Treść oświadczenia przekazał nam Jacek Dubois, adwokat Dawida Kacprzyka. Lekarz odniósł się w nim do wywiadu dra Jędrzejewskiego udzielonego w Kanale Zero. Podkreślił, że padły pod jego adresem słowa "nieprawdziwe, krzywdzące i naruszające jego dobre imię".
"Dalsze milczenie mogłoby zostać odebrane jako przyzwolenie"
"Dotychczas starałem się unikać komentowania sprawy w przestrzeni medialnej. Uważałem, że wszelkie pytania i wątpliwości dotyczące mojej osoby powinny być wyjaśniane w oparciu o fakty, dokumenty oraz obiektywne dowody zgromadzone w toku właściwych postępowań. Wobec treści wypowiedzi dr. Jędrzejewskiego dalsze milczenie mogłoby jednak zostać odebrane jako przyzwolenie na rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji" - podkreślił Kacprzyk.
Lekarz oświadczył, że "dr Emil Jędrzejewski bezpodstawnie łączy go ze zdarzeniami, z którymi nie miał nic wspólnego".
"Dotyczy to w szczególności dwóch spraw przywołanych w wywiadzie: śmierci pacjenta w łazience Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz rzekomego wykonania tomografii komputerowej pacjenta po jego śmierci. W pierwszej sprawie toczy się postępowanie karne, którego nie jestem stroną. Druga sprawa - o ile w ogóle miała miejsce - nie dotyczy okresu mojego zatrudnienia w Szpitalu Południowym" - zaznaczył.
"Próba zdyskredytowania mnie w przestrzeni publicznej"
Kacprzyk wskazał, że "twierdzenia formułowane przez dr. Jędrzejewskiego nie znajdują potwierdzenia w faktach".
"W mojej ocenie ich rzeczywistym skutkiem jest próba zdyskredytowania mnie w przestrzeni publicznej. W udzielonym wywiadzie dr Emil Jędrzejewski sam przyznaje, że w lipcu 2025 r. złożył na mnie skargę. Pomija jednak istotną okoliczność: w treści tego pisma nie wskazał żadnego konkretnego, możliwego do zidentyfikowania przypadku medycznego zaniedbania z mojej strony" - zauważył.
Lekarz ocenił też, że "skarga opierała się wyłącznie na ogólnych twierdzeniach". "Mimo to odniosłem się do stawianych mi zarzutów w dniu 15 sierpnia 2025 r. Nie jest zatem prawdą, że skarga dr. Jędrzejewskiego została pozostawiona bez odpowiedniej reakcji" - stwierdził.
Kacprzyk zapowiedział kroki prawne
Kacprzyk odniósł się także do skarg pacjentów dotyczących funkcjonowania oddziału chirurgii.
"Wyjaśniam, że były one uzasadnione. Dotyczyły między innymi sytuacji, w których lekarze Oddziału Chirurgii nie stawiali się w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w celu konsultacji pacjentów chirurgicznych albo czas oczekiwania na ich przybycie przekraczał terminy określone w Regulaminie Szpitala. To właśnie takie zachowania lekarzy Oddziału Chirurgii oraz ordynatora tego Oddziału prowadziły do konfliktu z lekarzami SOR-u. Lekarze SOR-u, działając zgodnie z obowiązującymi procedurami, mieli prawo oczekiwać niezwłocznych konsultacji chirurgicznych - przede wszystkim w interesie pacjentów" - odpierał zarzuty.
Na koniec podkreślił, że zarzuty kierowane pod jego adresem są "nieprawdziwe, bezpodstawne i noszą cechy zniesławienia". "W związku z tym informuję, że podjąłem już działania prawne, a sprawa zostanie skierowana na drogę właściwego postępowania sądowego" - podsumował.
"Mamy do czynienia z czymś absolutnie bezprecedensowym"
- Zarzuty są po pierwsze nieprawdziwe, po drugie zniesławiające. W związku z tym, decyzją mojego klienta jest, żeby w tej sprawie złożyć akt oskarżenia do sądu karnego o zniesławienie i pozew o ochronę dóbr osobistych - zapowiedział adwokat Dawida Kacprzyka Jacek Dubois. Jego zdaniem "mamy do czynienia z czymś absolutnie bezprecedensowym". - Kiedy lekarz pomawia drugiego lekarza faktycznie o spowodowanie śmierci, jednocześnie samemu przyznając, że nigdy nie był przy jakichkolwiek czynnościach wykonywanych przez mojego klienta. Mamy do czynienia z czymś absurdalnym, bo on mówi o sprawach, których nigdy nie widział, nie uczestniczył - ocenił adwokat.
Dubois stwierdził też, że w przestrzeni medialnej pojawiły się dwa zarzuty. Jak wskazał, pierwsza sytuacja miała dotyczyć rzekomego zrobienia zdjęcia osobie nieżyjącej. - Taka plotka istotnie krąży po szpitalu, że w celu ustalenia przyczyny zgonu takie zdjęcie było robione. Działo się to w momencie, kiedy mój klient w ogóle nie pracował w tym szpitalu - wskazał.
Adwokat powiedział też, że drugie pomówienie jest związane ze śmiercią pacjenta na SOR w czasie wizyty w łazience. - Ta sprawa jest doskonale znana prokuraturze, gdyż prowadzone jest postępowanie. Byli przesłuchiwani ratownicy medyczni i był przesłuchany lekarz na dyżurze. Mój klient wtedy nie pełnił dyżuru, z tą sprawą nie miał zawodowo nic wspólnego i w jakikolwiek sposób nawet prokuratura nie korzystała tutaj z jego wiedzy, więc jest to sprawa absolutnie go niedotycząca - zapewnił Dubois.
Przyznał jednak, że prawdą jest, iż "między panami (Kacprzykiem i Jędrzejewskim - red.)" jest "olbrzymi konflikt". - On był spowodowany tym, że mój klient wielokrotnie składał skargi, jak również namawiał pacjentów do składania skarg z uwagi na to, że lekarze z chirurgii nie udzielali terminowych porad pacjentom zagrożonym. Na konsultacje czekało się bardzo długo. Zwłaszcza pan ordynator nie schodził na te konsultacje i to było przyczyną wielu konfliktów - wyjaśnił adwokat.
Dubois podkreślił, że w tej sprawie były informowane władze szpitala, była też skarga ordynatora i jest to sytuacja sprzed roku, która została rozstrzygnięta. - Efektem tego jest to, że pan ordynator nie pracuje w tej chwili w szpitalu - wskazał.
Były ordynator o patologiach w Szpitalu Południowym
Były ordynator oddziału chirurgii Szpitala Południowego dr Emil Jędrzejewski dzień wcześniej mówił o patologiach, do jakich miało dochodzić w placówce. Lekarz zarzucał, że na SOR, którego koordynatorem był Dawid Kacprzyk, procedury medyczne były wykonywane wadliwie, a w wyniku błędów lekarskich dochodziło do powikłań, które w niektórych przypadkach miały zakończyć się śmiercią pacjentów.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział, że śledczy będą sprawdzać wszystkie tezy wygłoszone przez niego we wtorkowym wywiadzie.
W związku z aferą w Szpitalu Południowym prokuratura wszczęła dwa śledztwa.