Ratownicy: Była duża szansa, że pilot przeżyje

Ratownicy: Była duża szansa, że pilot przeżyje
Ratownicy: Była duża szansa, że pilot przeżyje
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dwaj ratownicy płockiego WOPR, Piotr Adamkowski i Marcin Gliński, którzy jako pierwsi dotarli do wraku samolotu, który rozbił się w sobotę podczas pikniku lotniczego, przyznają na antenie TVN24, że do końca mieli nadzieję, że pilot przeżyje wypadek. Jak mówią, pierwsze wrażenie wskazywało, że "będzie dobrze". - Była bardzo duża szansa, że to przeżyje. Mieliśmy nadzieję. Do końca - opowiada ratownik, Piotr Adamkowski.

W sobotę po południu podczas V Pikniku Lotniczego w Płocku samolot akrobacyjny Christen Eagle II N54CE pilotowany przez Marka Szufę uderzył w lustro wody Wisły i natychmiast zatonął.

Po ok. 20 minutach ratownikom udało się wydobyć pilota i przewieźć go na plażę, gdzie przez ponad pół godziny zespół lekarzy przeprowadzał akcję reanimacyjną.

Szufę reanimowano również w karetce, która odwiozła go do szpitala wojewódzkiego i w samym szpitalu. O godzinie 19.20 Marek Szufa został uznany za zmarłego.

Ratownicy przyznają, że była to dla nich najtrudniejsza akcja ratunkowa w życiu. - Pierwszy raz w życiu uczestniczyłem w tak dramatycznym przedstawieniu - przyznaje Piotr Adamkowski. Jak dodaje, najtrudniejsze było wyciągnięcie pilota z samolotu. - Nie mieliśmy pojęcia jak i czym jest przymocowany. Do tego świadomość tego, co może nas pod wodą czekać - opowiada ratownik.

"Unosiły się opary paliwa"

Podczas akcji ratunkowej woda miała temperaturę 8-10 stopni, a wokół miejsca tragedii rozlane było paliwo lotnicze. Ale mimo to, ratownicy zapewniają, że nie było chwili zawahania, czy wskoczyć do wody.

- To są wyćwiczone procedury. Gdy pada hasło "akcja" jest tylko jeden cel - żeby uratować człowieka, który jest w wodzie. Ale jak przyznaje ratownik Marcin Gliński, akcja była trudna: - Unosiły się opary paliwa, nawdychaliśmy się go, nasze ciała były nim pokryte, szczypało - opowiada.

"Rozprysł się w mak"

Ratownicy przyznali także, że rozpoczynając akcję ratunkową nie wiedzieli czego mogą się spodziewać. - Samolot rozprysł się w mak - relacjonował Adamkowski.

I dodał: - Nie wiedzieliśmy w pierwszym momencie, w którym miejscu wskoczyć do wody. Nie widzieliśmy pilota. Gdy zobaczyliśmy końcówkę samolotu, przywiązałem linę i kazałem chłopakom ciągnąć.

Źródło: tvn24

Czytaj także: