Wzrost przypadków zachorowań na czerniaka. "Najpierw się opalamy, później myślimy"

TVN24


Lekarze w Wielkiej Brytanii odnotowali znaczny wzrost przypadków czerniaka. Specjaliści wiążą to z licznymi tanimi wyjazdami wakacyjnymi i nieodpowiedzialnym opalaniem się Brytyjczyków. Materiał magazynu "Polska i Świat".

ZOBACZ CAŁY PROGRAM W TVN24 GO >

Eksperci z organizacji Cancer Research UK poinformowali, że przez ostatnie dziesięć lat liczba zachorowań na czerniaka zwiększyła się na Wyspach o 45 procent. Ma to związek z nieodpowiedzialnym plażowaniem. Brytyjczycy z chłodnego Londynu uciekają masowo na wakacje do cieplejszych krajów - Grecji czy Hiszpanii.

Profesor Piotr Rutkowski z Centrum Onkologii w Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie zwraca uwagę, że "promieniowanie ultrafioletowe jest bardzo silnym kancerogenem", a w związku z tym "niestety mamy epidemię zachorowań na nowotwory skóry".

"Najpierw się opalimy, później myślimy, co zrobić z tą skórą"

Jasnowłosi lub rudzi, często piegowaci i bladzi łatwo ulegają poparzeniom, a stąd już prosta droga do nowotworu skóry.

Twórcy raportu łączą ten fakt z rozwojem turystyki. Tanie loty, atrakcyjne oferty last minute do krajów, gdzie słońce pali, zdaniem ekspertów, przyczyniły się do wzrostu zachorowań.

- Zwiększony odsetek ludzi, którzy wyjeżdżają na krótkie, ale intensywne wakacje do miejsc związanych z dużym nasłonecznieniem, to wszystko wpływa, że coraz więcej młodych osób choruje na czerniaka - mówi doktor Marcin Ziętek z Dolnośląskiego Centrum Onkologii.

W Polsce w ostatniej dekadzie liczba chorych się podwoiła. Na czerniaka choruje od trzech do czterech tysięcy osób rocznie. Umiera 1300 z nich.

- W końcu mamy bardzo podobną karnację do Brytyjczyków i bardzo podobne zachowania – ocenia profesor Piotr Rutkowski. - Najpierw się opalamy, później myślimy, co zrobić ze skórą, która nam właśnie zeszła – dodaje.

Dostrzegła niepokojącą zmianę

Na ryzyko powstania czerniaka narażone są w szczególności osoby, które poparzyły się w dzieciństwie lub w młodym wieku. Tak było w przypadku Marty Bartkowiak. - W 2014 roku poparzyłam sobie nogi na solarium - opowiada.

Dostrzegła niepokojącą zmianę, gdy była w ciąży. Na wizytę u dermatologa nalegała jej mama. Pani Marta wyciągnęła wnioski - z solarium zerwała na dobre, a przed słońcem się chroni.

- Unikam słońca w godzinach 14-16, stosuję wysokie filtry, również w tym roku, gdy wyjechaliśmy na wakacje. Filtr pięćdziesiątka, ochrona głowy – wymienia.

Zrezygnowała też z leżenia na słońcu. Do tych zasad stosuje się cała rodzina i znajomi pani Marty.

"W ogóle się nie chronię"

Reporterzy "Polski i Świata" zapytali wypoczywających na polskich plażach o ich metody ochrony przed słońcem. Bywają różne.

- W ogóle się nie chronię. Siedzę blisko nad wodą jest mi super – mówi z rozbrajającą szczerością mężczyzna. - Do wody wchodzę, bo ja mam takie szczęście, że nie spalę się – odpowiada kobieta.

Lekarze radzą, by z głową cieszyć się z wakacji. Na ostrym słońcu najlepiej nie zdejmować koszulki, nawet w wodzie. Resztę ciała powinniśmy chronić kremami z filtrem, 30. lub 50.

Doktor Marcin Ziętek przypomina, że czerniaka można pokonać. - Rokowania są dobre w przypadku wczesnego rozpoznania - mówi.

Autor: asty//plw / Źródło: tvn24