Wojna w Afganistanie

Wojna w Afganistanie

W samobójczym ataku bombowym w pobliżu akademii wojskowej w stolicy Afganistanu zginęło co najmniej 6 osób, a 12 zostało rannych - poinformował rzecznik afgańskiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Talibowie nie przyznali się do przeprowadzenia zamachu.

Od siedmiu do dziesięciu dni miałoby potrwać tymczasowe zawieszenie broni w Afganistanie, które Stanom Zjednoczonym zaproponowali talibowie - poinformowały w czwartek agencje, powołując się na anonimowe źródła.

Sześć osób zginęło w środę w ataku na samochód japońskiej organizacji pozarządowej działającej w Afganistanie - poinformowały władze prowincji Nangarhar. Oprócz pięciu Afgańczyków w zamachu zginął japoński lekarz Tetsu Nakamura, który od 10 lat pracował w Afganistanie w misji medycznej i był honorowym obywatelem tego kraju.

Afgańscy talibowie zadeklarowali gotowość do wznowienia rozmów pokojowych z USA. Oświadczenie padło dzień po niespodziewanej wizycie prezydenta Donalda Trumpa w Afganistanie, gdzie odwiedził amerykańskich żołnierzy. Trump wyraził przekonanie, że Taliban zgodzi się na rozejm.

Kilka eksplozji wstrząsnęło w piątek meczetem w afgańskiej prowincji Nangarhar. Do ataku doszło w trakcie modłów. Zginęły co najmniej 62 osoby, a ponad 100 zostało rannych. Wśród ofiar są dzieci. Na razie nikt nie przyznał się do zamachu.

85 cywilów zginęło, a ponad 370 zostało rannych - to krwawy bilans przemocy związanej z wrześniowymi wyborami prezydenckimi w Afganistanie. Większość z tych osób to ofiary talibów, którzy zaatakowali kilka lokali wyborczych, próbując utrudniać głosowanie.

Delegacja afgańskich talibów spotkała się w stolicy Pakistanu ze specjalnym wysłannikiem USA Zalmayem Khalilzadem - poinformowała agencja Reutera, powołując się na dwa pakistańskie źródła. W czwartek talibowie spotkali się w Islamabadzie z szefem pakistańskiej dyplomacji Mehmoodem Qureshim.

Zakończyły się wybory prezydenckie w Afganistanie. Głosowaniu towarzyszyły liczne skargi na nieprawidłowości, niska frekwencja oraz kilka zamachów talibów, w których według władz zginęły co najmniej trzy osoby, a 24 zostały ranne. Uprawnionych do głosowania było dziewięć milionów obywateli.

Prezydent USA nie pozostawia wątpliwości - po zamachu bombowym w Kabulu nie ma zamiaru siadać do rozmów z afgańskimi talibami. Donald Trump przyznał, że pomysł odwołania zaplanowanego na niedzielę spotkania z radykałami i przedstawicielami władz Afganistanu wyszedł wyłącznie od niego. - Te rozmowy są martwe - ocenił we wtorek Trump.

Rozmowy z talibami coraz bardziej przypominały sytuację, w której "wróg negocjuje wycofanie wojsk USA, przygotowując się do całkowitego zwycięstwa militarnego" - ocenia "Wall Street Journal". Amerykański dziennik, chwaląc decyzję o zawieszeniu rozmów z talibami, pisze, że projekt porozumienia z afgańskimi talibami był niepokojący, bo wyglądał raczej jak uzasadnienie wycofania wojsk USA z Afganistanu niż jak umowa na rzecz pokoju.

Decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa o odwołaniu rozmów pokojowych z przywódcami talibów spowoduje poniesienie przez Stany Zjednoczone dalszych strat ludzkich i materialnych - oświadczył przedstawiciel talibów.

Prezydent Donald Trump odwołał spotkanie z przywódcami talibów zaplanowane na niedzielę. Miało ono być poświęcone zakończeniu konfliktu, który trwa w Afganistanie od 18 lat. Trump podjął decyzję o odwołaniu spotkania po zamachu, do jakiego doszło w Kabulu. Prezydent USA planował także spotkanie z prezydentem Afganistanu Aszrafem Ghanim.

W czwartek w Kabulu zamachowiec samobójca zdetonował ładunki wybuchowe umieszczone w samochodzie w dzielnicy dyplomatycznej, gdzie znajduje się między innymi ambasada USA i misja NATO. W zamachu zginęło dwóch żołnierzy, amerykański i rumuński - poinformowała w komunikacie dowodzona przez Sojusz Północnoatlantycki misja Resolute Support. Życie straciło też co najmniej 10 cywilów. Do ataku przyznali się talibowie.