Po ataku zrezygnowała z jednej funkcji. Z innej nie

TVN24

Aktualizacja:
Dominika Arendt-Wittchen nadal pełni publiczne stanowiskotvn24
wideo 2/4

Dominika Arendt-Wittchen, która spoliczkowała demonstrującą kobietę, jeszcze w weekend podała się do dymisji ze stanowiska pełnomocnika wojewody dolnośląskiego do spraw obchodów stulecia odzyskania niepodległości. Jednak ciągle pozostaje członkiem rządowego zespołu do spraw edukacji obywatelskiej. Materiał "Polska i Świat" TVN24.

1 września Arendt-Wittchen podeszła do grupy osób, którzy podczas obchodów Dnia Weterana Walk o Niepodległość, tuż przed przemówieniem prezydenta Andrzeja Dudy, skandowali hasło "konstytucja". Ówczesna pełnomocniczka dolnośląskiego wojewody powiedziała do jednej z demonstrujących kobiet "zamknij się głupia babo" i zaatakowała, uderzając w twarz demonstrantkę.

W niedzielę Urząd Wojewódzki poinformował, że Arendt-Wittchen - córka bliskiego współpracownika premiera Mateusza Morawieckiego Wojciecha Myśleckiego - zrezygnowała ze stanowiska pełnomocniczki wojewody dolnośląskiego do spraw obchodów stulecia odzyskania niepodległości. Nadal jednak jest członkiem rządowego zespołu ds. edukacji obywatelskiej przy Adamie Lipińskim. Lipiński od listopada 2015 roku pełni funkcję sekretarza stanu, pełnomocnika rządu do spraw społeczeństwa obywatelskiego, pełnomocnika rządu do spraw równego traktowania. Arendt-Wittchen jest również wolontariuszką Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

"To był emocjonalny gest"

Zaatakowana uczestniczka demonstracji, Magdalena Klim, opowiada, że zawołała policję, która była w okolicy. Chciała, żeby wylegitymował Arendt-Wichtten. - Będę chciała, żeby konsekwencje znalazły się w sądzie - mówi Klim. - Zero reakcji. Pan z Żandarmerii Wojskowej odprowadził panią na trybunę z powrotem - relacjonuje. Sama Arendt-Wichten powiedziała w rozmowie z Radiem Wrocław, że wymierzyła "policzek tej pani". - Przyznaje się do tego - dodała. - Podkreślałam, to był emocjonalny gest. W tamtej sytuacji, mając za sobą rozmowę z kombatantami, mając w głowie, jak ważny to moment, uznałam, że to jedyne rozwiązanie - wyjaśniała.

Byłą już pełnomocniczkę wojewody dolnośląskiego, policja wylegitymowała dopiero wtedy, kiedy uczestniczka protestu zadzwoniła na numer 112 i podała telefon jednemu z funkcjonariuszy.

"Urzędnicy państwowi będą nas policzkować?"

Nagranie całego zajścia rozpowszechnili politycy parlamentarnej opozycji. Odpowiedzi, jaką udzielił im minister spraw wewnętrznych i administracji nie uważają za jednoznaczną. Choć Joachim Brudziński potępia zachowanie pełnomocniczki wojewody dolnośląskiego, krzyki "konstytucja" nazywa agresją werbalną.

- Jak to będzie wyglądało? Urzędnicy państwowi będą podchodzili do nas i będą nas policzkowali? Będą nam dawali w twarz za każdym razem, kiedy ktoś będzie krzyczał słowa, które zupełnie nie są kontrowersyjne? Bo co to za kontrowersja w słowie "konstytucja"? - pyta posłanka koła Liberalno-Społecznych Joanna Scheuring-Wielgus.

W odpowiedzi na liczne komentarze potępiające policzek wymierzony przez Dominikę Arendt-Witchen, internauci przypominają sytuację, w której Magdalena Klim popchnęła mężczyznę.

Według ekspertów agresja fizyczna, jaka miała miejsce m.in. na placu Piłsudskiego, jest następstwem tego, co dzieje się wśród polityków. W Sejmie i poza nim. - Czasami to wynika - co tu dużo mówić - z bardzo niskiej jakości klasy politycznej, czy też niektórych co najmniej przedstawicieli klasy politycznej. Ona już nie jest elitą, właściwie w żadnym sensie tego słowa. Selekcja bywa często selekcją negatywną, to znaczy niekoniecznie dostają się tam osoby, które wyróżniają się jakimiś pozytywnymi cechami - mówi prof. Andrzej Rychard, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Pełnomocnik Magdaleny Klim złożył do sądu prywatny akt oskarżenia w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej.

Autor: tmw\mtom / Źródło: tvn24