Dantejskie sceny na koncercie białoruskiego rapera. Policja zatrzymała ponad sto osób

Nielegalna pirotechnika na koncercie Maxa Korzha na Stadionie Narodowym
Policja odniosła się do wydarzeń na koncercie Maxa Korzha
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Klemens Leczkowski/tvnwarszawa.pl
Odpalone race, bójki z ochroną, próby wdarcia się na płytę stadionu - do takich scen dochodziło na koncercie białoruskiego rapera Maxa Korzha w Warszawie. Policja zatrzymała 109 osób.

Max Korzh to artysta rzadko grający koncerty. Do Warszawy na jego występ zjechała mniejszość białoruska z całej Europy, przyszło też wielu ukraińskich fanów. Dodatkowo sama data koncertu była symboliczna – minęło pięć lat od wybuchu na Białorusi protestów przeciwko Aleksandrowi Łukaszence po sfałszowanych wyborach.

Koncert Maxa Korzha na Stadionie Narodowym
Koncert Maxa Korzha na Stadionie Narodowym
Źródło zdjęcia: Klemens Leczkowski/tvnwarszawa.pl

Koncert nie był spokojny, w mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, na których widać agresywnych fanów rapera przeskakujących przez barierki na trybunach, by dostać się na płytę stadionu. Uczestnicy koncertu wdawali się w bójki z pracownikami ochrony i stewardami. Na nagraniach naszego reportera widać z kolei odpalone race na płycie Stadionu Narodowego.

Jak dowiedział się reporter TVN24 Bartłomiej Ślak, w koncercie na Stadionie Narodowym uczestniczyło około 70 tysięcy osób.  

Opowiedział także o niebezpiecznym zachowaniu niektórych z uczestników koncertu i reakcji policji. - Pojawiło się ostrzeżenie od policji, że jeśli się nie uspokoją, koncert zostanie przerwany. Sam raper próbował ze sceny uspokoić swoich fanów i rzeczywiście większość z tych osób wróciła na swoje miejsca – przekazał Ślak.

Przytoczył także, że jedna z osób obecnych na koncercie miała posiadać flagę UPA. – To jest polskim prawem zabronione, to może być propagowanie ustroju totalitarnego, a skoro tak, to musi to sprawdzić prokuratura – wyjaśnił reporter.  

Ponad sto osób zatrzymanych

Policja koncert Białorusina określiła jako imprezę podwyższonego ryzyka i - jak poinformowała - zatrzymano 109 osób za liczne wykroczenia i przestępstwa, takie jak posiadanie narkotyków, naruszenie nietykalności cielesnej pracowników ochrony, posiadanie i wnoszenie środków pirotechnicznych, a także wdarcie się na teren imprezy masowej - podała w komunikacie komenda stołeczna. Policjanci ukarali 50 osób mandatami na łączną kwotę 11450 złotych. Do sądu skierowano 38 wniosków o ukaranie.

Ponieważ - jak wynika z nagrań i zdjęć udostępnionych w sieci - na stadionie pojawiły się nacjonalistyczne flagi ukraińskie, policjanci "ustalają wszystkie istotne szczegóły oraz osoby odpowiedzialne za pojawienie się haseł mogących wyczerpywać znamiona czynu zabronionego". Jak zapewnili, zgromadzony w tej sprawie materiał dowodowy został już przesłany do prokuratury.

- Widzieliśmy w mediach, że pojawiły się być może, zabronione prawem symbole, propagujące ustrój totalitarny. Widzieliśmy, że były tam pokazywane różnego rodzaju flagi, symbole. Zebraliśmy cały ten materiał dowodowy i przesłaliśmy go do prokuratury po to, aby mieć ocenę prawno-karną i wiedzieć, czy doszło do przestępstwa – powiedział TVN24 mł. insp. Robert Szumiata, rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji.

"Przed koncertem oraz w trakcie jego trwania stołeczni policjanci wielokrotnie kontaktowali się z jego organizatorem, podejmując jednocześnie szereg działań prewencyjnych, w efekcie których nie doszło do eskalacji agresywnych zachowań osób znajdujących się na stadionie" - podkreśliła KSP. Jak podano, dzięki tym czynnościom nie było konieczności interwencji policji na płycie boiska.

"Zakaz wnoszenia przedmiotów zabronionych"

O zasadach związanych z bezpieczeństwem informował organizator przed koncertem w swoich mediach społecznościowych i na stronie internetowej. "Przypominamy, że zgodnie z Regulaminem Uczestnictwa w Koncercie Max Korzh obowiązuje całkowity zakaz wnoszenia przedmiotów zabronionych, w tym toreb, plecaków, nerek i wszelkiego innego bagażu niezależnie od rozmiaru" - czytamy na jednej z grafik zamieszczonych w mediach społecznościowych przez Live Nation. Swoje rzeczy można było pozostawić w depozycie.

Regulamin koncertu zabraniał także wnoszenia broni palnej i noży, narkotyków, wskaźników laserowych czy fajerwerków, podpałek i otwartego ognia.

Hałas, śmieci i interwencja policji

Już w piątek wieczorem, w przeddzień koncertu, na terenie kolejowym przy ulicy Ordona zgromadzili się młodzi fani białoruskiego rapera, który prawdopodobnie zainicjował samo wydarzenie. Z opisów okolicznych mieszkańców wynika, że zgromadzeniu towarzyszył hałas i wystrzeliwanie rac. Po imprezie została masa śmieci, głównie butelek.

Na miejscu interweniowała policja. "Policjanci podjęli skuteczne działania, które doprowadziły do przerwania imprezy. Tego dnia zatrzymano 9 osób, a 25 ukarano mandatami. W związku z zaistniałym zdarzeniem zostały już podjęte czynności zmierzające do przedstawienia organizatorowi iventu zarzutu z art. 58 Ustawy o imprezach masowych. Weryfikowana jest również treść umowy zawartej pomiędzy organizatorem iventu, a właścicielem wynajętego terenu" - poinformowali stołeczni policjanci.

Art. 58. 1. Kto organizuje imprezę masową bez wymaganego zezwolenia lub niezgodnie z warunkami określonymi w zezwoleniu albo przeprowadza ją wbrew wydanemu zakazowi, podlega grzywnie nie mniejszej niż 240 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. 
Ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych 

Jak przekazała w sobotę nadkom. Marta Sulowska z Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV, zostanie skierowany również wniosek o ukaranie do sądu dla organizatora za zakłócanie porządku publicznego.

Do nieformalnego wydarzenia odniósł się burmistrz Woli Krzysztof Strzałkowski. "Informuję, że Urząd Dzielnicy Wola nie miał z tym nic wspólnego. Za to zgromadzenie odpowiada prywatny organizator (został ustalony) i mam nadzieję, że poniesie stosowne konsekwencje" - podkreślił we wpisie w mediach społecznościowych. Przekazał, że organizator nie miał zgody na tak dużą imprezę masową. Zapowiedział, że organizator wydarzenia poniesie konsekwencje, a także pokryje koszt sprzątania po imprezie. Kłopoty może mieć też najemca terenu, na którym odbyła się impreza.

Źródło: tvnwarszawa.pl
Autorka/Autor: mg
Czytaj także: