Polska

Kiszczak "nie wie, co się dzieje na sali"

Polska


We wtorek nie ruszył piąty już proces byłego szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka oskarżonego o przyczynienie się do śmierci 9 górników z kopalni "Wujek". Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że poczeka na opinię lekarzy, czy 86-letni Kiszczak może być sądzony i odroczył sprawę do 15 marca.

Pełnomocnik górników z "Wujka" mec. Maciej Bednarkiewicz wniósł, by sprawę odroczyć z uwagi na zarządzenie przez sąd badań lekarskich - skoro nie wiadomo, czy Kiszczak może być sądzony. Adwokat Kiszczaka mec. Grzegorz Majewski poparł ten wniosek i zaproponował, aby dopiero po opinii lekarzy podjąć decyzję w sprawie procesu. Majewski powiedział, że od 20 lat badania lekarskie pokazują zaawansowanie chorób Kiszczaka oraz "niemożność uczestnictwa w procesie". Według obrony nasiliły się objawy neurologiczne wraz z utratą słuchu; jest też podejrzenie choroby Alzheimera.

Poczekamy

Sąd odroczył sprawę do 15 marca, a także na wniosek obrony, zarządził niedawno nowe badania lekarskie Kiszczaka. Wkrótce ma być on zbadany w Zakładzie Medycyny Sądowej. Z powodu złego zdrowia Kiszczak może brać udział w rozprawie nie dłużej niż dwie godziny dziennie. Sądowi mówił, że "nie wie, co się dzieje na sali". Mec. Majewski nie chciał w rozmowie z dziennikarzami przesądzić, czy Kiszczak nie jest w ogóle zdolny do udziału w procesie.

Jak powiedział mec. Bednarkiewicz, gdyby lekarze wydali opinię, iż Kiszczak nie może być sądzony, to ją przeanalizuje. Przypomniał, że kilkanaście lat temu uznali niezdolność Kiszczaka do procesu, a potem się z tego wycofali. Według niego "ten proces nie powinien się tak zakończyć". - Wydaje mi się, że oskarżony ma świadomość, co się dzieje - dodał adwokat.

Także prok. Zbigniew Zięba uważa, że w zależności od wydanej opinii, biegłych lekarzy trzeba byłoby przesłuchać przed sądem.

Kolejny raz

W poniedziałek proces nie ruszył z powodu nieobecności mec. Majewskiego, ukaranego przez sąd 5 tys. zł grzywny za nieusprawiedliwioną nieobecność. We wtorek adwokat przeprosił sąd; wyjaśnił, że był to wynik błędu pracownika jego kancelarii. Wniósł o uchylenie nałożonej kary, do czego sąd się przychylił. Sąd podkreślił, że wprawdzie adwokat odpowiada za swego pracownika, ale uznał, iż wobec wniosku o odroczenie sprawy tok postępowania nie został zakłócony nieobecnością adwokata.

Katowicka prokuratura oskarżyła Kiszczaka, że umyślnie sprowadził "powszechne niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia ludzi", wysyłając jako szef MSW 13 grudnia 1981 r. szyfrogram do jednostek milicji, mających m.in. pacyfikować zakłady strajkujące po wprowadzeniu stanu wojennego. Zdaniem prokuratury, bez podstawy prawnej Kiszczak przekazał w nim dowódcom "oddziałów zwartych" MO swe uprawnienia do wydania rozkazu użycia broni przez te oddziały - co miało być podstawą działań plutonu specjalnego ZOMO, który 15 i 16 grudnia strzelał w kopalniach "Manifest Lipcowy" i "Wujek".

Górnicy z "Wujka" zastrajkowali 13 grudnia 1981 r., domagając się m.in. zniesienia stanu wojennego i zwolnienia internowanych. 16 grudnia doszło do starć górników z zomowcami, którzy wdarli się na teren kopalni. Od ich strzałów na miejscu zginęło sześciu górników, siódmy zmarł kilka godzin później, a dwóch - w styczniu 1982 r.

Ciągle chory

Sprawę Kiszczaka wyłączono w 1993 r., z powodu złego stanu jego zdrowia, z katowickiego procesu zomowców, w którym po kilku procesach zapadły ostateczne wyroki skazujące ich na kary od 3,5 roku do 6 lat więzienia. Sąd Najwyższy, utrzymując w 2009 r. wyroki skazujące, podkreślał, że użyli oni broni bezprawnie, gdyż nie byli w bezpośrednim zwarciu z górnikami, a ich życiu nie groziło niebezpieczeństwo.

Kiszczak, któremu grozi do 8 lat więzienia, nie przyznaje się do zarzutu. Twierdzi, że zakazał użycia broni w "Wujku", gdy zwracał się o to do niego szef MO na Śląsku oraz nakazał wycofanie MO i wojska z kopalni. Mówił, że strzały jednak padły, a milicjanci strzelali "spontanicznie, w obronie własnej".

Pierwszy proces Kiszczaka ruszył w 1994 r. W 1996 r. SO uniewinnił go. W 2004 r. skazał na 2 lata więzienia w zawieszeniu. W 2008 r. SO umorzył sprawę z powodu przedawnienia. W 2011 r. ponownie go uniewinnił. Wszystkie te wyroki uchylał potem Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Źródło: PAP

Pozostałe wiadomości