TVN24 | Łódź

Po "skoku stulecia" zniknął, nazywali go "duchem". Po blisko sześciu latach skończył się jego proces

TVN24 | Łódź

Autor:
bż/gp
Źródło:
TVN24 Łódź
Proces się zakończył, strony wygłosiły mowy końcoweTVN24 Łódź
wideo 2/4
TVN24 ŁódźProces się zakończył, strony wygłosiły mowy końcowe

Przed łódzkim sądem okręgowym zakończył się proces Grzegorza Łuczaka, oskarżonego o udział w grupie przestępczej odpowiedzialnej za kradzież blisko ośmiu milionów złotych w Swarzędzu (woj. wielkopolskie). Członkowie tej grupy - w tym fałszywy konwojent - są już prawomocnie skazani, niektórzy wyszli na wolność. 

Grzegorz Łuczak (zgodził się na pokazywanie wizerunku i podawanie danych osobowych) w 2015 roku był wiceprezesem firmy ochroniarskiej Servo. Zniknął we wrześniu 2015 roku, dwa miesiące po kradzieży . Ukrywał się na tyle skutecznie, że wiele osób badających sprawę poważnie brało pod uwagę, że nie żyje. Niektórzy policjanci zajmujący się sprawą zaczęli nazywać go "duchem".

Prokurator: kara musi być surowa

Łuczak został zatrzymany w 2017 roku na Ukrainie. Oskarżono go o "udział w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu popełnienie przestępstwa przywłaszczenia w dniu 10 lipca 2015 r. w Swarzędzu, wspólnie i w porozumieniu z czterema innymi osobami, pieniędzy w kwocie 7 mln 700 tys. zł, stanowiących mienie znacznej wartości oraz innego mienia na szkodę banku PKO BP".

SEKRETY "SKOKU STULECIA". ZOBACZ MATERIAŁ REPORTERÓW "SUPERWIZJERA" TVN >>>

W poniedziałek na sali rozpraw sąd wysłuchał mów końcowych. Autor aktu oskarżenia, prokurator Łukasz Biela domagał się siedmiu lat więzienia dla Łuczaka. Wskazywał, że "wyrok musi być surowy i sprawiedliwy". W swoim finalnym wystąpieniu przed Sądem Okręgowym w Łodzi podkreślał, że do ustalenia prawdziwej roli byłego wiceprezesa "Servo" przyczyniły się zeznania innego ze skazanych, Adama K. 

- To on wskazał rolę Grzegorza Łuczaka, wskazał go jako pomysłodawcę kradzieży. To oni dwaj zostali nagrani przez monitoring w łódzkim sklepie, kiedy kupowali telefony, które potem wykorzystano w czasie akcji – mówił Biela.

Są świadkowie, są dowody, brak łupu. Gdzie podziały się pieniądze ze skoku stulecia?Kto ukrył miliony skradzione przez fałszywego konwojenta w tak zwanym skoku stulecia i gdzie one są? Czy jeden ze skazanych może chcieć je już wkrótce odzyskać? Reporterzy "Superwizjera" dotarli do nowych dokumentów i świadka, który nie był przesłuchany. Fakty TVN

Wskazywał, że Łuczak ukrywał się za granicą. Po tym, jak wpadł, składał - w opinii prokuratora - wyjaśnienia pasujące do ustaleń ujawnionych publicznie podczas procesu jego kompanów.

- Wyjaśnienia były złożone w momencie, kiedy w gąszcz nieprawdy wmieszane zostały prawdziwe aspekty. Gdyby Łuczak wpadł wcześniej, jego tłumaczenia wyglądałyby zupełnie inaczej – mówił prokurator.

OGLĄDAJ TVN24 NA ŻYWO W TVN24 GO>>>

Obrońca: tylko jeden człowiek obciążał rzekomego "architekta"

Mecenas Jarosław Masłowski, obrońca Łuczaka wskazywał z kolei, że jego rola jako obrońcy jest "niewykonalna". Dlaczego? Bo, jak tłumaczył prawnik w mowie końcowej, narracja prokuratury została oparta o wiedzę pozyskaną przez prokuraturę od Adama K., który już - jako osoba współpracująca ze śledczymi - wyszedł zza krat.

- Obrona na żadnym etapie nie mogła sprawdzić niczego, co dotyczyło tego człowieka. A mówimy o człowieku, którego wyjaśnienia są sprzeczne z tym, co o przebiegu zdarzenia i roli poszczególnych uczestników mówili pozostali członkowie grupy – mówił mec. Masłowski.

Przypominał, że tylko wspomniany Adam K. mówił o jakimkolwiek udziale Grzegorza Łuczaka w przestępstwie. 

- Nie potwierdzono udziału mojego klienta w przestępstwie inaczej, niż cytując zeznania innego oskarżonego. Procedura jest jednak taka, że tylko kategoryczne dowody dają podstawy do sprawiedliwego wyroku – mówił mecenas.

"Prokuratorska klęska"

Mecenas Maciej Trociński, pełnomocnik okradzionej firmy ochroniarskiej "Servo" przyłączył się do stanowiska prokuratury. Zaznaczył, że kradzież doprowadziła do tarapatów firmę ochroniarską i odbiła się na życiu wielu jej pracowników. 

Jarosław Kur, prezes okradzionej firmy przypominał z kolei, że chociaż od kradzieży minęło sześć lat, to śledczy do tej pory nie odzyskali skradzionych pieniędzy (zabezpieczono ledwie około 300 tysięcy).

"Sekrety skoku stulecia" - pierwsza część reportażu04.05 | O skoku stulecia z 2015 roku mówiła cała Polska. Fikcyjna tożsamość, fałszywy konwojent i prawie osiem milionów złotych łupu. Złapanie i osądzenie złodziei odpowiedzialnych za to przestępstwo miało być wielkim sukcesem prokuratury. Reporterzy "Superwizjera" dotarli jednak do materiałów i nigdy nie przesłuchanych świadków, którzy rzucają zupełnie inne światło na tę sprawę. Superwizjer TVN

Kur bardzo krytycznie ocenia zaangażowanie prokuratury. Wskazuje, że była bierna: jego zdaniem zadowoliła się wersją składaną przez Adama K. i ignorowała wszystkie aspekty, które do tej wersji nie pasowały.

- Do zatrzymań w znacznej mierze przyczyniliśmy się sami. Prokuratura nie zrobiła nic, żeby zabezpieczyć skradzione środki. Była głucha na mnóstwo zgłaszanych przez nas wątków. Ta sprawa to jest klęska prokuratury i - przy okazji - wszystkich pracowników firmy, którą reprezentuję – zaznaczył Kur.

Wyrok w tej sprawie zostanie odczytany 24 czerwca. 

Proces w Łodzi

Akt oskarżenia w tej sprawie pierwotnie był skierowany przez śledczych do Sądu Okręgowego w Poznaniu. Tamtejsi sędziowie złożyli jednak wniosek o przekazanie sprawy do Łodzi. Sąd Apelacyjny w Poznaniu przychylił się do tego stanowiska.

Rzeczniczka Sądu Apelacyjnego w Poznaniu sędzia Elżbieta Fijałkowska tłumaczyła, że "na taką decyzję miała wpływ ekonomika procesowa". - Z 24 świadków, zawnioskowanych do bezpośredniego przesłuchania w sądzie, 21 zamieszkuje na terenie województwa łódzkiego – podkreśliła.

Postępowanie w sprawie skoku stulecia prowadziła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu, która już w sierpniu 2016 roku skierowała (także początkowo do Sądu Okręgowego w Poznaniu) akt oskarżenia przeciwko sześciu osobom biorącym udział w tym przestępstwie. Ponieważ Grzegorz Łuczak ukrywał się, jego sprawa została wyłączona do odrębnego postępowania.

Skazani

Sekrety skoku stulecia. Druga część reportażu "Superwizjera"04.05 | O skoku stulecia z 2015 roku mówiła cała Polska. Fikcyjna tożsamość, fałszywy konwojent i prawie osiem milionów złotych łupu. Złapanie i osądzenie złodziei odpowiedzialnych za to przestępstwo miało być wielkim sukcesem prokuratury. Reporterzy "Superwizjera" dotarli jednak do materiałów i nigdy nie przesłuchanych świadków, którzy rzucają zupełnie inne światło na tę sprawę. Superwizjer TVN

Prawomocnie skazane za skok z 2015 roku jest sześć osób. Cztery z nich za udział w zorganizowanej grupie przestępczej i przywłaszczenie mienia o znacznej wartości. Byli to Dariusz D. i Adam K., u którego miało dojść do podziału łupu, Marek K., który miał brać udział w opracowaniu planu napadu i ubezpieczać przewożenie pieniędzy, oraz konwojent Krzysztof W.

Ten ostatni, przygotowując się do akcji, zmienił wygląd: ogolił głowę i zapuścił brodę, zażywał też środki, które sprawiły, że przybrał na wadze. Zatrudniając się w firmie ochroniarskiej, podał fałszywe dane osobowe. Dwie pozostałe osoby, tj. Agnieszka K. i Wojciech M., miały pomagać w ukryciu zrabowanych pieniędzy i wpłacić na założone konto w jednym z banków 250 tys. zł. Pieniądze miał im dać Adam K.

"DWIE TWARZE DUCHA". CZYTAJ REPORTAŻ O KRZYSZTOFIE W. >>>

Wyrok w tej sprawie Sąd Okręgowy w Łodzi wydał w lipcu 2017 roku. Uznał oskarżonych za winnych przywłaszczenia ostatecznie ponad 7,7 mln zł i skazał b. konwojenta Krzysztofa W. na 8 lat i 2 miesiące więzienia, Marka K. na 7 lat pozbawienia wolności, Adama K. na 6 lat i 2 miesięcy więzienia, a Dariusza D. – na 6 lat pozbawienia wolności. Oskarżeni ukarani zostali również m.in. grzywnami w wysokości od 5 do 15 tys. zł. Sąd nakazał im także solidarnie naprawić szkodę. Wyrok w tej sprawie jest już prawomocny.

Adam K. i Dariusz D. w tym roku opuścili celę po odsiedzeniu 3,5 roku więzienia. Dlaczego? Bo Sąd Najwyższy uwzględnił kasację obrony, która wskazywała, że skazani - jako osoby współpracujące ze śledczymi - powinny mieć orzeczone nadzwyczajne złagodzenie kary.

Wyrok zapadnie w łódzkim sądzie okręgowym

Autor:bż/gp

Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: Policja w Poznaniu