Sterylność kokpitu nie była zachowana. Nowy stenogram to potwierdza

Prokurator Ireneusz Szeląg przedstawił ustalenia biegłych
Prokurator Ireneusz Szeląg przedstawił ustalenia biegłych
tvn24
tvn24Biegli ustalili m.in., że uszkodzenia samolotu powstały w skutek zderzenia z przeszkodami terenowymi

Stenogramy opublikowane przez RMF potwierdzają, że w kabinie Tu-154 przebywały osoby trzecie. Już wcześniej wojskowi prokuratorzy informowali, że sterylność kokpitu nie była zachowana. Jakie jeszcze ustalenia Naczelnej Prokuratury Wojskowej znajdują odzwierciedlenie w opublikowanych we wtorek materiałach?

Maciej Lasek, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych stwierdził we wtorek w "Kropce nad i", że opublikowany tego dnia zapis nie wnosi nic nowego do ustaleń prokuratury dotyczących przyczyn katastrofy. - Do wypadku doszło wskutek splotu błędów popełnionych przez załogę i kontrolerów - zaznaczył.

- Mówiliśmy o tym, że w kokpicie były osoby trzecie, które zaburzały proces podejmowania decyzji i komunikacji między załogą. To jest niedopuszczalne - podkreślił Lasek. - Wiemy jednak to samo, co w 2011 r., kiedy zaczynaliśmy prace: nie ma odgłosu wybuchu, nie ma żadnego zestrzelania, samolot jest sterowany przez załogę praktycznie do samego zderzenia z brzozą - powiedział.

Te informacje podała wcześniej Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Na konferencji 27 marca poinformowała wtedy powołując się na opinię 20 biegłych, że bezpośrednią przyczyną katastrofy było m.in. niewłaściwe działanie załogi, polegające na zniżaniu samolotu poniżej warunków minimalnych do lądowania oraz niewydanie komendy odejścia.

RELACJA Z KONFERENCJI PROKURATURY

Kokpit niesterylny

Zdaniem NPW kolejnymi przyczynami było "naruszenie reguł określonych w instrukcji użytkowania Tu-154 w locie" oraz "instrukcji współdziałania i technologii pracy członków załogi samolotu". Na konferencji NPW podała, że biegli uznali, iż nie była zachowana tzw. sterylność kokpitu i że niewykluczona jest obecność w kabinie gen. Andrzeja Błasika w ostatniej fazie lotu - gdy maszyna zbliżała się już do płyty lotniska.

Opublikowane we wtorek stenogramy potwierdzają informacje przekazane przez śledczych 27 marca. Według RMF FM prawdopodobnie dowódca Sił Powietrznych (opisywany w stenogramie jako DSP) miał powiedzieć do pilotów, którzy podchodzili do lądowania w Smoleńsku: "Faktem jest, że my musimy to robić do skutku".

Według odczytu biegłych, który opublikowało RMF FM, DSP miał uciszać inne osoby przebywające w kokpicie. Po pierwszym "TERRAIN AHEAD" - wg doniesień radia - oczekiwał od załogi "po-my-słów", a na wysokości 300 metrów miał powiedzieć do pilota: "zmieścisz się śmiało".

Z dokumentów opublikowanych przez stację wynika, że przez cały czas, do ostatnich minut lotu, ktoś pojawiał się w kabinie pilotów. Odczytane zostały także powtarzające się, wielokrotne próby uciszenia przebywających obok albo w samym kokpicie osób trzecich.

Jak podała rozgłośnia, w ciągu 20 minut przed katastrofą magnetofon zarejestrował aż siedem prób uspokajania i uciszania. Od zwykłego "ćśś-ćśś", "cicho tam!", przez "wychodzić mi stąd!", po "ku(...), przestańcie proszę" na 2,5 minuty przed rozbiciem się samolotu.

Pozostałe ustalenia NPW

27 marca prokuratorzy przedstawiający opinię przygotowaną przez 20. biegłych dla Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wykazali inne liczne nieprawidłowości. Wśród nich wymieniali brak uprawnień większości załogi do wykonywania tego lotu w tym dniu. Jak wynikało z opinii, spośród załogi jedynie technik pokładowy miał ważne uprawnienia do wykonywania tego lotu w tym dniu.

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie na podstawie opinii ekspertów zdecydowała o postawieniu zarzutów popełnienia przestępstwa wobec dwóch rosyjskich kontrolerów ze Smoleńska. Pierwszy z nich ma usłyszeć zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym; drugi - zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym. Postanowienia o przedstawieniu zarzutów zapadły 24 marca. Kontrolerom grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Stan techniczny nie miał wpływu na katastrofę

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie określiła podczas marcowej konferencji, że podczas całego lotu samolot Tu-154M, w tym awionika, zespół napędowy oraz wszystkie systemy i instalacje pracowały właściwie.

- Stan techniczny samolotu nie miał związku z zaistniałą katastrofą lotniczą. Stan zdrowia załogi oraz jej stan fizyczny nie miał wpływu na powstanie katastrofy - powiedział podczas konferencji 27 marca zastępca wojskowego prokuratora okręgowego płk Ryszard Filipowicz.

Prokuratorzy podali także ustalenia biegłych odnośnie uszkodzeń samolotu, że powstały one wskutek zderzenia z przeszkodami terenowymi. - Rozkład szczątków samolotu jest naturalnym, fizycznie uzasadnionym skutkiem zderzenia samolotu z ziemią - stwierdzili.

Śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej zostało przedłużone do 10 października 2015 r., ale wszystkie okoliczności wskazują na to, że do końca tego roku nie uda się go zakończyć.

Autor: geb//ja,rzw / Źródło: TVN24, RMF FM

Źródło zdjęcia głównego: PKBWL

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości