Inflacja

Inflacja

"Wzięłam 496 tysięcy złotych kredytu, a bank chce ode mnie jeszcze trzy miliony". Składa pozew

Justyna i Łukasz mieszkają kątem u rodziców, odłożyli decyzję o kolejnym dziecku. Małgorzata ma ich troje, ale nie ma już sił. Bierze leki. Agata i Marek wzięli sprawy w swoje ręce: gdy zabrakło na ratę, podzielili dom. Edyta ma "tylko" mieszkanie, ale wprost proporcjonalnie do stóp procentowych rośnie w niej wściekłość. Będzie pozywać swój bank. Bo ile można - jak Karol - "mierzyć kryzys kaloryferami"? 

Czy da się przeżyć za 20 procent pensji? Za 40 lat będzie trzeba

Na końcu drogi zawodowej na tych, co wchodzą obecnie na rynek pracy, i dzisiejszych 30-35-latków nie czeka garnek złota. Emerytury dzisiejszych młodych raczej nie zajmują, a tych co i owszem - mogą przerażać. Bo skoro żyjemy coraz dłużej, to i więcej czasu spędzimy na emeryturze, ale co to będzie za życie za 20 procent dzisiejszej średniej pensji?

Rozmiar ma znaczenie. Więcej powietrza, mniej czipsów, w pasztecie zero mięsa, za to jest MOM

Wiele przepisów naszych babć zaczyna się od słów: "Weź kostkę masła...". Teraz, żeby z nich skorzystać, trzeba wziąć też kalkulator. Bo kostka masła nie waży już 250 gramów, a 200, a czasami nawet 170 gramów. Przygotowując z pamięci galaretkę, można zrobić zabarwioną gęstą breję, bo zawartość żelującej mikstury skurczyła się z 500 do 375 gramów. Opakowanie makaronu, które wystarczało na obiad dla całej rodziny, nie jest już tak syte jak dawniej, bo nie waży już ono pół kilograma, a jedynie 400 gramów.

Inflacja jest jak opinia, każdy ma swoją. Paradoksy i awersje

- Z inflacją jest trochę tak, jak z wrogiem zza miedzy. Jak Pawlak nie może żyć bez Kargula, tak samo nam trudno byłoby bez wzrostu cen. Psioczymy na nią, ale trudno nam się bez niej obejść. Potrzebujemy jej, oczywiście nie wprost i otwarcie, ale po cichu, nieco nieracjonalnie, podświadomie. Zanim zakrzykniecie: Bzdura! - pozwólcie, że o coś zapytam - pyta i pisze dla Magazynu TVN24 profesor Piotr Michoń.

Parapet jak lodówka, akademik jak prestiżowy kierunek. Studenci biednieją w oczach

Pierwszy raz od dwudziestu lat studenci i doktoranci masowo porzucają studia, bo nie stać ich na kontynuowanie nauki - alarmuje posłanka Lewicy Monika Falej. I nie przesadza. Zosia, studentka Uniwersytetu Łódzkiego, mówi, że miesięcznie na życie potrzebuje dwa razy więcej, niż wydawała jej sześć lat starsza siostra. Zosia i tak ma szczęście - mieszka w akademiku. W tym roku na niektórych uczelniach o jedno miejsce walczyło nawet sześcioro studentów. Ci, dla których miejsca zabrakło, zderzyli się z astronomicznymi cenami najmu. Zdecydowanie nie na każdą kieszeń.