Zginęło 23 górników. Po 15 latach zapadły wyroki

TVN24 | Katowice

Autor:
mag/gp
Źródło:
TVN 24 Katowice, PAP
Trzy ostatnie wyroki za katastrofę w kopalni HalembaTVN 24 Katowice
wideo 2/17
TVN 24 KatowiceTrzy ostatnie wyroki za katastrofę w kopalni Halemba

Były dyrektor kopalni Halemba, w której w 2006 roku zginęło 23 górników, został skazany na dwa lata pozbawienia wolności. Wyroki apelacyjne usłyszeli także były szef wentylacji i były naczelny inżynier zakładu.

Na dwa lata więzienia skazał w czwartek Sąd Apelacyjny w Katowicach byłego dyrektora kopalni Halemba Kazimierza D. i b. szefa działu wentylacji Marka Z. w procesie dotyczącym katastrofy, w wyniku której w 2006 r. zginęło 23 górników.

Były naczelny inżynier kopalni Jan J., który sprawował też funkcję zastępcy kierownika ruchu zakładu, został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata.

Katastrofa w Halembie była jednym z najtragiczniejszych wypadków we współczesnym polskim górnictwie. Doszło do niej podczas likwidowania ściany wydobywczej 1030 m pod ziemią. Górnicy, którzy zginęli w wyniku wybuchu metanu i pyłu węglowego, mieli wydobyć warty miliony złotych sprzęt. Większość ofiar to pracownicy zewnętrznej firmy, która na zlecenie kopalni prowadziła prace likwidacyjne.

Sąd uznał Z. za winnego przestępstwa z art. 165 par. 1 pkt 5 kk, który przewiduje karę do 8 lat za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach, wskutek działania w okolicznościach szczególnie niebezpiecznych. Wymierzył mu za to dwa lata więzienia. To surowsza kara niż wymierzona wcześniej przez sąd okręgowy, który skazał go na rok i dwa miesiące więzienia.

Za takie przestępstwo sąd skazał też b. dyrektora. Inaczej niż sąd I instancji, nie zawiesił mu wykonania kary – także on został skazany na dwa lata bezwzględnego więzienia.

Katastrofa w kopalni Halemba (2006 r.)Kamil Durczok i Justyna Pochanke prowadzili specjalne wydanie poświęcone wydarzeniom w Rudzie ŚląskiejFakty TVN | Archiwum Faktów TVN

OGLĄDAJ TVN24 NA ŻYWO W TVN24 GO >>>

Wyroki z września 2019

We wrześniu 2019 roku, po ponownym procesie, Sąd Okręgowy w Gliwicach skazał Z. na karę łączną roku i dwóch miesięcy więzienia, zaliczając mu na jej poczet okres aresztowania od września 2007 do lipca 2008 roku. Zakazał mu też pełnienia stanowisk kierowniczych w górnictwie na trzy lata.

Sąd uznał Z. za winnego przestępstwa z art. 165 par. 1 kk, który przewiduje karę do 8 lat za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach, wskutek działania w okolicznościach szczególnie niebezpiecznych. Wymierzył mu za to jednostkową karę roku pozbawienia wolności.

Także na rok więzienia sąd skazał Z. na podstawie art. 220 kk, który przewiduje karę do trzech lat więzienia dla osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo i higienę pracy, i niedopełniającej wynikającego stąd obowiązku, a przez to narażającej pracownika na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Byłego dyrektora Kazimierza D. gliwicki sąd okręgowy skazał na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat m.in. za przestępstwo z art. 165 par. 3 kk - sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach, którego skutkiem była śmierć człowieka. Kazimierza D. obciążono też grzywną 20 tysięcy złotych, jednak na poczet kluczowej jej części zaliczono mu okres tymczasowego aresztowania od kwietnia do lipca 2008.

Były naczelny inżynier kopalni Jan J., który sprawował też funkcję zastępcy kierownika ruchu zakładu, został skazany z art. 220 kk na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata, a także grzywnę.

Prokuratura: tej śmierci można było uniknąć

Od wyroku sądu okręgowego odwołała się zarówno obrona, jak i prokuratura, która domagała się znacznie surowszych kar dla Z. i D. Prokurator Wiesław Kużdżał przekonywał na rozprawie odwoławczej pod koniec marca, że oskarżeni kierowali do pracy górników wiedząc, że grozi im niebezpieczeństwo, a sami pracownicy mówili, że pracują na tykającej bombie – w kopalni często dochodziło do przekroczenia dopuszczalnych stężeń metanu, a zagrożenie zwiększało się wraz z postępem prac. - Tej śmierci można było uniknąć – biorąc pod uwagę pojawiające analizy i raporty – mówił prokurator.

Według obrońcy Z. i D. Krystiana Ślązaka, nie ma dowodów, że to Z. przed wybuchem miał obowiązek wstrzymania robót. - Taki obowiązek ciążył na każdym pracującym tam górniku i osobie z dozoru. Z. nie miał wystarczających danych, aby podjąć decyzję w wstrzymaniu lub zakończeniu prac likwidacyjnych – mówił adwokat. Przekonywał też, że o wycofaniu załogi nie mógł też decydować dyrektor kopalni, bo o przekroczeniach dopuszczalnych stężeń metanu dowiadywał się już po fakcie. Mec. Ślązak przekonywał też, że nie było przepisów nakazujących neutralizację pyłu węglowego pyłem kamiennym w likwidowanym wyrobisku, dlatego nie można stawiać takiego zarzutu.

Oskarżony Marek Z. w "ostatnim słowie" przyrównał sytuację w kopalni do obecnej pandemii. - W obu sytuacjach zadajemy sobie pytanie, czy można było zrobić więcej, żeby nie było tylu ofiar. Być może można było, ale w tamtym czasie praca była prowadzona zgodnie z przepisami – oświadczył.

"Tu wystarczy jedna iskra"Jeden górnik został poparzony, a 18 jego kolegów mogło podtruć się dymem w wyniku pożaru w podziemnej stacji transformatorów w kopalni "Halemba" w Rudzie Śląskiej. - Tutaj iskra może spowodować niewyobrażalne konsekwencje - mówi w TVN24 rzecznik Kompanii Węglowej Zbigniew Madej.TVN24/PAP

Obrona: zdarzenie losowe, niezależne od ludzi

Z ustaleń śledztwa, zamkniętego przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach w 2008 roku wynika, że do wybuchu doszło na skutek zaniechania profilaktyki przeciw zagrożeniom naturalnym. Po zapaleniu i wybuchu metanu w wyrobisku wybuchł pył węglowy, czyniąc spustoszenie i zabijając większość ofiar. Według prokuratury pracownicy byli w Halembie kierowani do prac mimo przekroczeń dopuszczalnych stężeń metanu, w kopalni fałszowano też dokumentację i próbki pyłu węglowego – aby wykazać, że był on neutralizowany pyłem kamiennym.

Prokurator czyta akt oskarżeniaMarek Z., główny oskarżony ws. katastrofy w kopalni "Halemba", od kilku miesięcy pracuje w Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego (CSRG) jako ratownik górniczy w pogotowiu pożarowym. Wiceprezes pogotowia wyjaśnia, że powodem zatrudnienia Marka Z. były "braki w obsadzie ratowników z uprawnieniami".TVN24

Obrona w trakcie procesu przekonywała, że to, co zdarzyło się w Halembie, było zdarzeniem losowym, niezależnym od ludzi.

W sprawie katastrofy oskarżonych zostało 27 osób, część z nich od razu dobrowolnie poddała się karze. Na ławie oskarżonych w pierwszym procesie zasiadało 17 mężczyzn. W styczniu 2015 roku, po ponad sześciu latach, Sąd Okręgowy w Gliwicach skazał Z., oskarżonego o sprowadzenie katastrofy, na trzy lata więzienia (prokuratura żądała ośmiu). 14 innych oskarżonych, wśród nich Kazimierz D. (oskarżenie domagało się siedmiu lat), usłyszało wówczas wyroki w zawieszeniu, dwóch – uniewinniające.

W lutym 2016 roku rozpoznający odwołania od wyroku z I instancji Sąd Apelacyjny w Katowicach w części uchylił tamto orzeczenie – do ponownego rozpoznania skierował sprawy Z. (skazując go już prawomocnie na cztery miesiące więzienia za to, że już po katastrofie kazał podwładnemu fałszować dokumentację dotyczącą odczytu stężeń gazów w kopalni), Kazimierza D. i Jana J. Ich ponowny proces rozpoczął się w październiku 2016 roku. Orzeczenia wobec pozostałych stały się już wtedy prawomocne.

Autor:mag/gp

Źródło: TVN 24 Katowice, PAP

Źródło zdjęcia głównego: Andrzej Grygiel/PAP/EPA