Obserwacja bobrów miłośnikom przyrody kojarzy się z cichym wieczorem nad małą rzeczką w głębokim lesie, cichej wiosce, na uboczu, na końcu świata. Jednak natura i jej zdolności do przystosowania się sprawiają, że dziś bobry możemy zobaczyć w Wiśle w pobliżu centrum, pośród gwaru rozmów i imprez, hałasu samochodów, tramwajów i pociągów.
Z widokiem na Pałac Kultury
- Wystarczy, że pojedziemy kilka przystanków tramwajem i możemy podziwiać bobry w ich naturalnym środowisku, a jednocześnie kątem oka widzieć Pałac Kultury czy wieżowce przy Rondzie Daszyńskiego. To sytuacja wyjątkowa nawet na skalę światową - podkreśla Mateusz Nowicki, przewodnik i propagator wiedzy o przyrodzie, autor instagramowego profilu polas. - To niesamowite, że mamy taką oazę praktycznie w sercu miasta - dodaje.
Z obecności bobrów płynie pozytywny sygnał o stanie przyrody, ponieważ jest ona uważana za wskaźnik czystości środowiska. Co prawda, warszawskie bobry do pewnych zanieczyszczeń się przyzwyczaiły, ale dalej możemy je traktować jak papierek lakmusowy, pokazujący, że przyroda nad Wisłą w stolicy ma się dobrze.
Gdzie i kiedy szukać bobrów?
Największe szanse na spotkanie tych wodnych gryzoni są po praskiej stronie Wisły. Tam, gdzie zachowały się naturalne fragmenty nadrzecznego lasu i nie ma betonowych bulwarów (choć nawet tam czasem się pojawiają). Na dzikim brzegu znajdziemy żeremia (bobrze konstrukcje ochronne), ślady żerowania i charakterystyczne tropy bobrów zostawiane na piasku. A przy odrobinie szczęścia zobaczymy je w trakcie jedzenia, pływania czy mycia się - czynności higieniczne są najbardziej ujmujące.
- W zasadzie od Mostu Północnego aż po Siekierki można wybrać dowolne miejsce i zacząć swoją przygodę z "bóbrwatchingiem" - mówi Mateusz Nowicki, używając określenia spopularyzowanego przez pisarza Adama Robińskiego.
Na spotkanie z bobrem najlepiej wybrać się nad rzekę przed zmierzchem. - Postawiłbym na spokojny, letni albo wiosenny wieczór. Wtedy szansa na obserwację jest największa - opowiada przyrodnik. Bobry są zwierzętami aktywnymi głównie w nocy, a ich wzmożoną aktywność zaobserwujemy przy zachodzie i wschodzie słońca.
Nie płosz bobra
Warszawskie bobry różnią się od tych żyjących z dala od ludzi, przywykły do miejskiego hałasu i obecności spacerowiczów. Żeby zobaczyć bobra w lesie, trzeba bezgłośnie zakraść się przed zmrokiem w teren ich bytowania, nie szeleścić choćby liściem. Ale w stolicy najliczniejszą bobrzą rodzinę spotkałem pod Mostem Gdańskim, żerowała przy akompaniamencie samochodów, tramwajów i pociągów. Nie robili na nich wrażenia spacerowicze fotografujący ich z paru metrów.
- Zwierzęta, w tym bobry, nauczyły się funkcjonować w zurbanizowanym środowisku. One po prostu zaadaptowały się do obecności ludzi - tłumaczy Nowicki. Zastrzega przy tym, że to wciąż dzikie zwierzęta, a ludzie często podchodzą zbyt blisko w poszukiwaniu najlepszych ujęć.
- Do obserwacji dzikiej przyrod wystarczy zdrowy rozsądek. Jeśli widzimy, że zwierzę, mimo naszej obecności, zajmuje się swoimi sprawami - je, obgryza korę, kąpie się - wszystko robimy dobrze. Jeśli jednak zaczyna nerwowo rozglądać się, odchodzić od nas czy zamiera w miejscu - to znak, że przekroczyliśmy granicę i powinniśmy się cofnąć - wyjaśnia mój rozmówca.
Nadmierny stres może wpływać na kondycję zwierząt, a w skrajnych przypadkach skazać na migrację, utrudnić rozmnażanie czy odchowywanie potomstwa.
Prawie wyginęły
Bobry w Warszawie są też symbolem udanej ochrony przyrody. W latach powojennych populacja bobra w Polsce była krytycznie niska - na początku lat 50. liczyła zaledwie 100-130 osobników, głównie na północnym wschodzie kraju. Dzięki udanym programom reintrodukcji i naturalnej migracji gatunek odbudował się w spektakularny sposób.
Cieszy to przyrodników i entuzjastów natury. - Szczególnie w czasach suszy i zmian klimatu to nasi najwięksi sojusznicy. Wystarczy po prostu dać im spokój i nauczyć się z nimi żyć - twierdzi Mateusz Nowicki. I choć te warszawskie tamy na Wiśle nie wybudują, to żyjąc w jej meandrach, kształtują jej brzegi i urozmaicają miejski krajobraz. Ich konstrukcje zatrzymują wodę, tworząc rozlewiska.
"Warszawa jest jedyną stolicą na świecie, w której w centrum miasta ubywa mieszkańców, ale przybywa bobrów" - zauważył miejski radny Jan Mencwel we wspólnym materiale z "polasem".