Jest akt oskarżenia w sprawie śmierci Krzysztofa Leskiego. Podejrzany stwierdził, że usłyszał diabła

Najnowsze

Autor:
dg/ran
Źródło:
PAP
Krzysztof Leski nie żyjetvn24.pl
wideo 2/2
tvn24.plKrzysztof Leski nie żyje

Zakończyło się śledztwo w sprawie zabójstwa dziennikarza Krzysztofa Leskiego. Akt oskarżenia przeciwko 34-letniemu Łukaszowi B. został skierowany do sądu.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przekazała, że śledztwo w tej sprawie zakończyło się 18 września skierowaniem aktu oskarżenia. - Łukasz B. oskarżony jest o dokonanie zabójstwa Krzysztofa Leskiego oraz o przywłaszczenie należących do pokrzywdzonego przedmiotów, w tym telefonu, rzeczy osobistych i pieniędzy w kwocie około tysiąca złotych - poinformowała rzeczniczka prokuratury Aleksandra Skrzyniarz.

Podejrzany sam powiadomił policję o tym, że dokonał zabójstwa. 6 stycznia Łukasz B. zgłosił się do funkcjonariuszy policji patrolujących Rynek Główny w Krakowie, oświadczając, że w noc sylwestrową pozbawił życia znanego dziennikarza. Ciało Leskiego ujawniono tego samego dnia w jego mieszkaniu na warszawskiej Woli.

Do zabójstwa zmusił go diabeł

Z ustaleń śledztwa wynika, że Łukasz B. zadał Leskiemu jeden cios, najprawdopodobniej wtedy, gdy pokrzywdzony już spał. Ciało dziennikarza zostało znalezione w łóżku. Na miejscu zbrodni znajdował się kuchenny nóż, na którym ujawniono ślady biologiczne sprawcy.

Jak twierdzą śledczy, później Łukasz B. wyniósł z domu Leskiego kilka rzeczy, wziął jego kartę płatniczą i – jak wyjaśniał – bez celu podróżował po kraju. Był w tym czasie w Szczecinku, Gdańsku, Częstochowie i w końcu w Krakowie, gdzie zgłosił się na policję. Mężczyzna od tamtej pory przebywa w areszcie śledczym.

W toku śledztwa sprawca był kilkukrotnie przesłuchiwany i nie kwestionował swojej winy. Mimo że oficjalnie odmawiał składania wyjaśnień, w jednym z protokołów odnotowano stwierdzenie, że do podcięcia gardła Krzysztofowi Leskiemu zmusił go diabeł. Biegli psychiatrzy nie mieli jednak wątpliwości co do poczytalności Łukasza B. Za zabójstwo grozi mu kara dożywocia.

"Nie bał się zapraszać ludzi z ulicy"

Prokuratura ustaliła, że 34-latek i Krzysztof Leski poznali się jesienią 2019 roku w szpitalu, gdzie dziennikarz się leczył. To właśnie wtedy Leski miał zaproponować podejrzanemu możliwość zamieszkania w swoim domu. Mężczyzna, którego zaprosił pod swój dach, utrzymywał się z prac dorywczych, nie miał gdzie mieszkać, a w przeszłości był wielokrotnie karany za kradzieże.

Jedna z przyjaciółek ofiary powiedziała śledczym, że Krzysztof Leski "nie bał się zapraszać do siebie ludzi z ulicy", bo był bardzo ufny. Otwartości na ludzi miały go nauczyć zagraniczne podróże, gdzie często korzystał z tzw. couchsurfingu, czyli zakwaterowania u obcych osób w ich mieszkaniu. Z relacji jego przyjaciół wynika, że dziennikarz żył tak od zawsze.

Kim był Krzysztof Leski?

Krzysztof Leski działał w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów, był redaktorem naczelnym "Biuletynu Informacyjnego NZS" na Politechnice Warszawskiej. Za tę działalność był internowany po wprowadzeniu stanu wojennego. W latach 1989-91 pracował w "Gazecie Wyborczej", a następnie przez całą dekadę współpracował z TVP. Pracował również jako korespondent brytyjskich mediów, między innymi "Daily Telegraph" oraz BBC. W ostatnich latach nie pracował czynnie w zawodzie dziennikarskim. Udzielał się w mediach społecznościowych, prowadząc między innymi popularny blog i konto na Twitterze.

Krzysztof Leski został pochowany 17 stycznia na Powązkach.

Autor:dg/ran

Źródło: PAP