Historia Madzi z Sosnowca

TVN24

D.Piotrowicz | tvn24Historia małej Madzi

Tę sprawę przez wiele miesięcy śledziła cała Polska. W niewyjaśnionych okolicznościach znika półroczna Magda, rodzice biją na alarm i błagają porywaczy o oddanie dziecka. Okazuje się jednak, że żadnych napastników nie było, a o zabójstwo Madzi podejrzana jest jej matka, Katarzyna W.

Wszystko zaczyna się 24 stycznia, kiedy 22-letnia Katarzyna W. zgłasza na policję w Sosnowcu zaginięcie swojej półrocznej córki Magdy. Jak twierdzi, zaatakował ją nieznany napastnik, który zabrał jej dziecko. Natychmiast ruszają poszukiwania półrocznej dziewczynki. Sprawa szybko trafia do mediów, które razem z setkami Polaków zaczynają żyć historią pokrzywdzonych przez los rodziców. Matka dziecka niedługo później występuje z publicznym apelem o pomoc. - Niech mi oddadzą Magdunię, przecież była naszą perełką - błaga.

W poszukiwania dziewczynki włącza się też były prywatny detektyw Krzysztof Rutkowski. W imieniu rodziców zapewnia, że jeśli sprawca porwania odda dziecko, nie spędzi w więzieniu ani dnia i dostanie 30 tys. zł nagrody.

Porwania nie było. Mała Magda nie żyje

Po dziewięciu dniach od domniemanego zaginięcia szokująca prawda wychodzi na jaw. Półroczna Magda nie żyje. Katarzyna W. w emocjonalnej rozmowie z Rutkowskim wyznaje, że dziecko zginęło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Dziewczynka miała wyślizgnąć się ze śliskiego kocyka, uderzyć głową w próg i umrzeć. Ciało córki matka ukryła pod gruzami opustoszałego budynku.

Policja postanawia zatrzymać Katarzynę W., a śledczy stawiają jej zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci swojego dziecka. Ta przyznaje się do zarzucanego jej czynu. Tego samego dnia prokuratura decyduje o tymczasowym aresztowaniu kobiety na dwa miesiące.

Kilka dni później biegli przedstawiają wstępne wyniki sekcji zwłok półrocznej dziewczynki - przyczyną jej śmierci był "tępy uraz tyłogłowia".

Podejrzana wychodzi z aresztu

Informacja o oszustwie i okolicznościach śmierci małej Magdy wstrząsa opinią publiczną w Polsce. Z tego powodu prokuratura "ze względu na bezpieczeństwo Katarzyny W." nie wydaje jej przepustki na udział w pogrzebie córki. Sąd zwalnia jednak kobietę z aresztu.

Pod koniec marca prokuratorzy informują, że badają różne wersje wydarzeń, w tym mówiącą o celowym i zaplanowanym pozbawieniu życia dziewczynki. Kilka dni po tym stawiają kobiecie dwa kolejne zarzuty - zawiadomienia organów ścigania o niepopełnionym przestępstwie uprowadzenia dziecka oraz podejmowania zabiegów i tworzenia fałszywych dowodów.

Zarzuty zabójstwa dla Katarzyny W. Kobieta ucieka

W połowie lipca dochodzi do kolejnego przełomu. Biegli oświadczają, że śmierć małej Magdy "miała charakter nagły i gwałtowny". Prokuratura podejmuje decyzję o zmianie zarzutu wobec Katarzyny W., na zarzut zabójstwa i postanawia aresztować ją na trzy miesiące.

Po kilku tygodniach kobieta znów wychodzi z aresztu. W swojej decyzji sąd tłumaczy, że nie ma obawy utrudniania przez podejrzaną śledztwa.

Na początku listopada Katarzyna W. znika i kilkakrotnie nie melduje się na posterunku policji. Ruszają poszukiwania. Ostatecznie policja odnajduje kobietę ukrywającą się w wiejskiej chacie na Podlasiu. Prokuratura po raz kolejny decyduje, by tymczasowo aresztować podejrzaną na trzy miesiące. Tym razem sąd oddala zażalenie na areszt podejrzanej.

Śledztwo ws. śmierci małej Magdy trwa. Katarzyna W. nie przyznaje sie do zabójstwa dziecka.

Autor: nsz//bgr/k / Źródło: tvn24.pl