Trzy godziny czekał na przyjęcie do szpitala, w drodze do auta dostał ostrego zawału

Czekał na SOR przez trzy godziny, w drodze do auta dostał zawału (zdjęcie ilustracyjne)
W poniedziałki istnieje największe ryzyko zawału serca. Zaskakujące wyniki badań

Z bólem w klatce piersiowej zgłosił się najpierw do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, a później dostał skierowanie w trybie pilnym do szpitala w Nowym Dworze Mazowieckim. Tam na przyjęcie czekał trzy godziny na SOR. Bezskutecznie. Był już gotowy jechać do innego szpitala, ale w drodze do auta dostał ostrego zawału serca, teraz czeka go długa rehabilitacja. To, czy i gdzie doszło do zaniedbania, sprawdza między innymi Rzecznik Praw Pacjenta.

Patrycja i Jakub Betlińscy swoją sytuację opisali na Kontakt24.

Pan Jakub pod koniec lutego źle się poczuł. Odczuwał ból w klatce piersiowej, dlatego pojechał najpierw do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej w przychodni w Pomiechówku. To było 24 lutego. - Pani doktor przepisała mężowi mleczko na nadkwasotę żołądka. Nie zrobiła mu badania EKG, mimo że przychodnia dysponuje takim sprzętem - twierdzi jego żona, pani Patrycja.

Z bilecikiem trzy godziny na SOR

Dwa dni później, gdy ból nie mijał i niepokojące objawy nie ustawały, mężczyzna znowu udał się do przychodni. Tym razem przyjął go inny lekarz, który zrobił już panu Jakubowi badanie EKG. Wynik był jednak niejednoznaczny. Dlatego 45-letni pacjent dostał skierowanie na dalsze badania do szpitala. Pan Jakub wciąż źle się czuł. Małżonkowie pojechali następnie na SOR do szpitala w Nowym Dworze Mazowieckim na dodatkowe badania, które zalecił wcześniej lekarz. Pan Jakub podkreślał, że boli go w klatce, ma duszności i czuje się osłabiony.

- Mimo skierowania na cito od lekarza rodzinnego, dostaliśmy bilecik i czekaliśmy. Przed 16 byliśmy na SOR, minęły trzy godziny i nic. Nikt nawet nie przebadał męża, nikt nie podszedł. A pan, który przyszedł z ulicy bez skierowania i powiedział, że dwa lata temu miał stan przedzawałowy, został przyjęty z marszu - opowiada nam pani Patrycja. Po trzech godzinach wyszła z mężem ze szpitala. Było już po godzinie 19. Małżeństwo postanowiło jechać do szpitala w Legionowie z nadzieją, że może tam ktoś ich przyjmie. - Idąc do samochodu, który zaparkowałam sto metrów dalej, mężowi zaczęły się plątać nogi, dostał drgawek, zaczęło go mocno palić w klatce piersiowej. Mąż wybrał na telefonie numer 112. Przyjechała karetka, ratownicy zabrali męża do szpitala w Legionowie - relacjonuje nam pani Patrycja. Podkreśla też, że tylko szpital w Legionowie odpowiedział na zapytanie ratowników, mimo że znajdowali się przed szpitalem w Nowym Dworze Mazowieckim. O wyborze miał też zadecydować fakt, że szpital w Legionowie ma oddział kardiologiczny. 

- Później dowiedzieliśmy się od lekarza, że liczyły się już minuty. Gdybym sama chciała zawieźć męża do Legionowa, to prawdopodobnie już bym go nie dowiozła - zaznacza nasza rozmówczyni.

Ostry zawał i operacja

Z relacji kobiety wynika, że jej mąż miał ostry zawał serca. Pan Jakub przeszedł trudną operację, ma założone stenty. Finalnie opuścił szpital 3 marca. - Mąż przed zawałem był okazem zdrowia. Teraz najprostsze czynności sprawiają mu trudność i bardzo szybko się męczy, zasypia. Jest nam bardzo trudno. Mąż się denerwuje, bo chciałby pracować, a nie może - ubolewa pani Patrycja, która obawia się, że sprawa zostanie zbagatelizowana. Domaga się, by odpowiedzialne za to osoby poniosły konsekwencje.

Państwo Betlińscy wychowują siedmioletnie dziecko, dla którego pan Jakub jest ojczymem. Są bardzo zżyci. Pani Patrycja pracuje i jednocześnie opiekuje się mężem. - Kilka dni później syn miał urodziny. Nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie siedmiolatka, czy tatuś przeżyje i czy będzie na jego urodzinach. To nie są pytania, które powinien zadawać siedmiolatek. Syn przeżył traumę. Budził się w nocy, podchodził do męża i pytał czy oddycha - kontynuuje pani Patrycja.

Zawał bardzo negatywnie wpłynął na stan zdrowia jej męża i bardzo go osłabił. Mężczyzna do końca życia będzie musiał przyjmować leki. Państwo Betlińscy skierowali w tej sprawie skargę do Rzecznika Praw Pacjenta i Okręgowej Izby Lekarskiej.

Kto zawinił? Trwa wyjaśnianie sprawy

Zapytaliśmy w obu instytucjach o to, jakie są aktualne ustalenia.

"Skarga znajduje się na etapie czynności sprawdzających" - czytamy w odpowiedzi nadesłanej przez Jacka Sowińskiego z Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.

"Rzecznik Praw Pacjenta wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie naruszenia prawa pacjenta Pana Jakuba Betlińskiego przez Nowodworskie Centrum Medyczne w Nowym Dworze Mazowieckim - Szpitalny Oddział Ratunkowy, do którego pacjent zgłosił się 26 lutego 2025 r." - zapewniło nas z kolei biuro prasowe Rzecznika Praw Pacjenta. Jak napisano, szpital został poproszony o "złożenie wyjaśnień oraz załączenie dokumentacji medycznej". "Po jej analizie będziemy mogli stwierdzić naruszenie lub nie stwierdzić naruszenia praw pacjenta, o czym zostanie poinformowana osoba udzielająca informacji o zdarzeniu" - podkreślono.

Z kolei dyrektor Nowodworskiego Centrum Medycznego w Nowym Dworze Mazowieckim Jacek Kacperski odpowiedział nam w oficjalnym piśmie, że "w tej sprawie prowadzone jest postępowanie wyjaśniające" i informacja zostanie nam udzielona po "zakończeniu przedmiotowego postępowania".

Czytaj także: