Armenia

Armenia

Ministerstwo obrony Azerbejdżanu poinformowało we wtorek, że uzgodniło z separatystami w Górskim Karabachu ogłoszenie rozejmu. Ma on zakończyć czterodniowe walki, w następstwie których zginęły 64 osoby. Przedstawiciel Karabachu potwierdził zawarcie rozejmu.

Konflikt o Górski Karabach nie został zażegnany. Ormiańskie agencje donoszą o nowych atakach na pozycje żołnierzy ze strony wojsk azerbejdżańskich, które w niedzielę ogłosiły "jednostronny rozejm". Media w Baku informują z kolei o prowokacjach ze strony Erywania. Władze Rosji apelują o "dialog i kompromis". ONZ szacuje, że w walkach o sporną enklawę, które wybuchły 2 marca, zginęły już 33 osoby, a ponad 200 zostało rannych.

Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan oświadczył w niedzielę, że Turcja popiera w pełni Azerbejdżan w konflikcie z Armenią o ormiańską enklawę Górski Karabach, w rejonie której wybuchły walki między wojskami obu krajów.

Ministerstwo obrony Azerbejdżanu ogłosiło w niedzielę "jednostronny rozejm" w walkach, które wybuchły w nocy z piątku na sobotę w rejonie ormiańskiej enklawy Górski Karabach. Zginęło w nich co najmniej 30 żołnierzy azerbejdżańskich i armeńskich. Władze separatystycznego regionu twierdzą jednak, że w kilku jego miejscach wymiana ognia trwa także w niedzielę.

Armenia zakupi rosyjską broń, za pieniądze z Moskwy, przyznane na kredyt - poinformowała agencja Rosbalt. Armenia jest sojusznikiem Rosji na Kaukazie Południowym. Rosjanie są obecni w tym kraju militarnie i gospodarczo.

Cztery tysiące osób demonstrowały w poniedziałek w Erywaniu, stolicy Armenii, aby zaprotestować przeciwko reformie konstytucyjnej zmieniającej ustrój prezydencki na parlamentarno-gabinetowy. Armeńczycy opowiedzieli się w niedzielę w referendum za tą zmianą.

Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow przestrzegł Zachód przed próbą wzniecania "kolorowej rewolucji" w Armenii. W kraju tym od kilkunastu dni młodzi ludzie protestują przeciw rządowym planom zwiększenia opłat za energię elektryczną.

"Władze Armenii nie spełniły ani jednego postulatu protestujących. Walka aktywistów nabiera innego wymiaru" - informuje portal armeńskiej agencji Panarmenian. Manifestanci protestują na ulicach Erywania od 19 czerwca, żądając wycofania się rządu z planów podwyżek cen prądu. We wtorek prezydent Serż Sarkisjan zadzwonił do Władimira Putina, a amerykański dziennik "The Wall Street Journal" pisze, że "protesty w Armenii szokują Kreml".

Tysiące ludzi rozpoczynają w stolicy Armenii drugi tydzień protestów przeciwko podwyżce opłat za energię elektryczną, odrzucając proponowane przez władze rozwiązania. Przywódca zależnej od Kremla Osetii Południowej oznajmił tymczasem, że nieustępliwi demonstranci są narzędziem Zachodu, który przy ich pomocy chce podstępnie "wycisnąć" Rosję z Kaukazu.

Rząd Armenii do czasu zakończenia audytu w firmie energetycznej, należącej do Rosji, wstrzyma podwyżki cen elektryczności, które wywołały kilkudniowe demonstracje - ogłosił prezydent Serż Sarkisjan. Ocenił, że wycofanie się z podwyżek jest skrajnie ryzykowne.

Politycy w Moskwie coraz częściej krytykują akcje protestacyjne w Armenii, uzależnionej gospodarczo od Rosji. Wiceprzewodniczący komisji ds. narodowościowych w Dumie Walerij Raszkin zaproponował władzom w Erywaniu, by "wyrzuciły ambasadora USA za podżeganie do protestu". W Erywaniu manifestanci ponownie wyszli na ulice, domagając się obniżek cen prądu. Szef ormiańskiej spółki energetycznej udał się na konsultację do Rosji. Więcej w "Faktach z zagranicy" o godz. 20 w TVN24 Biznes i Świat.