"Zadzwonicie na psy, to te samochody idą z dymem". Zuchwały napad, sprawca na wolności

TVN24

tvn24Przebieg zdarzenia zarejestrował monitoring

Był zamaskowany, w ręku trzymał coś, co wyglądało jak broń. Sterroryzował pracowników i wybiegł z gotówką. Policja szuka sprawcy, a właściciele okradzionej stacji benzynowej pokazują film z napadu i oferują nagrodę - wyższą niż łup sprawcy.

Tej nocy na stacji benzynowej w Zakrzewie pod Włocławkiem (woj. kujawsko-pomorskie) pracowali we dwoje. Klientami byli kierowcy jadący drogą krajową nr 265, pomiędzy Gostyninem a Baruchowem.

Było po godzinie piątej, kiedy do sklepu wszedł ubrany na czarno, zamaskowany mężczyzna. Podszedł do pracownika i zaczął wygrażać mu bronią.

- ... bo inaczej kulka w łeb! - te słowa napastnika zarejestrował monitoring zainstalowany na stacji.

Na filmie udostępnionym nam przez okradzionego przedsiębiorce widać dokładnie, co działo się potem.

- Już, już! Wszystko dajemy - mówi zdenerwowana kobieta, która szybko podbiega do kasy.

Wyjmuje z niej gotówkę. Napastnik każde pracownikowi stacji schować łup do torby. Potem zaczyna pytać, czy na stacji jest sejf. Wystraszeni pracownicy nie odpowiadają. Napastnik nerwowo ponawia pytanie.

- Nie, nie mamy tu sejfu - odpowiada pracownik.

Zamaskowany mężczyzna zabiera potem torbę z pieniędzmi i kieruje się do wyjścia. Zanim jednak wyszedł, skierował coś, co przypomina pistolet w stronę stojących nieruchomo pracowników.

- Ostrzegam! Jak zadzwonicie na psy, to te samochody idą z dymem - groził. Zdaniem właściciela stacji miał na myśli samochody stojące na stacji.

Na wolności

Do napadu doszło 31 marca. Do teraz sprawca jest na wolności.

- Prosimy wszystkie osoby, które mogą mieć wiedzę na temat sprawcy zdarzenia o kontakt z policją - apeluje nadkomisarz Joanna Seligowska-Ostatek z policji we Włocławku.

Artur Kandarian, prezes spółki Petrokan Polska, która jest właścicielem okradzionej stacji benzynowej oferuje 5 tys. złotych nagrody za pomoc w schwytaniu sprawcy.

- To więcej, niż nam ukradziono. Ale tu nie chodzi o pieniądze, tylko zasady. Zatrudniam ludzi, którzy muszą czuć się bezpiecznie. Osoby, które chcą to bezpieczeństwo zniszczyć, odpowiedzą za swoje czyny - podkreśla.

Dodaje, że - według jego wiedzy - w regionie doszło ostatnio do kilku podobnych "skoków".

- Być może za kradzieżami stoją ci sami ludzie. Dlatego publikuję film z monitoringu. Schwytanie przestępców może uratować pracowników innych stacji - kończy Kandarian.

Do napadu doszło 31 marca
TVN24 Łódź

Autor: bż, eŁKa/gp / Źródło: tvn24