Na północnym zachodzie Nepalu tysiące ludzi ucieka z wsi i miast położonych wzdłuż górskiej rzeki, która w niedzielę została zablokowana przez osuwisko. Utrudnia ono przepływ wody i może wywołać niszczycielską powódź.
Waldemar Kowalewski był na Mount Evereście, kiedy 25 kwietnia w Nepalu zatrzęsła się ziemia. Był świadkiem zejścia lawiny, która pochłonęła kilkanaście ofiar.
We wtorek Nepal nawiedziło kolejne silne trzęsienie ziemi (7,4 w skali Richtera). Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 91 osób. To już drugie tak silne wstrząsy w ostatnim czasie. Na skutek trzęsienia z 25 kwietnia zginęło osiem tysięcy osób.
Katastrofalne trzęsienia ziemi, jakie mają miejsce w Nepalu, są zakorzenione w samej historii geologicznej tego rejonu. Państwo to jest jednym z najbardziej "ruszających się" miejscem na Ziemi. Dzięki temu są tam imponujące ośmiotysięczniki.
Oficjalna wiadomość z ostatnich dni głosiła, że pod gruzami nie ma już żywych osób. Jednak wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Osiem dni po trzęsieniu ziemi w Nepalu ratownicy wydobyli spod gruzów cztery żywe osoby.
Czy pogoda i trzęsienia ziemi mogą być ze sobą powiązane? To pytanie stawiano już w starożytnej Grecji. Pierwsze rozwiązanie zagadki zaproponował Arystoteles w IV wieku przed naszą erą. Postawił on hipotezę, jakoby trzęsienia ziemi wywoływał wiatr uwięziony w podziemnych jaskiniach.
Trzęsienie ziemi, które zniszczyło Nepal i pozbawiło życia tysiące ludzi, spowodowało, że Katmandu przesunęło się kilka metrów na północ. Wysokość Mount Everestu pozostała taka sama.
Mieszkańcy Katmandu po sobotnim trzęsieniu ziemi chcą zapomnieć o koszmarze. Otwierane są sklepy, straganiarze wychodzą na ulice z warzywami. Spokój jest jednak pozorny, bo każdy większy wstrząs wywołuje często nieobliczalne reakcje.
Liczba ofiar sobotniego trzęsienia stale rośnie. Według ekspertów bilans będzie ciągle się zwiększał. Najnowsze informacje mówią o zabitych 4310 osobach.
Polscy ratownicy, którzy w poniedziałek wylądowali w Nepalu, będą pracować w miejscowości Lalitpur, leżącej około 12 kilometrów od stołecznego Katmandu.
Himalaista Jost Kobusch podczas sobotniego trzęsienia ziemi przebywał na Mount Evereście. Wstrząsy zrzuciły śnieg z góry. Lawina zabiła 18 osób. Moment zasypania Base Camp został zarejestrowany przez himalaistę.
Co najmniej 3,2 tys. osób zginęło, a 6,5 tys. osób jest rannych po sobotnim trzęsieniu ziemi w Nepalu. Liczby te stale rosną. Do zniszczonego kraju przybywają ratownicy ze sprzętem medycznym z całego świata. Niosą pomoc poszkodowanym w najgorszym od 81 lat trzęsieniu ziemi w tym regionie.
Po największym trzęsieniu ziemi od 80 lat, Nepalczycy spędzili noc pod gołym niebem. Wciąż pojawiają się wstrząsy wtórne, które wywołują panikę. Nie ma prądu, internetu, telefonia komórkowa kiepsko działa. Ludzie obawiają się następnych dni.
Liczba ofiar śmiertelnych potężnego trzęsienia ziemi w Nepalu przekroczyła 1800, poinformowało w niedzielę ministerstwo spraw wewnętrznych tego kraju. Rannych jest ponad 4700. Wstrząsy o sile 7,9 w skali Richtera zarejestrowano w sobotę rano w okolicach stolicy Nepalu - Katmandu. Na Mount Evereście zeszła lawina, która zabiła kilkanaście osób.
- Wszyscy członkowie "6 Summits Challenge" mieli sporo szczęścia po potężnym trzęsieniu ziemi w Nepalu i zejściu lawiny pod Everestem - powiedział Paweł Michalski, łodzianin, uczestniczący w międzynarodowej ekspedycji.
- To była jedna wielka panika. Ludzie zaczęli uciekać z ulic i domów na otwarte przestrzenie - tak przebieg trzęsienia ziemi w Nepalu relacjonował Reporter 24 Jakub Dryk. Zginęło w nim ponad tysiąc osób. Zdjęcia zniszczonych ulic stolicy tego kraju Katmandu przysłał na Kontakt 24.
Każdego dnia w różnych miejscach na świecie notowane są trzęsienia ziemi. Niektóre są słabsze, inne silniejsze od pozostałych. Energia rozchodząca się w postaci fal sejsmicznych często zbiera śmiertelne żniwo. Każda katastrofa w inny sposób zapisała się na kartach historii.