Świat

Świat

Rekordowe i trwające od kilku tygodni ulewne deszcze doprowadziły do powodzi, jakich w Chinach nie było od lat. Ponad dwa miliony ludzi trzeba było ewakuować, wielu z nich nie będzie miało, gdzie wrócić, gdy woda opadnie. To kolejny kataklizm w kraju, który wciąż walczy z dotkliwymi konsekwencjami pandemii wywołanej przez koronawirusa.

- W najbliższej dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie powrotu do starej normalności - tak o państwach takich jak Stany Zjednoczone czy Brazylia mówił w poniedziałek dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus. Skrytykował także niewystarczające działania prewencyjne prowadzone w tych krajach.

U wybrzeży Nowej Południowej Walii w Australii rekin zaatakował 15-letniego surfera. Mimo próby reanimacji chłopiec zmarł. To na tym kontynencie co najmniej piąty śmiertelny atak rekina w tym roku.

Pracownicy jednej z izraelskich elektrowni mieli w środę pełne ręce roboty. Zamiast jednak skupić się na codziennych obowiązkach, wydobywali z rur chłodzących meduzy niebieskie (Cyanea lamarckii). Zwierzęta zostały zassane do środka i spowodowały awarię.

Po tygodniach powodzi, które nawiedziły południowo-zachodnie i środkowe Chiny, ulewne deszcze spowodowały kolejne podtopienia wzdłuż rzeki Jangcy. Ewakuowano ponad 300 tysięcy osób we wschodnich prowincjach Anhui i Jiangxi, ponieważ tamtejsze domy zostały zniszczone, a drogi są nieprzejezdne. W wielu regionach ludzie pozbawieni są dostępu do jedzenia i elektryczności.