Zadzwoniła na pogotowie i uratowała nowo narodzonego brata. Ania ma dopiero 10 lat

TVN24

Pod wrażeniem 10-latki byli policjanci i ratownicytvn24
wideo 2/2

Policjanci i ratownicy medyczni nie mogą wyjść z podziwu. Dzielna 10-latka, gdy jej mama zaczęła przedwcześnie rodzić, zawiadomiła służby, udzielała mamie pomocy, a gdy jej braciszek przyszedł na świat i nie oddychał, udzieliła mu pierwszej pomocy.

- Takim opanowaniem nie wykazałby się niejeden dorosły – chwali małą bohaterkę asp. sztab. Irena Kornicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. To policja nagłośniła sprawę 10-latki, która miała uratować swojego nowo narodzonego brata.

Zaczęła krwawić, a potem rodzić

W środę przed godz. 10 rano mama dziewczynki, która była w 29. tygodniu ciąży poczuła się słabo. Poprosiła córkę, by ta zadzwoniła po pogotowie. Dziewczynka wykonała telefon i ze spokojem udzieliła wszystkich koniecznych informacji.

Gdy karetka jechała już na miejsce, mama zaczęła nagle krwawić i rodzić. Jej córka wspierała ją, a gdy noworodek urodził się, kobieta poprosiła, by sprawdziła, czy oddycha. Okazało się, że nie daje znaku życia, więc 10-latka zaczęła udzielać braciszkowi pierwszej pomocy. Kontynuowała aż do przyjazdu pogotowia.

- Policjanci otrzymali informację, że w jednym z mieszkań znajdującym się na ich terenie kobieta urodziła dziecko, musi być przetransportowana do szpitala a w lokalu pozostaną dwie małoletnie dziewczynki bez opieki – opowiada Kornicz.

Wcześniak jest w stabilnym stanie

Pod wskazanym adresem funkcjonariusze zastali 10-latkę, która opiekowała się 4-letnią siostrą. Zostali z nią w oczekiwaniu na przyjazd babci. O emocjonujących chwilach dziewczynka opowiedziała policjantom.

- Zapytana przez policjantów skąd wiedziała jak się zachować, oświadczyła, że w szkole uczyła się numerów alarmowych i jak udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej – mówi Kornicz.

Jak się okazało, historia ma szczęśliwe zakończenie. Noworodek przebywa w szpitalu, jego stan jest stabilny. - Waży 1400 gram. Jest w inkubatorze i musimy wspomagać pracę jego płuc - powiedziała nam Bogna Bartkiewicz, rzecznik szpitala na Pomorzanach w Szczecinie. Prawdopodobnie będzie musiał zostać w szpitalu cztery tygodnie.

- Gdy policjanci rozmawiali z mamą Ani, powiedziała, że jest dumna z córki i, gdy o tym mówi, to ma łzy w oczach - dodaje Kornicz.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: eŁKa/gp / Źródło: tvn24