Ktoś podpalił jej włosy na Dworcu Centralnym. "Poczułam okropny smród spalenizny"

Dworzec Centralny (zdjęcie ilustracyjne)
Dworzec Centralny od strony ulicy Emilii Plater
Źródło: Mateusz Szmelter/tvnwarszawa.pl
W sobotę nieznana napastniczka podpaliła kobiecie włosy na Dworcu Centralnym. "Cieszę się, że nie mam oparzonej twarzy i że kurtka, którą miałam na sobie również nie zajęła się ogniem" - mówi ofiara na nagraniu opisującym zdarzenie. Claudia straciła pięć centymetrów włosów. Policja zapewnia, że zajmuje się sprawą i jest ona dla nich priorytetowa.

Claudia Makowska o zdarzeniu opowiedziała w mediach społecznościowych, między innymi na TikToku. Zgodziła się, byśmy ją również opisali. Sytuacja miała miejsce w ostatnią sobotę, około godziny 16.40. Poszkodowana znajdowała się wówczas na pierwszym piętrze dworca, w pobliżu restauracji jednej z sieci fast foodów.

"Płonęły moje włosy"

"Wsiadłam do windy, zjechałam i pierwsze co, to podeszłam do elektronicznego spisu pociągów, który znajduje się praktycznie na przeciwko tej windy. I w tym momencie ktoś puknął mnie w plecy. Spojrzałam na torebkę, którą miałam przewieszoną na przodzie, czy nie zostałam okradziona. Odwróciłam głowę i widzę kobietę, która dosyć szybkim tempem zmierza w kierunku wyjścia od strony ulicy Emilii Plater. Ale niestety poczułam okropny smród spalenizny, więc byłam święcie przekonana, że ktoś mi wrzucił petardę pod nogi. Przesunęłam się parę metrów dalej i jak się okazało, to płonęły moje włosy" - relacjonowała na nagraniu.

Uwagę na to, co się wydarzyło, zwróciła jej grupa nastolatków w wieku około 14-16 lat. Podeszli do Claudii i powiedzieli, że "pani, która przed chwilą uciekała, podpaliła jej kitkę". "Prawdopodobnie wyjęła zapalniczkę i mnie podpaliła" - wskazała poszkodowana.

Claudia zgłosiła najpierw sprawę ochronie dworca, ale jak oceniła, "ich postawa jest karygodna, ponieważ jedynie co powiedzieli: okej, przyjęliśmy". Poszła także na policję i czeka na dalszy rozwój postępowania w tej sprawie.

Straciła pięć centymetrów włosów

Z tego, co pamięta, napastniczka to szczupła kobieta, około 160-165 cm wzrostu. Ubrana była w ciemnogranatową kurtkę, model dopasowany, sięgający kolan. "Ale niestety kobieta miała kaptur, więc nie widziałam jej twarzy, bo była po prostu odwrócona do mnie tyłem" - zaznaczyła.

"Straciłam pięć centymetrów włosów, bo one były mierzone na komisariacie. W całej tej sytuacji o te włosy nie chodzi. Tylko chodzi o podpalenie kogoś 'na żywca'. Cieszę się, że nie mam poparzonej twarzy, ciała. Że kurtka, którą miałam na sobie również nie zajęła się ogniem" - podsumowała.

Poszkodowana wysłała nam też zdjęcie zniszczonych włosów, które do tej pory były zdecydowanie dłuższe i sięgały dużo poniżej ramion.

Ktoś podpalił kobiecie włosy, sprawą zajmuje się policja
Ktoś podpalił kobiecie włosy, sprawą zajmuje się policja
Źródło: Claudia Makowska, archiwum prywatne

Policja: to priorytetowa sprawa

O szczegóły zgłoszenia zapytaliśmy policję. - Potwierdzam zdarzenie. W chwili obecnej trwają czynności w komisariacie kolejowym zmierzające do zatrzymania sprawcy. Kobieta złożyła zawiadomienie w Łodzi i z tamtejszej komendy miejskiej otrzymaliśmy informację. Jest to w tej chwili jedna z priorytetowych spraw - zapewnił nas aspirant sztabowy Artur Wojdat, rzecznik Komisariatu Kolejowego Policji w Warszawie.

Policjanci zabezpieczają materiały dowodowe, w tym nagrania z monitoringu znajdującym się na dworcu.

OGLĄDAJ: "Jestem w szoku, tego nie da się opisać". Tomasiak z kolejnym medalem!
pap_20260214_2K8

"Jestem w szoku, tego nie da się opisać". Tomasiak z kolejnym medalem!
WYDANIE SPECJALNE

pap_20260214_2K8
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: