USA

USA

Podejrzaną substancję znaleziono w biurze pocztowym amerykańskiej marynarki wojennej w Arlington w stanie Wirginia na przedmieściach Waszyngtonu - podały w czwartek władze wojskowe. Na wszelki wypadek ewakuowano cały personel. Wszczęto śledztwo w tej sprawie. Po kilku godzinach okazało się, że nie jest to trucizna.

Po trzech dniach śledztwa w sprawie ataków w Bostonie nastąpił przełom. Śledczy w środę podali, że zidentyfikowali podejrzanego o podłożenie domowej roboty bomb w czasie poniedziałkowego maratonu. Udało się go namierzyć dzięki nagraniom z monitoringu jednego ze sklepów. Media początkowo podawały sprzeczne informacje dotyczące rzekomego zatrzymania. Bostońska policja oficjalnie jednak stwierdza: nikt nie został aresztowany. W czwartek nad ranem CNN podał, że organy ścigania mają fotografię z mety maratonu, na której widać dwóch "potencjalnych podejrzanych". Nie jest jasne, czy któryś z nich to osoba, o której zidentyfikowaniu była mowa w środę.

Po eksplozji w fabryce nawozów sztucznych w Teksasie w środę wieczorem nie ustają poszukiwania zaginionych osób. Władze wciąż nie podały oficjalnych danych dotyczących zabitych, ale media piszą, że jest to co najmniej 5-15 osób. Kolejne 160 lub więcej odniosło obrażenia. Zaginął m.in. syn szefa miejscowej straży pożarnej, który ruszył na pomoc mieszkańcom kilka minut po wybuchu.

Prokuratorzy federalni oskarżyli zatrzymanego Paula Kevina Curtisa o groźby pod adresem prezydenta Baracka Obamy - poinformowała agencja Reutera. Dzień wcześniej aresztowano mężczyznę, który prawdopodobnie wysłał listy z trucizną do prezydenta, a także jednego z republikańskich senatorów. W czwartek potwierdzono, że w przesyłce do Rogera Wickera znajdowała się rycyna.

Gdy w poniedziałek podczas maratonu w Bostonie doszło do wybuchów, pierwszy o nich poinformował Twitter. Przez pierwsze minuty po tragedii był najlepszym i najszybszym źródłem informacji. Jednak im więcej czasu mijało, tym jego rola malała, a zamiast faktów, pojawiały się niesprawdzone plotki - wskazuje brytyjski "Guardian".

Najlepsi ludzie z policji i FBI analizują wszystko, nawet najdrobniejsze szczegóły, które mogą doprowadzić do sprawców zamachu. Na razie jedynym podejrzanym był saudyjski student. Był, bo jego mieszkanie przeszukano, jego samego przesłuchano i wypuszczono na wolność. Prezydent Barack Obama przyznaje, że na razie niewiele wiadomo. Skąd przyszedł atak, ani dlaczego. Ale zapewnia, że Ameryka nie spocznie, dopóki nie pozna odpowiedzi.

- USA niezaprzeczalnie stosowały tortury w stosunku do osób przetrzymywanych w obozie w Guantanamo. Więźniów podtapiano i znęcano się nad nimi psychicznie - stwierdziła niezależna komisja złożona z byłych kongresmenów i żołnierzy. Wyniki dwuletniej obserwacji warunków, w jakich przetrzymywani są skazani, zamieścili w raporcie.

Nadal nie wiadomo, kto zorganizował atak w Bostonie. Cytowany przez CNN wysoki urzędnik mówi, że nie ma oznak "zagranicznych powiązań lub jakiejkolwiek reakcji ze strony al-Kaidy". Z kolei szef chyba najbardziej doświadczonej w walce z terroryzmem policji w USA - nowojorskiej - uważa, że bomb w Bostonie raczej nie podłożyli rodzimi prawicowi ekstremiści.

Władze amerykańskie, a nawet niezależni eksperci unikają wszelkich spekulacji na temat tego, kto mógł być sprawcą poniedziałkowego ataku bombowego w czasie maratonu w Bostonie. Przypomina się pochopnie wysuwane oskarżenia w podobnych sytuacjach.

Jest wybuch, ludzie zaczynają uciekać i oto nadchodzi drugi wybuch - pułapka, w którą wpadają. Typowa metoda Al-Kaidy - mówią eksperci. Czy tak właśnie było w Bostonie, gdzie takze doszło do dwóch eksplozji w odstępie kilkudziesięciu metrów? Tu zdania sią podzielone. - To wręcz jak firmowy atak Al-Kidy - uważa Kacper Rękawek z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Grzegorz Cieślak z Centrum Badań Nad Terroryzmem Collegium Civitas wskazuje jednak: Ładunki wybuchły w zbyt małym odstępie czasu.

"Wysyłam moje myśli i modlitwy do Bostonu, moje serce jest z wami wszystkimi" - napisała na Twitterze Britney Spears. Amerykańskie gwiazdy solidaryzują się z rannymi, którzy ucierpieli z powodu eksplozji dwóch ładunków w Bostonie. Trzy osoby zginęły, a co najmniej 141 zostało rannych.