Tęcza nie wróci na Plac Zbawiciela. "Miasto nie posiada praw autorskich"

Tak wyglądała tęcza na placu Zbawiciela
Tęcza symbolicznie wróciła na plac Zbawiciela. Aktywiści pokazali projekt
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: tvnwarszawa.pl
Na Plac Zbawiciela miała powrócić tęcza. Tym razem jako instalacja przygotowana w ramach budżetu obywatelskiego. Urzędnicy zrezygnowali jednak z realizacji projektu. Przeszkodą okazały się prawa autorskie do oryginału.

W ubiegłorocznej edycji budżetu obywatelskiego "Łuk LGBT+", czyli nowa tęcza na Placu Zbawiciela zdobył niemal siedem tysięcy głosów. Był jednym ze zwycięskich projektów. Pomysłodawcą był Linus Lewandowski, założyciel Homokomanda, czyli stowarzyszenia broniącego praw osób LGBT+ oraz innych mniejszości.

Inicjator zapowiadał, że stelaż obiektu będzie wykonany z jak najmniej palnych materiałów i pomalowany w kolorach: czerwonym, pomarańczowym, żółtym, zielonym, niebieskim i fioletowym. Szacunkowy koszt nowej instalacji wycenił na 700 tysięcy złotych.

Nie będzie nowej tęczy

Zgodnie z zasadami budżetu obywatelskiego realizacja projektu powinna nastąpić w tym roku. Jednak nie będzie to możliwe.

"Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski ogłosiło, że bez zgody Julity Wójcik nie wolno postawić na Placu Zbawiciela żadnej tęczy" - pisze w mediach społecznościowych stowarzyszenie Homokomando.

Wspominana przez aktywistów instytucja przejęła w 2015 roku prawa do koncepcji tęczy, jaka stanęła trzy lata wcześniej na Placu Zbawiciela. Była ona dziełem gdańskiej rzeźbiarki i performerki Julity Wójcik. Składała się z 16 tysięcy sztucznych kwiatów nawleczonych na stalową konstrukcję.

- Z uwagi na to, że miasto nie posiada praw autorskich do tego dzieła, stworzenie na Placu Zbawiciela instalacji w formie łuku pod nazwą "Łuk LGBT+" rodzi ryzyko naruszenia praw do dzieła sztuki, jakim była instalacja Julity Wójcik. Mogłoby to skutkować ryzykiem sporu prawnego, co w praktyce uniemożliwia inwestycję realizowaną ze środków publicznych - wyjaśnia rzeczniczka stołecznego ratusza Monika Beuth.

CSW przypomina o prawach autorskich

Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski odniosło się do sprawy w oświadczeniu zamieszczony na swojej stronie. Przedstawiciele instytucji oświadczyli, że projekt zgłoszony do budżetu obywatelskiego nie uwzględnia praw autorskich artystki oraz praw autorskich majątkowych CSW do dzieła.

"Podkreślamy, że mając na uwadze znaczenie symboliczne Tęczy Julity Wójcik, szczególnie dla społeczności LGBTQ+, deklarowaliśmy i deklarujemy, za zgodą artystki, gotowość udzielenia nieodpłatnej czasowej zgody licencyjnej na wykorzystanie jej dzieła, o którą powinni wystąpić składający projekt" - czytamy w oświadczeniu.

Pracownicy CSW podkreślają, że opowiadają się za poszanowaniem praw człowieka, równości oraz godnej i widocznej obecności osób LGBT+ w przestrzeni publicznej. Przypominają jednak, że misją instytucji jest wspieranie twórczości artystycznej i praw artystów i artystek do ich dzieł.

"Nawet gdy cel działań aktywistycznych jest społecznie wartościowy - nie może odbywać się on kosztem naruszenia obowiązujących przepisów praw" - dodają.

Instytucja kultury przypomina, że tęcza weszła przed laty w "intensywną relację z życiem miasta".

"Była wielokrotnie palona i społecznie odbudowywana. Jej obecność stała się jednym z najbardziej wyrazistych przykładów oddziaływania sztuki w przestrzeni publicznej, ujawniając zarówno potencjał wspólnotowy, jak i głębokie napięcia społeczne" - wspominają przedstawiciele CSW.

Tęcza została rozebrana w sierpniu 2015 roku. Decyzję o jej demontażu podjęła artystka oraz instytucje zaangażowane w projekt. Od tamtego czasu stanowi część kolekcji oraz własność CSW.

"Próba zastrzeżenia tęczy jest absurdalna"

Homokomando odpowiada na oświadczenie CSW wpisem w mediach społecznościowych. Jak piszą aktywiści, rozmawiali oni z autorką instalacji o jej przywróceniu. Ale rozmowy skończyły się fiaskiem.

"Wójcik odmówiła zgody na jakąkolwiek instalację w kształcie tęczy, która miałaby zostać zaprojektowana przez dowolną inną osobę, a także odmówiła ponownego wykorzystania jej instalacji" - relacjonują.

Ich zdaniem, kwiatowa instalacja autorstwa Julity Wójcik jest utworem w świetle prawa autorskiego, ale tęcza oraz jej idea już temu prawu nie podlegają. Przekonują, że jako abstrakcyjny koncept tęcza może być wyrażana przez artystów na tysiące różnych sposobów.

"Próba zastrzeżenia jej - jest absurdalna. Czy, gdyby Julita Wójcik zaprojektowała krzyż - to w Polsce byłby zakaz stawiania krzyży? I czy Julita Wójcik pytała o zgodę twórcę idei sześciokolorowej tęczy - Gilberta Bakera? No jasne że nie - bo nie musiała, i my też nie musimy" - twierdzi Homokomando.

Aktywiści dodają, że Plac Zbawiciela jest przestrzenią wspólną i mieszkańcy mają prawo o niej decydować.

Ogródki na Placu Zbawiciela w Warszawie
Ogródki na Placu Zbawiciela w Warszawie
Źródło zdjęcia: Albert Zawada/PAP

Kolorowa rabata zamiast instalacji artystycznej

Rzeczniczka stołecznego ratusza przekazała nam, że urzędnicy szukali alternatywnych rozwiązań, ale wszystkie propozycje nie spotkały się z akceptacją autora projektu do budżetu obywatelskiego.

- Po analizie różnych opcji, także pod kątem finansowym, praktycznym, funkcjonalnym i prawnym, zdecydowaliśmy się na symbolikę z wykorzystaniem żywych roślin i kwiatów - powstał na placu symboliczny kwietnik w tęczowych barwach - informuje rzeczniczka.

I dodaje, że urząd miasta ma świadomość, że taka realizacja "nie usatysfakcjonuje osób zaangażowanych w pierwotny projekt z budżetu obywatelskiego". - Jeśli ta propozycja będzie dobrze przyjęta przez mieszkanki i mieszkańców, jest możliwość jej rozwinięcia i wzbogacenia o nowe elementy - zapowiada.

W niedzielę po południu na Placu Zbawiciela ma odbyć się protest organizowany przez Homokomando.

Tęcza na Placu Zbawiciela

Instalacja powstała z inicjatywy Instytutu Adama Mickiewicza. Zanim w czerwcu 2012 roku pojawiła się w stolicy, stała między innymi przed siedzibą Parlamentu Europejskiego w Brukseli podczas polskiej prezydencji w Radzie UE.

Pod tęczą odbywały się demonstracje - zarówno żądających jej usunięcia, jak i domagających się jej pozostawienia. Była też siedmiokrotnie podpalana, m.in. podczas marszu narodowców w 2013 roku. W odbudowanej wersji była wyposażona w zraszacz, który miał zapobiec podpaleniom.

Płonąca tęcza na Placu Zbawiciela w 2013 roku
Płonąca tęcza na Placu Zbawiciela w 2013 roku
Źródło zdjęcia: Max Pollo / warszawa@tvn.pl
Źródło: tvnwarszawa.pl
Czytaj także: