Polska

Kaczyński: stawię się w prokuraturze, jeśli będzie wezwanie

Polska

[object Object]
Jarosław Kaczyński o ewentualnym wezwaniu na przesłuchanie RMF FM
wideo 2/35

Jeśli prokuratura wezwie mnie na przesłuchanie, to stawię się. Jestem obywatelem jak każdy inny - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w RMF. Odniósł się do zawiadomienia złożonego w prokuraturze w sprawie budowy wieżowca dla spółki Srebrna i przesłuchania austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera.

Prezes PiS pytany, czy jeśli prokuratura zdecydowałaby o wszczęciu śledztwa i wezwała go na przesłuchanie, to stawi się na nie, Kaczyński odpowiedział: - Oczywiście, jakie mam inne wyjście? Jestem obywatelem jak każdy inny.

Kaczyński w sprawie Srebrnej nie ma sobie nic do zarzucenia

Dopytywany, czy w sprawie planów budowy wieżowca i rozmów z Birgfellnerem ma sobie coś do zarzucenia, Kaczyński odparł, że nie.

- Nie będę mówił o tym, jaki mam stosunek do bohatera tych wydarzeń, natomiast mogę powiedzieć jedno: chciałem zrobić coś bardzo pożytecznego z punktu widzenia, już nawet nie tylko mojego obozu politycznego, ale po prostu Polski, nieco zrównoważyć sytuację na rynku idei, instytucji, które mogą wspierać różnego rodzaju idee - powiedział Kaczyński.

Dodał, że gdyby powstał budynek przy ul. Srebrnej, to "Instytut Lecha Kaczyńskiego stałby się fundacją bardzo silną".

- Śledztwo w moim przekonaniu sensu nie ma, ale to jest już decyzja prokuratury. I ja nie chcę w żadnym wypadku na nią wpływać. Tutaj mamy po prostu do czynienia z przykładem pewnej nierzetelności, ale nie z mojej strony, ale ze strony osoby, która jest dzisiaj traktowana jako swego rodzaju bohater, czy nawet ofiara - mówił Kaczyński.

Na uwagę, że Birgfellner czuje się oszukany, odparł, że może powiedzieć, iż nie zgadza się z tym sądem. - A całą resztę bardzo chętnie powiem w prokuraturze - zaznaczył.

Podczas wywiadu nie padło pytanie ani o kopertę z 50 tys. złotych, ani o księdza Rafała Sawicza. W lutym ubiegłego roku duchowny miał złożyć podpis na dokumencie umożliwiającym rozpoczęcie budowy wieżowca przez spółkę Srebrna, powiązaną z Jarosławem Kaczyńskim i Instytutem.

Gerald Birgfellner miał zeznać w prokuraturze, że wyłożył 50 tysięcy złotych w gotówce, które przeznaczone były dla księdza Sawicza właśnie za złożenie tego podpisu.

Sprawa Srebrnej i taśm

W końcu stycznia "Gazeta Wyborcza" opublikowała zapisy i nagrania rozmowy z lipca 2018 roku m.in. prezesa PiS z Geraldem Birgfellnerem, która dotyczy planów budowy w Warszawie wieżowca przez powiązaną ze środowiskiem PiS spółkę Srebrna.

Pod koniec stycznia w prokuraturze Austriak złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa oszustwa przez Kaczyńskiego. Zarzuca mu braku zapłaty za złożone biznesmenowi zlecenie związane z przygotowaniami do inwestycji.

W piątek Birgfellner po raz czwarty zeznawał w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.

Jacek Dubois relacjonował piątkowe przesłuchanie Birgfellnera
Jacek Dubois relacjonował piątkowe przesłuchanie Birgfellneratvn24

"Nie jest tak, że się ja kogoś pozbywam"

Prezes PiS pytany był również, czy wystawiając w wyborach do Parlamentu Europejskiego ministrów, m.in. szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego, nie "pozbywa się najlepszych zawodników".

- Wiem, że mi jest przypisywana władza, której nie mam. Dobrze, że nie mam aż takiej, bo to zawsze jest niezdrowe. To nie jest tak, że się ja kogoś pozbywam albo nie pozbywam. Te osoby chciały kandydować i w związku z tym kandydują - odpowiedział Kaczyński.

Zapytany, czy nie boi się osłabienia rządu, bo do Brukseli wyjechałyby bardzo ważne osoby, Kaczyński przyznał, że rząd będzie trochę inny.

- My mamy zasoby kadrowe dość poważne i wydaje mi się, że one rosną i możemy zaryzykować tego rodzaju posunięcie, a wydaje mi się, choć oczywiście nie mogę tego rozstrzygać za innych, że te osoby do polskiej polityki za pięć lat wrócą - dodał.

Pytany, kto zastąpi Brudzińskiego, prezes PiS odpowiedział, że "nie chce mówić o rzeczach przyszłych i niepewnych". Wyraził jednak pewność, że wicepremier Beata Szydło i Joachim Brudziński wejdą do Parlamentu Europejskiego. - Jeśli chodzi o osoby, które wejdą w ich miejsce, to jest kwestia - jeszcze w tej chwili - w jakiejś mierze przynajmniej otwarta - mówił.

Rafalska na listach do PE? "Nie jest wykluczone, że tak będzie"

Kaczyński pytany, czy na liście kandydatów do Parlamentu Europejskiego znajdzie się minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska, odpowiedział: - Minister Rafalska nie jest w tej chwili kandydatką takiego pierwszego rzutu, ale nie jest wykluczone, że tak będzie.

Kaczyński: nie obawiam się powrotu Tuska

Lider PiS odniósł się do ewentualnego powrotu byłego premiera, obecnie szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska na polską scenę polityczną. Przyznał, że "nie obawia się tego w najmniejszym stopniu".

- Nie wierzę w cudowne możliwości polityków i to mówię o wszystkich politykach. Nikt nie jest cudotwórcą, są pewne sytuacje, które jedni lepiej, inni gorzej potrafią wykorzystać, ale przede wszystkim jest sytuacja społeczna, medialna. Tutaj - nie przecząc, że Donald Tusk ma, szczególnie w sferze retorycznej, pewne umiejętności, może nawet talenty - to nie zmieni sytuacji, ona będzie zależała od innych czynników - powiedział prezes PiS.

Na stwierdzenie, że w większości opozycja oczekuje powrotu Tuska i wiąże z nim nadzieje, uważając, że będzie to klucz do pokonania PiS, Kaczyński powiedział: - Nadzieja umiera ostatnia.

- Nie przecząc, że poszczególni politycy są sprawniejsi, mniej sprawni, mogą zdziałać więcej lub mniej, to jednak decyduje przede wszystkim sytuacja. I jest to powiedzenie świętej pamięci Kazimierza Górskiego: "gra się tak, jak przeciwnik pozwala". Przeciwnik nie będzie pozwalał na wiele - podkreślił prezes PiS.

"Nie warto dzielić opinii publicznej na tak ostro zwalczające się bloki"

Pytany, czy jego zdaniem dążenie w Polsce do starcia dwóch bloków politycznych jest dobre, Kaczyński odpowiedział, że "podstawową wartością w polityce państwa demokratycznego, w demokracji parlamentarnej jest stabilność".

- Tylko z naszego punktu widzenia uspokojenie sytuacji politycznej jest czymś, co nam bardzo służy. Natomiast ze strony naszych przeciwników taka deklaracja byłaby mało wiarygodna - stwierdził.

Jak mówił, poglądy m.in. dziennikarzy, czy niektórych polityków, zgodnie z którymi "wszystko powinno się zmieniać" i powinny powstawać nowe partie, to są postulaty związane z "jakimiś osobistymi ambicjami" i są one "wielkim nieporozumieniem".

Prezes PiS stwierdził, że w Polsce "nie warto dzielić opinii publicznej i społeczeństwa na tak ostro zwalczające się bloki". - To mówię jasno - podkreślił.

Dodał jednak, że "elektoraty obydwu partii są dosyć zbliżone, więc trzeba budować bariery, żeby móc zachować wpływy, czy ewentualnie je rozwijać".

"Nie zmienia się premiera, który wygrał wybory"

Kaczyński pytany, czy jeśli PiS wygrałoby tegoroczne wybory, postawiłby na tego samego premiera, odpowiedział: - Usiądziemy wtedy w gronie kierownictwa partii, pewnie komitetu politycznego i będziemy rozmawiać.

- Ale nie zmienia się premiera, który wygrał wybory. Jeżeli chodzi o premiera, to ja tutaj takich możliwości nie widzę - zaznaczył.

Natomiast, jeśli chodzi o ministrów, to - dodał szef PiS - będzie ocena poszczególnych osób.

- Uważam, że ten rząd jest rządem dobrym (...). Generalnie rzecz biorąc jestem zadowolony z tego rządu, co nie oznacza, że nie ma różnego rodzaju mankamentów, bo oczywiście mankamenty są zawsze, zawsze można je znaleźć i dobra opozycja jest po to, żeby takie mankamenty znajdować i pokazywać, a nie po to, żeby prowadzić wojnę totalną pod hasłem "ulica i zagranica" - powiedział Kaczyński.

"Ludzie o pokolenie młodsi przejmują ster"

Powiedział, że nie rozpatruje wariantu, w którym sam miałby być premierem.

- Trudno w życiu społecznym powiedzieć coś na pewno, ale ja zdaję sobie sprawę, że za chwile będę miał 70 lat. Oczywiście bywali i dużo starsi politycy pełniący różne wysokie funkcje, i w tej chwili są na scenie światowej nawet dużo, dużo starsi, ale ja też wiem, że w Polsce takiej tradycji gerontokratycznej nie ma. W Polsce kariery polityczne kończyły się na ogół w okolicach siedemdziesiątki, o ile nie przerwała ich przedtem śmierć albo jakieś inne wydarzenia - mówił szef PiS.

- Biorę to pod uwagę. To nie oznacza, że się w tej chwili gdzieś wybieram, że chcę odchodzić, ale też uważam, że to, że ludzie o pokolenie ode mnie młodsi przejmują ster, czy już przejęli w wielu wypadkach ster, to jest zjawisko dobre - powiedział Kaczyński.

Prezes PiS: lepiej nie wznawiać dyskusji, póki nie ma ostatecznych wyników

Zapytany, czy na kilka tygodni przed dziewiątą rocznicą katastrofy smoleńskiej nie smuci go, że śledztwo w tej sprawie nie jest zakończone, w Polsce nie ma nadal wraku samolotu, a efekt prac podkomisji smoleńskiej jest "marny, ponieważ niewiele się wydarzyło" od roku, Kaczyński odpowiedział: - Troszkę się wydarzyło, tylko sądzę, że kierownictwo komisji podjęło taką decyzję, że będzie te sprawy publikowało (...) dopiero wtedy, kiedy będzie oczywiście pewne, że wszystko, co trzeba było zrobić, zrobiono i co można było zrobić zrobiono, i ten efekt będzie przedstawiony społeczeństwu.

- Jaki on będzie - tego w tej chwili nie mogę powiedzieć, natomiast wiem, że te prace trwają i że tam po drodze pewne ustalenia następowały, ale nie były rzeczywiście ogłaszane, bo naprawdę lepiej już nie bulwersować opinii publicznej, nie prowadzić do tego, żeby ta dyskusja była wznawiana, ten spór był wznawiany, póki nie ma jakichś ostatecznych wyników - powiedział.

Zauważył, że kiedy były ujawniane jakieś "fragmenty, jakieś domniemania, poszlaki, to powodowało to tylko różnego rodzaju niedobre, właśnie bulwersujące społeczne reakcje i nic z tego nie wynikało z punktu widzenia celu, jakim jest ustalenie prawdy".

- A nawet być może to przeszkadzało w ustaleniu prawdy i w związku z tym nie ma sensu w ten sposób działać - podkreślił Kaczyński.

Pytany, czy w związku z tym nadal ma zaufanie do Antoniego Macierewicza, odpowiedział, że tak.

- Uważam, że on idzie po niesłychanie trudnej drodze - powiedział Kaczyński.

Nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy wierzy, że do Polski wróci wrak samolotu Tu-154 M. Ocenił, że zaraz po katastrofie badania wypadku przebiegały "w sposób całkowicie nieprawidłowy".

- I oczywiście to jest w wielkiej mierze wina Rosjan, ale w niemałej mierze także wina tych, którzy wtedy Polską rządzili - ocenił prezes PiS.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu wiozącego delegację na uroczystości katyńskie w Smoleńsku zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka, najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego oraz ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

Autor: js//plw/kwoj / Źródło: PAP, RMF FM

Raporty:
Pozostałe wiadomości