Węgry

Węgry

Rząd Węgier naciska na obywateli, by wrócili z funduszy emerytalnych do publicznego systemu emerytalnego. Teoretycznie na dokonanie wyboru między systemami mają czas do końca stycznia 2011. W praktyce wybór jest tragiczny - resort gospodarki Węgier już ostrzegł, że członkowie funduszy, którzy nie zgodzą się na przekazanie do budżetu aktywów ze swoich kont, stracą prawo do państwowej emerytury. Na to wszystko budapeszteńska giełda reaguje silną przeceną - BUX traci drugi dzień z rzędu. Dziś ok. 3 proc.

Węgrzy realizują pomysły oszczędnościowe podobne do tych, które u nas przedstawia minister pracy Jolanta Fedak. Parlament w Budapeszcie przyjął ustawę, zgodnie z którą na 14 miesięcy wstrzymane zostaną państwowe transfery do prywatnych Otwartych Funduszy Emerytalnych.

Węgierskie władze chcą przedłużyć stan wyjątkowy w trzech komitatach (województwach) na zachodzie kraju po katastrofie w hucie aluminium, do której doszło 4 października. W następstwie wycieku toksycznej substancji zginęło 9 osób, a 150 odniosło obrażenia. Eksperci wojskowi, którzy badali zbiorniki z czerwonym szlamem, wykryli poważne błędy w ich konstrukcji.

Premier i prezydent Węgier, Viktor Orban i Pal Schmitt, wystosowali wspólny list do wszystkich mieszkańców kraju, w którym wzywają do pomocy poszkodowanym w ubiegłotygodniowym wycieku czerwonego, skażonego szlamu.

Zwiększyło się pęknięcie w zbiorniku z czerwonym szlamem w hucie aluminium w Ajka na zachodzie Węgier - poinformował w czwartek węgierski sekretarz stanu ds. środowiska Zoltan Illes. W wyniku wycieku toksycznej substancji, do którego doszło na początku października, zginęło dziewięć osób.

"Kryzysowe" podatki na Węgrzech. Premier Wiktor Orban zapowiedział, że rząd nałoży nowe podatki na sektor telekomunikacyjny, detaliczny i energetyczny, a także częściowo zawiesi publiczne transfery do otwartych funduszy emerytalnych aż do końca przyszłego roku.

Do dziewięciu wzrósł bilans ofiar śmiertelnych wycieku toksycznej substancji z huty aluminium w zachodnich Węgrzech. Rząd ma podjąć w środę decyzję czy wznowić produkcję w zakładzie.

- Ukończono potrójną glinianą zaporę chroniącą mieszkańców Kolontaru przed ewentualnym kolejnym wyciekiem z huty aluminium w Ajka na zachodzie Węgier - poinformował rzecznik służb likwidujących skutki ubiegłotygodniowego wycieku Tibor Dobson. Zapora zostanie teraz obłożona kamieniami. Jej średnia wysokość wyniesie 2,75 m, a długość 620 m.

Węgierski parlament przygniatającą większością głosów wyraził zgodę na przejęcie przez państwo kontroli nad firmą MAL Zrt, z której zakładu w Ajka 4 października wyciekł czerwony szlam. Wcześniej węgierska policja zatrzymała na 72 godziny Zoltana Bakonyia, syna jednego z właścicieli i dyrektora generalnego MAL. W poniedziałek poinformowano też o kolejnej ofierze katastrofy ekologicznej, tym samym jej tragiczny bilans wzrósł do ośmiu osób. Rannych zostało już ponad 120. Powiększające się pęknięcie ściany w uszkodzonym zbiorniku wciąż grozi kolejnym wyciekiem.

Powiększające się pęknięcie ściany w uszkodzonym zbiorniku z toksycznym szlamem grozi kolejnym wyciekiem. - Awaryjna zapora, która ochroni pobliskie miejscowości przed ponownym zalaniem powstanie we wtorek - poinformował rzecznik prasowy premiera Węgier Viktora Orbana, Peter Szijarto.

Istnieje możliwość, że nadniszczona północna ściana zbiornika z toksyczną substancją w hucie aluminium w Ajka na zachodzie Węgier zawali się – oświadczył rano węgierski premier Victor Orban. Wcześniej zdecydowano o ewakuacji kolejnej miejscowości - wsi Kolontar.

Znaleziono siódmą ofiarę toksycznego szlamu, który w poniedziałek wydostał się z pękniętego zbiornika w Ajka na zachodzie Węgier. - Obiekt już w 2006 roku był na liście 150 instalacji przemysłowych grożących zanieczyszczeniem Dunaju - podał piątkowy "New York Times". Wcześniej rzecznik węgierskich służb ratunkowych Tibor Dobson poinformował, że "substancja nie spowodowała szkód w Dunaju".

Węgrzy uspokajają, że czerwony szlam, który dotarł już jednego z trzech koryt Małego Dunaju, nie stanowi wielkiego niebezpieczeństwa. Rumuni zażądali jednak od parlamentu w Budapeszcie o "pełnych informacji" ws. zanieczyszczenia.

Węgierski rząd jest za słaby, by skutecznie przeciwstawić się górniczemu lobby w tym kraju - skomentował katastrofalny wyciek toksycznych substancji na Węgrzech ekspert Greenpeace International. W wyniku wycieku zginęły cztery osoby, a około 120 odniosło obrażenia.

Pomimo ogromnej skali wycieku toksycznej substancji z fabryki aluminium na Węgrzech, bułgarskie władze nie widzą niebezpieczeństwa zatrucia Dunaju. Według ekologów zagrożenie jest jednak realne.

To bardzo trudne działanie, szkodliwa jest nie tylko substancja, ale też jej opary. Dlatego trzeba zlokalizować wyciek i jak najszybciej go ograniczyć - powiedział w TVN24 mł. bryg. Rafał Jankowski. Odniósł się w ten sposób do wycieku toksycznej substancji w zakładach aluminiowych na Węgrzech. W jego wyniku cztery osoby zginęły, sześć uznano za zaginione, a 120 odniosło obrażenia. We wtorek przed południem pojawiły się doniesienia o kolejnym pęknięciu tamy w zakładach.

Dwie osoby zginęły, dwie kolejne zostały uznane za zaginione, a 113 odniosło obrażenia - to ostatni bilans wycieku toksycznej substancji, do jakiego doszło w zakładach aluminium na zachodzie Węgier.

Na Węgrzech odbyła się uroczyste objęcie urzędu przez nowego prezydenta. Pal Schmitt - dyplomata i dwukrotny mistrz olimpijski w szermierce - mówił w dużej mierze o znaczeniu konstytucji w sprawowaniu urzędu.

Kolejne kraje Unii Europejskiej podają pozytywne dane o swoich gospodarkach. Węgry poinformowały, że ich PKB w pierwszym kwartale 2010 roku urosło o 0,9 procent rok do roku, kończąc okres recesji. PKB Portugalii wzrosło natomiast o 1,8 procent rok do roku, a rządowi udało się sprzedać w środę papiery dłużne o wartości półtora miliarda euro. Po tej serii pozytywnych zdarzeń na rynki wrócił optymizm, a euro wzmocniło się do dolara.

Węgierska partia rządząca, centroprawicowy Fidesz, spartaczyła przejęcie władzy, a teraz musi ponieść konsekwencje nieprzemyślanych uwag swych przedstawicieli na temat finansowej sytuacji kraju - pisze dziennik "Financial Times".