Masz subskrypcję?
Niedziela, 31 maja godzina 10 rano. Na terenie "Zieleniaka" przy ulicy Grójeckiej 97 na Ochocie w Warszawie trudno przecisnąć się między stolikami, wieszakami i pudłami, w których porozkładane są książki, ubrania i lampy sprzed dekad.
"Takie perełki znikają w pięć minut"
Ktoś, omijając stoiska, biegnie w stronę charakterystycznego krzesła z PRL-u, bo chwilę wcześniej usłyszał, że "takie perełki znikają w pięć minut".
Obok młoda kobieta targuje się o cenę klocków dla dziecka. W pobliżu słychać też: "pani kochana, teraz to wszystkie rzeczy robione w Chinach" i "te buty to naprawdę świetne, niech mi pani wierzy".
Jedni przyszli tu zrobić porządki w piwnicach i szafach. Inni szukają rzeczy z duszą - lamp, zabawek pamiętających lata 90. albo kaset magnetofonowych czy winyli.
Tradycja wyprzedaży garażowych wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych, gdzie od dziesięcioleci mieszkańcy wyprzedawali niepotrzebne przedmioty na własnych podjazdach lub w garażach.
W Warszawie garażówki, choć rozwinęły się stosunkowo niedawno, mają własną mapę, stałych bywalców i coroczny kalendarz. Od kilku lat wiosną i latem odbywają się niemal w każdej dzielnicy - od Pragi Południe i Żoliborza po Ochotę, Ursynów i Wawer. Organizują je domy kultury, urzędy dzielnicowe, sąsiedzkie inicjatywy, kawiarnie, fundacje, ale też sami mieszkańcy.
W stolicy na stałe zagościły po 2010 roku, kiedy latem zaczęły pojawiać się pierwsze inicjatywy w lokalach nad Wisłą.
"Młoda uczy się targować"
Tomek na niedzielnej garażówce pojawia się z córką. Reporter tvnwarszawa.pl Mateusz Mżyk spotyka rodzinę, gdy ośmiolatka kupuje zabawki na stoisku swojego rówieśnika Stasia. Każda rzecz po dwa złote.
Dziewczynka wybiera cztery zabawki. Mama Stasia sugeruje, żeby dobrała piątą.
- Wyjdzie równe 10 złotych - przekonuje.