"Lot na granicy realizacji" - tak transport medyczny z Podlasia do Warszawy określa pilot policyjnego śmigłowca Robert Sitek. W środę na pokład jego śmigłowca miały trafić płuca i serce, których pilnie potrzebowali pacjenci na Górnym Śląsku. Planów o mało co nie pokrzyżowała pogoda.
Czytaj też: Dzięki policyjnej eskorcie chora dziewczynka szybko dotarła do szpitala
Policjanci, żołnierze i ratownicy medyczni w "sztafecie życia"
Policyjny Mi-8 wyruszył w środę wieczorem na Podlasie po odbiór narządów do przeszczepu. Z powodu nagłego załamania pogody - między innymi gęstej mgły i nisko zawieszonych chmur - śmigłowiec nie mógł wylądować w zaplanowanym miejscu. Dlatego piloci byli zmuszeni znaleźć nowe miejsce. Wylądowali w pobliżu stacji benzynowej koło Zambrowa (woj. podlaskie), tuż przy trasie ekspresowej S8.
- To miał być łatwy lot, a okazał się trudny, skomplikowany i na granicy realizacji - relacjonuje inspektor pilot Robert Sitek. W porozumieniu z ratownikami na 10 minut przed przyjazdem ambulansu policjant, by nie tracić czasu, włączył maszynę, by była gotowa do odlotu od razu po przekazaniu organów.
Czytaj też: Ma niecałe trzy miesiące, "w stanie zagrożenia zdrowotnego" potrzebował pilnego transportu. Pomogło wojsko
Śmigłowiec wylądował później - już z narządami na pokładzie - na lotnisku w Modlinie pod Warszawą. Tam w gotowości czekała załoga wojskowego samolotu CASA C-295. Żołnierze odebrali od policjantów "przesyłkę" i ruszyli w dalszą drogę na Górny Śląsk. W końcu maszyna wylądowała na lotnisku w Pyrzowicach, skąd organy do szpitala w Zabrzu zabrała już karetka.
Pacjent w krytycznym stanie czekał na serce. "To był naprawdę stresujący czas"
- Byłam cały czas w kontakcie z dowódcą policyjnego śmigłowca i wojskowego samolotu. Już sama nie wiem, ile telefonów wykonałam tego wieczoru, by wszystko zagrało i ładunek z sercem dla 42-letniego mężczyzny, który w stanie krytycznym pilnie potrzebował nowego organu oraz płucami dla 56-latka z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP), trafił jak najszybciej na blok operacyjny - podkreśliła cytowana w komunikacie policji Bogumiła Król, koordynator ds. transplantacji Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. - Niewiele brakowało, by pogoda przeszkodziła nam już na pierwszym etapie planowanego transportu lotniczego - zaznaczyła.
Lekarka podkreśliła, że niew po kilku godzinach od otrzymania narządów obie operacje zakończyły się sukcesem. - Wszystko przebiegło zgodnie z planem a pacjenci z przeszczepionymi organami są obecnie pod czujnym okiem naszych lekarzy - dodała.
Loty ratujące życie
Jak poinformowała w komunikacie policja, policyjni lotnicy w ostatnich dwóch latach pomogli 30 pacjentom w całym kraju, którzy potrzebowali przeszczepu. Śmigłowce wylatywały na przykład z sercem, wątrobą, płucami czy trzustką.
W środę rano inny tego typu lot wykonywali policjanci w województwie świętokrzyskim. Na pokład helikoptera trafiły płuca dla 65-letniej pacjentki Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie. Do śmigłowca weszli także kardiochirurdzy, którzy monitorowali stan organu.
Czytaj też: Najpierw serce, potem nerka. Pacjentka otrzymała dwa organy od tego samego dawcy
"Po 45 minutach od startu z lądowiska przy szpitalu w województwie świętokrzyskim cenny ładunek dostarczony został do warszawskiego szpitala przy ul. Wołoskiej. Tu już lekarze przygotowywali do operacji pacjentkę z niewydolnością płuc" - czytamy w komunikacie.
- Sprawne działania logistyczne skróciły tak zwany czas "zimnego niedokrwienia narządu", co jednocześnie dało nam więcej czasu na sam zabieg operacyjny. Zabieg przebiegł bezproblemowo, pacjent dochodzi do siebie pod opieką lekarzy, pielęgniarek i innych specjalistów - podkreślił cytowany w komunikacie policji profesor Piotr Suwalski, kierownik Kliniki Kardiochirurgii i Transplantologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA.
Autorka/Autor: bp/ec
Źródło: policja.pl
Źródło zdjęcia głównego: policja