierany, bo jednak jest to wprowadzenie ciała obcego i przetarcie po bardzo wrażliwym obszarze śluzówki. Po samym wymazie możemy przez kilka minut odczuwać dyskomfort w jamie nosowej czy w gardle. Absolutnie nie dochodzi do uszkodzenia żadnych narządów. Zdarzył się owszem sporadycznie jakiś krwotok z nosa, gdzie jakieś bardzo delikatne naczynko zostało naruszone w czasie wymazu, ale to jest chyba najpoważniejszy efekt uboczny pobierania wymazów. Jeżeli ktoś pobierałby wymaz taką wymazówką, która byłaby niedostosowana, nieelastyczna, tylko gruba, sztywna, to oczywiście można spodziewać się, że przy głębokim wymazie dojdzie do uszkodzenia błony śluzowej i krwawienia. Ale takich wymazówek nie powinniśmy używać właśnie do wymazów z nosa. Dobrze pobrany wymaz prawidłowym narzędziem nie powoduje żadnych skutków ubocznych.

Przyłbica chroni nas tak, jak maseczka

Dr Paweł Grzesiowski: Czy przyłbica wygląda jak filtr? Przyłbica tylko zasłania naszą twarz i usta, ale powietrze, które wdycham jest całkowicie niefiltrowane, więc przyłbica nie stanowi ochrony dróg oddechowych. Maseczka powoduje, że powietrze, którym oddycham, jest filtrowane, czyli nie wolno absolutnie zastępować maseczki przyłbicą. Niestety mamy takie przepisy, które pozwalają poruszać się w przestrzeni publicznej tylko w przyłbicy. Ja uważam, że jest to błąd. Te przepisy powinny zostać zmienione, ponieważ przyłbica wymyślona została po to, żeby osłonić twarz, oczy przed zachlapaniem, ale absolutnie nie może być używana zamiast maseczki.

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 31 października:

"Wirus przechodzi przez maseczkę, bo jego cząsteczki są bardzo małe i maseczka nie działa"

Doktor Paweł Grzesiowski: W istocie jest tak, że wirus jest rzeczywiście niezmiernie malutkim tworem, który, gdyby był pojedynczo, jest w stanie przejść właściwie przez każdy filtr. Natomiast wirus nie występuje nigdy w pojedynkę, zawsze jest w grupie. Tych wirusów jest często około tysiąca i one są skupione wokół mikrokropelek pary wodnej. To trochę tak, jakbyśmy sobie wyobrazili ziarenko piasku i wokół niego około tysiąca mikromróweczek. I tak wygląda podróż wirusa w powietrzu.

Ten konglomerat, czyli to skupisko wirusa, maseczka zatrzymuje. Po pierwsze dlatego, że jej włókna są gęste i para wodna osiada na powierzchni maseczki, a po drugie te włókna są często ułożone w kilka warstw i to też powoduje zatrzymanie wirusa.

Gdybyśmy rzeczywiście w teorii jedną cząsteczkę wirusa przepuścili przez maseczkę, to ona może przez tę maskę przeniknąć, natomiast w rzeczywistości tak się nie dzieje i maska jest jak parasol - chroni nas przed wirusem i przed wniknięciem do naszego organizmu.

Dr Grzesiowski: maska jest jak parasol - chroni nas przed wirusemTVN24

"80 procent testów daje fałszywy wynik dodatni"

Doktor Paweł Grzesiowski: Nie jest prawdą, że wyniki testów są w tej chwili w tak wysokim odsetku fałszywe. Początek pandemii był rzeczywiście powiązany szczególnie z azjatyckimi testami, które miały bardzo wysoką czułość. To też nie znaczy, że wyniki były fałszywe, ale niektóre z tych testów miały tak wysoką czułość, że wykrywały jedną czy dwie cząstki wirusa, co nie świadczy już o chorobie.

Dziś mamy już zupełnie inne testy drugiej, a niektóre nawet trzeciej generacji, których omylność szacuje się na nie więcej niż jeden procent, a więc jeden test na sto może być fałszywie dodatni lub fałszywie ujemny. Dlatego dziś możemy ufać tym testom i na nich opierać całą strategię walki z koronawirusem i pandemią.

WHO przyznaje oficjalnie: śmiertelność COVID-19 porównywalna do grypy

Doktor Paweł Grzesiowski: W zależności od tego, jak będziemy liczyć wskaźniki śmiertelności, możemy uzyskać różne dane. Światowa Organizacja Zdrowia podała tę ostatnią informację na podstawie domniemanych zachorowań, gdybyśmy wzięli wszystkie pod uwagę również te bezobjawowe. Natomiast nie liczymy w ten sposób śmiertelności na co dzień i te dane, które w tej chwili posiadamy z potwierdzonych przypadków, mówią o śmiertelności na poziomie 2-2,5 procent, a więc spośród stu pacjentów, którzy mają potwierdzone zakażenie, dwóch, trzech może umrzeć.

Ale ponieważ wiemy, że tych niewykrytych może być około dziesięć razy więcej, to śmiertelność rzeczywistą szacujemy na poziomie 0,5-1 procent. Jest to więcej niż w grypie, jeżeli byśmy przyjęli te same założenia, czyli, że oceniamy również tych, którzy mają przebieg skąpoobjawowy.

Czy śmiertelność COVID-19 jest porównywalna do grypy? Odpowiada ekspertTVN24

Moim zdaniem śmiertelność z powodu COVID-19 jest mniej więcej pięć do ośmiu razy większa niż śmiertelność w grypie. Poza tym patrzmy również nie tylko na śmiertelność, ale także na wskaźniki hospitalizacji, które są dla COVID również wysokie, bo to jest mniej więcej pięć do siedmiu procent, a więc co 20 pacjent chory na COVID może trafić do szpitala.

"Szczepionka na grypę osłabia i ułatwia zakażenie się koronawirusem"

Doktor Paweł Grzesiowski: Absolutnie nie zgadzam się z tym, żeby jakakolwiek szczepionka obniżała nam odporność. To jest dokładnie odwrotnie. Szczepionka to jest pewien bodziec. To tak, jakbyśmy powiedzieli, że po ćwiczeniach na siłowni jesteśmy słabsi. Rzeczywiście przez moment odczuwamy zmęczenie, ale nasze mięśnie się wzmocniły. I dosłownie tak samo jest po szczepieniu. Możemy odczuwać gorsze samopoczucie, nawet jakiś stan gorączkowy po szczepieniu, ale to wcale nie znaczy, że nasz układ odporności jest osłabiony.

KORONAWIRUS - NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE. CZYTAJ RAPORT TVN24.PL >>>

Każda szczepionka wzbudza bardzo specyficzną odpowiedź poszczepienną, czyli nasze komórki odpornościowe są pobudzone, produkują białka odpornościowe i również w tym stanie nasz organizm może zwalczyć przy okazji łatwiej inną infekcję.

Na pewno szczepiąc się nie pogarszamy naszej odporności na COVID-19.

"Nie ma chorób, które są bezobjawowe"

Doktor Paweł Grzesiowski: Nie jest prawdą, że wszystkie choroby od początku mają objawy. Są takie choroby, które ujawniają się dopiero, kiedy pojawią się powikłania. Prostym przykładem jest osteoporoza. Ktoś może mieć odwapnienie kości, a dowie się o tym dopiero wtedy, kiedy dojdzie do złamania. Tak samo może być również w chorobie zakaźnej. Zarówno początkowa faza, jak i nawet rozwinięta może być właściwie bezobjawowa. Zwróćmy uwagę, że na wirusowe zapalenie wątroby typu C choruje wiele osób, które nie mają pojęcia o tym, że wirus niszczy ich wątrobę, a oni nie mają żadnych objawów.

Sytuacja z koronawirusem jest trochę inna. Ten wirus nie ma, przynajmniej na dzień dzisiejszy, udowodnionej zdolności przedłużonego bycia w naszym organizmie, czyli nie powoduje takiej przewlekłej infekcji. Ale część osób może mieć w tym krótkim czasie tygodnia czy dwóch wirusa w swoim organizmie i nie mieć żadnych objawów, a mimo to on powoduje zmiany w różnych narządach.

Koronawirus jest przykładem takiego wirusa, gdzie objawy mogą być bardzo dyskretne, a zmiany w narządach - poważne.

"Idzie zima. Ujemna, niska temperatura powstrzyma wirusa"

Doktor Paweł Grzesiowski: Niestety ani upały, ani mrozy nie powstrzymują wirusa. Wystarczy spojrzeć w tej chwili na mapę świata i zobaczyć, że koronawirus jest właściwie od południa do północy na całym globie. Nie ma tutaj niestety dobrej wiadomości, że zima, nawet surowa, spowoduje spadek zachorowań.

Pamiętajmy, że najbardziej aktywnym miesiącem, jeżeli chodzi o epidemię grypy corocznie był styczeń-luty, które są najbardziej mroźne. Ta sama sytuacja dotyczy koronawirusa, który przemieszcza się między ludźmi dokładnie tą samą drogą, czyli drogą kropelkową.

Niestety również niskie temperatury sprzyjają dłuższemu przeżyciu wirusa w środowisku. Gdybyśmy mieli temperaturę zero stopni, wirus jest w stanie przeżyć na powierzchni nawet około miesiąca i będzie niestety zakaźny.

Czy ujemna temperatura powstrzyma wirusa? Odpowiada dr GrzesiowskiTVN24

Pamiętajmy o tym - mróz nie zakończy pandemii. Musimy się natomiast szykować na czas, kiedy człowiek, który znosi mrozy gorzej niż wirus, będzie bardziej podatny na niego, kiedy będzie niska temperatura.

"Maseczka zwiększa ryzyko niedotlenienia, powoduje zagrzybienie płuc"

Doktor Paweł Grzesiowski: Mitów na temat szkodliwości maseczek powstała niezliczona ilość. Żadne z nich nie posiadają dowodów naukowych, a wręcz przeciwnie - mamy dowody naukowe na to, że chodzenie w maseczce nie zwiększa niedotlenienia. Ona może przez moment powodować, że więcej dwutlenku węgla jest w obrębie maseczki, ale nasz organizm bardzo łatwo radzi sobie z tym.

Po drugie jeżeli używamy prawidłowo maseczki, nie grożą nam żadne choroby wynikające z tego, że w naszej jamie ustnej są różne bakterie. Oczywiście pamiętajmy, że w jednym mililitrze śliny może być nawet kilkadziesiąt milionów różnych bakterii i grzybów, ale jeżeli używamy maseczki prawidłowo, czyli 2-3 godziny używamy maskę chirurgiczną i ją wyrzucamy, a maskę bawełnianą po kilku godzinach używania oddajemy do prania, to wówczas nie grożą nam żadne powikłania.

Jeśli ktoś będzie używał niewłaściwie maski, czyli na przykład trzy dni używa maseczkę chirurgiczną czy maseczkę bawełnianą bez wyprania, to niestety może mieć przede wszystkim podrażnioną skórę wokół ust i nosa. Może mieć też jakieś nieprzyjemne doznania, bo przecież taka maseczka też dosyć nieprzyjemnie pachnie, a także może dojść do poważniejszych działań niepożądanych, ale tylko pod warunkiem, że używamy niewłaściwie maseczki.

Dobrze używana maseczka nie jest zagrożeniem ani dla zdrowia, ani dla życia.

Autor:pp, kb

Źródło: TVN24

Tagi:
Raporty: