Polska

20-latek pobity przez Straż Miejską? Sprawę bada policja i prokuratura

Polska

Do interwencji doszło 3 października. Nagranie audio dostarczone przez poszkodowanego
Do interwencji doszło 3 października. Nagranie audio dostarczone przez poszkodowanegoTemat Szczeciniecki
wideo 2/6

Podczas interwencji straży miejskiej w Szczecinku (woj. zachodniopomorskie) młody chłopak miał zostać pobity przez funkcjonariuszy za to, że nie miał dokumentów - informuje portal "Temat Szczeciniecki". Do zdarzenia miało dojść 3 października na placu Wolności.

Redakcja portalu dostała informacje od samego poszkodowanego, który przyszedł do nich z nagraniami. - Podjechał do nas radiowóz Straży Miejskiej. Funkcjonariusze zażądali od nas dokumentów. Koledzy mieli, ja nie, ale podałem dane zgodnie z prawdą. Nie wiedzieć czemu, strażnicy zażądali, bym wsiadł do radiowozu. Wcześniej chcieli też, bym podpisał jakieś dokumenty - relacjonował 20-latek. - W czasie jazdy, niby na policję, trzykrotnie pytali mnie czy podpiszę dokumenty. Za każdym razem odpowiadałem, że nie. Wówczas używali wobec mnie miotacza gazu. Zostałem również pobity pałką i skopany. Na policję ostatecznie nie pojechaliśmy. Radiowóz zatrzymał się przy szpitalu, gdzie mnie z niego wyrzucono. Poszedłem do domu, na drugi dzień do lekarza, by zrobić obdukcję - dodaje. Interwencja strażników, którzy chcieli zabrać 20-latka spotkała się z protestami jego towarzyszy, którzy nagrali zajście telefonami komórkowymi.

Moment zatrzymania 20-latka nagrali jego znajomi
Moment zatrzymania 20-latka nagrali jego znajomiTemat Szczeciniecki

Dwie wersje

Chłopak twierdzi, że po tym, gdy trafił do radiowozu, włączył nagrywanie dźwięków w swoim telefonie. Na nagraniu, które przedstawił portalowi, słychać odgłosy szarpaniny i kilkukrotne próby nakłonienia chłopaka do podpisania dokumentów. - Jeszcze raz, ostatni raz się pytam: podpisujesz? - pyta jeden z funkcjonariuszy. - Nie - pada odpowiedź 20-latka. Następnie słychać odgłos przypominający dźwięk użycia gazu. Jak podaje portal "Temat Szczeciniecki", w raporcie z działań Straży Miejskiej zdarzenie opisane jest w następujący sposób: "W piątek (3.10) przed godz. 20 patrol podjął interwencję w stosunku do grupy osób zakłócającej spokój i porządek publiczny. Do zdarzenia doszło na placu Wolności. Najbardziej agresywny mężczyzna ubliżał strażnikowi, nie stosował się też do wydawanych poleceń. Został obezwładniony i umieszczony w radiowozie. Podczas przewożenia uderzał głową w ściany pojazdu. Mężczyzna został przewieziony do szpitala na badania".

Jak informował portal podinspektor Jacek Proć z Komendy Powiatowej Policji w Szczecinku, w sprawie prowadzone jest postępowanie. - Wcześniej przyjęliśmy od mężczyzny zgłoszenie o pobiciu przez strażników. Śledztwo znajduje się we wstępnej fazie, przesłuchani zostaną wszyscy uczestnicy jak i świadkowie tego zdarzenia. O dalszym losie śledztwa zdecyduje prokurator. Czy postawi zarzuty, to się okaże po zakończeniu wszelkich nakazanych prawem czynności - mówi policjant.

Będą konsekwencje

- Przyczyną interwencji było wezwanie strażników na interwencję przez kobietę, która twierdziła iż grupa pijanych osób, które się tam znajdują zaczepia przechodniów, wszczyna awanturę, zakłóca spokój, porządek publiczny - tłumaczył w rozmowie z TVN24 komendant Straży Miejskiej w Szczecinku Grzegorz Grondys. - Trzeba tu rozgraniczyć dwie sprawy. Jedna to przyczyny podjęcia interwencji i tego co można stosować na niej, natomiast to, co zostało zarejestrowane później, jak wynika ze zgromadzonego materiału. Nie do końca ta interwencja została przeprowadzona prawidłowo, ponieważ jeżeli już ktoś kogoś zatrzymuje, trzeba go przekazać policji - dodaje. - Jeżeli faktycznie doznał jakichkolwiek obrażeń ciała, to nie należy go zostawiać pod szpitalem - wyliczał komendant ewentualne zaniedbania. - W tym wypadku zostaną wyciągnięte konsekwencje w stosunku do interweniujących strażników - zapowiedział.

Komendant Straży Miejskiej w Szczecinku o interwencji
Komendant Straży Miejskiej w Szczecinku o interwencjitvn24

Kontrowersje wokół 20-latka

"Temat Szczeciniecki" zwraca też uwagę na inny aspekt całej sprawy. 20-latek, który miał zostać pobity przez strażników, na obdukcję zgłosił się dopiero dobę po zajściu. Lekarze stwierdzili u niego "powierzchowne urazy obejmujące liczne okolice ciała" oraz "powierzchowny uraz głowy". Chłopak nie zgodził się też na dalszą diagnostykę, a jeszcze tego samego wieczoru (tj. 3 października), wrócił do znajomych na plac Wolności - informuje portal.

Burmistrz Szczecinka, Jerzy Hardie-Douglas, zwraca też uwagę, na przeszłość 20-latka. - Interwencje wobec niego były podejmowane ponad czterdzieści razy - podkreślił.

- Można się domyślać, że nie jest to przechodzący student, który został zatrzymany z tego powodu, że zapomniał z domu dowodu osobistego - dodał.

Burmistrz Szczecinka: to nie był przypadkowy student
Burmistrz Szczecinka: to nie był przypadkowy studenttvn24

Autor: dln\mtom / Źródło: Temat Szczeciniecki, tvn24

Źródło zdjęcia głównego: Temat Szczeciniecki

Pozostałe wiadomości