Odnalazły się zagubione ślady. Rusza nowe śledztwo w sprawie zabójstwa Jaroszewiczów

Polska

Jaroszewiczów zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku [Program śledczy ze stycznia 2013 roku]tvn24
wideo 2/2

Odbitki linii papilarnych utrwalone na foliach - te dowody, uważane od dawna za zaginione, odnalazły się dzięki dziennikarzom i pozwoliły na wszczęcie nowego śledztwa w sprawie głośnego zabójstwa byłego premiera PRL Piotra Jaroszewicza i jego żony. Prokuratura ma nadzieję, że dzięki temu uda się dokładnie ustalić, kto brał udział w tej zbrodni.

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła śledztwo po tym, jak 18 lutego w programie "Teorie Spisku" w Fokus TV ujawniono ślady kryminalistyczne ze sprawy zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów. Jak wyjaśnia rzecznik praskiej prokuratury Łukasz Łapczyński, ślady te były "uznawane za zaginione".

Zaginięcie odbitek linii papilarnych

Chodzi o ślady kryminalistyczne "w postaci odbitek linii papilarnych utrwalonych na foliach daktyloskopijnych oznaczonych numerami 25, 27 i 28".

- Wobec tego, że odnalezione ślady kryminalistyczne, biorąc pod uwagę rozwój technik kryminalistycznych mogą mieć nadal wartość wykrywczą. Należy poddać je specjalistycznym badaniom przy użyciu dostępnych obecnie metod i środków pod kątem ujawnienia danych istotnych z punktu widzenia ustalenia okoliczności zabójstwa państwa Jaroszewiczów - zaznaczył prokurator.

Śledztwo wszczęto w praskiej prokuraturze okręgowej przed tygodniem. O sprawie napisał na Twitterze dziennikarz Tomasz Sekielski.

Ślady z głowicy ciupagi i zakrwawiona koszula

Kilka miesięcy temu media podawały, że młodszy syn zamordowanego byłego premiera Jan Jaroszewicz przekazał dziennikarzowi pudełko, które otrzymał w 2010 roku z sądu i którego wcześniej nie otwierał. Jak informowano, wewnątrz znajdowały się między innymi trzy folie ze śladami linii papilarnych mogącymi pochodzić z głowicy ciupagi, którą mogli posługiwać się sprawcy oraz zakrwawiona koszula zamordowanego. Łapczyński przypomniał, że w związku z zaginięciem odbitek linii papilarnych śledczy w 2006 roku prowadzili w Komendzie Głównej Policji "czynności wyjaśniające zmierzające do ustalenia miejsca ich przechowywania". - Następnie w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie w latach 2007-08 prowadzone było śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy publicznych prowadzących śledztwo w sprawie zabójstwa Piotra i Alicji Jaroszewiczów w zakresie przechowywania śladów linii papilarnych oznaczonych numerami 1, 25, 27 i 28, co skutkowało ich zaginięciem - wyjaśnił rzecznik prokuratury.

Pięć śladów "do eliminacji"

Tamto śledztwo zostało zakończyło się w lipcu 2008 roku umorzeniem z powodu niewykrycia sprawców przestępstwa.

Wszczęcie śledztwa miało związek z ustaleniem, iż podczas postępowania dotyczącego zabójstwa Jaroszewiczów nie zbadano dowodowo wszystkich śladów daktyloskopijnych zabezpieczonych na miejscu zdarzenia - tłumaczył Łapczyński. - Do eliminacji pozostały ślady oznaczone nr 1, 4, 25, 27 i 28 - dodał.

- Wobec tego badaniom poddany został ślad oznaczony nr 4, zabezpieczony w toku oględzin miejsca zdarzenia z głowicy ciupagi. Przeprowadzone w tym zakresie badania eliminacyjne w oparciu o dane zgromadzone w systemie policyjnym dały wynik negatywny. Z uwagi na stwierdzenie zaginięcia pozostałych śladów, nie było możliwe poddanie ich analogicznym badaniom. Do chwili obecnej, jako uznawany za zaginiony nadal pozostaje ślad oznaczony nr 1 - powiedział Łapczyński.

Pętla na szyi, strzał ze sztucera

Jaroszewiczów zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku w ich willi w warszawskim Aninie. Byłemu premierowi bandyci zacisnęli na szyi rzemienną pętlę, a przedtem go maltretowali. Jego żona Alicja Solska-Jaroszewicz zginęła od strzału w głowę z bliskiej odległości ze sztucera męża.

Oskarżonych o dokonanie tej zbrodni zatrzymano w kwietniu 1994 roku. Krzysztof R. - "Faszysta", Wacław K. - "Niuniek", Henryk S. - "Sztywny" i Jan K. - "Krzaczek" od początku twierdzili, że są niewinni, a prokuratura bezzasadnie przypisuje im zabójstwo Jaroszewiczów.

W 1998 roku ówczesny Sąd Wojewódzki w Warszawie uniewinnił całą czwórkę z braku dowodów. Wnosiła o to nie tylko obrona podsądnych, ale też oskarżyciel. - Stwierdzam, że po dwuletnim procesie zaszła sytuacja, która nie upoważnia prokuratura do wnoszenia o stwierdzenie winy oskarżonych - mówił wtedy w mowie końcowej prokurator Andrzej Bartecki.

Sąd ocenił wówczas w uzasadnieniu wydanego wyroku, że w początkowej fazie śledztwa organa ścigania dopuściły się rażących uchybień. W 2000 roku wyrok uniewinniający czterech mężczyzn podtrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie.

"Jedna z ostatnich ofiar systemu PRL"

- W tej sprawie niemożliwe jest udzielenie jednoznacznych odpowiedzi. Z pewnością jednak Jaroszewicz nie został zamordowany z przyczyn czysto kryminalnych. Na to nie wskazywałyby również wielogodzinne tortury, które poprzedziły jego śmierć - wyjaśniał w grudniu 2016 roku doktor habilitowany Patryk Pleskot z Instytutu Pamięci Narodowej. - Jaroszewicz miał powody do zemsty na ekipie Jaruzelskiego i Kiszczaka, przez których został pozbawiony wpływów politycznych i internowany w stanie wojennym. Choć trudno sobie wyobrazić, by to akurat oni zlecili zbrodnię, trzeba pamiętać, że motyw uciszenia niebezpiecznego człowieka jako hipotetyczna przyczyna morderstwa dobrze wyjaśnia jego okoliczności - podkreślał historyk.

- Jaroszewicz nie był więc ostatnią ofiarą stanu wojennego, ale raczej jedną z ostatnich ofiar systemu PRL - podsumował doktor Pleskot.

Autor: mart//now/jb / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego:  | Arch. TVN24