Koleżanki ze szkolnej ławki wygrały walkę o życie. "Od zera na poziom olimpijski"

[object Object]
Czerwonka i Riemen-Żerebecka walczyły o życietvn24
wideo 2/22

Dwie niezwykłe historie polskich reprezentantek na igrzyska w Pjongczangu, przedstawione w programie "Czarno na białym". Obie na treningach doznały koszmarnych wypadków. Jedna miała połamany kręgosłup i uszkodzoną potylicę, druga paraliż połowy ciała, zanik mowy i wzroku. Niedawno łyżwiarka szybka Natalia Czerwonka i narciarka Karolina Riemen-Żerebecka walczyły o życie, teraz powalczą o olimpijskie medale.

Obie poznały się w 2004 roku w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem, obie siedziały w jednej ławce. Riemen-Żerebecka kochała jazdę na nartach, Czerwonka wolała łyżwy. Po maturze Karolina została w Zakopanem, Natalia wróciła do rodzinnego Lubina trenować łyżwiarstwo szybkie. Riemen-Żerebecka z narciarstwa alpejskiego przerzuciła się na skicross. Dziś 28-latka jest jedyną polską reprezentantką na światowym poziomie w tej ekstremalnej odmianie narciarstwa.

"Minuty trwały wieki"

- Jak jedziesz z prędkością 100 km/h i jak ktoś wjedzie przed ciebie, to nie masz czasu na reakcję. Potrzebuję mocnych wrażeń. Poza skicrossem jeżdżę z mężem na motorze crossowym - opowiada Riemen-Żerebecka.

Z mężem Tomaszem Żerebeckim - którego karierę narciarską zakończył wypadek na Kasprowym Wierchu - i trenerem Przemysławem Buczyńskim tworzą od lat zgrany team, nazywany w środowisku "drużyną A". Codziennie spędzają ze sobą czas. Razem byli też podczas dramatu Karoliny. W marcu 2017 roku Riemen-Żerebecka trenowała tuż przed startem w mistrzostwach świata w hiszpańskiej Sierra Nevadzie.

- Widziałem kilka wypadków, ale ten był poważny. Wiedziałem od początku, że jest źle. Podejrzewaliśmy złamanie podstawy czaszki. Na helikopter czekaliśmy półtorej godziny. Minuty trwały wieki. W punkcie medycznym doszło do zatrzymania akcji serca. To była walka o jej życie - wspomina Żerebecki.

"Płakałam codziennie"

Karolina przez tydzień była w śpiączce farmakologicznej. Miała paraliż połowy ciała, straciła czucie w ręce, widzenie w jednym oku i mowę. Przyznaje, że nie była świadoma tego, co się wydarzyło. Dopiero po powrocie do kraju wszystko do niej dotarło. - Złapałam doła. Pesymistycznie podchodziłam do tego. Nie wiedziałam czy wrócę do pełnej sprawności. Płakałam codziennie, rodzina mnie uspokajała, a mąż powtarzał, że muszę być cierpliwa - wspomina Riemen-Żerebecka.

Złapałam doła. Pesymistycznie podchodziłam do tego. Nie wiedziałam czy wrócę do pełnej sprawności. Płakałam codziennie, rodzina mnie uspokajała, a mąż powtarzał, że muszę być cierpliwa. Riemen-Żerebecka

- Miałem ciężką rolę do ogrywania związaną z motywowaniem, ale mimo wszystko te złe emocje odganiałem od siebie. Wiedziałem, że Karolina ma silną osobowość - dodaje Żerebecki. Riemen-Żerebecka trafiła do szpitala św. Rafała w Krakowie. Doktor Mariusz Banach, neurochirurg, który opiekował się narciarską, miał obawy, że to koniec jej sportowej kariery.

- To tak jak zderzenie głowy z obiektem nieruchomym o dużej masie. Istota biała mózgu porusza się z inną prędkością niż szara. Dochodzi do ścięcia wypustek komórek nerwowych, które nazywamy aksonami - tłumaczy doktor Banach. To ścięcie sprawiło, że w torebce wewnętrznej mózgu Karoliny pojawił się niewielki krwiak. Połączenia nerwowe zostały uszkodzone i to dlatego opadła jej powieka, widziała podwójnie i miała problem z ruchami ręką. - Ku naszemu zdziwieniu, bo urazy nerwów czaszkowych są nieodwracalne, u niej uraz zaczął się cofać - dodaje neurochirurg ze szpitala św. Rafała. Wtedy zaczęła się żmudna rehabilitacja. Nie bez znaczenia było to, co przytrafiło się Czerwonce, szkolnej koleżance, która też przeżyła ciężki wypadek i zaskakująco szybko doszła do siebie. - To był motywator - podkreśla Riemen-Żerebecka.

- Dla mnie i myślę, że dla Karoliny sukcesem jest sam wyjazd na igrzyska. Prawie od zera wróciliśmy na poziom olimpijski - podkreśla Buczyński.

Zderzenie z ciągnikiem

Czerwonka dramat przeżyła w sierpniu 2014 roku, kilka miesięcy po powrocie z igrzysk w Soczi ze srebrnym medalem. Na lokalnej drodze niedaleko Spały trenowała jazdę na czas. Pędziła 50 km/h i zderzyła się z ciągnikiem rolniczym. Bliscy łyżwiarki byli przerażeni. - Od razu podjechałem i zapytałem Natalię czy ruszą nogą. Ruszyła jedną, potem drugą. Mówiła, że bardzo boli ją bark. Wiedziałem, że coś nie tak jest z jej odcinkiem szyjnym - opowiada trener Arkadiusz Skoneczny.

"Człowiek planuje pół roku do przodu, cały sezon poszczególne dni i treningi. Tyle miałam w planie. (…) Proponuję żyć z dnia na dzień nie planując za dużo w życiu… Kręgosłup połamany + 12 szwów = zderzenie z traktorem” - napisała na portalu społecznościowym Czerwonka. Dziś przyznaje: - W ogóle nie miała momentu, w którym pomyślałabym, że to mógł być koniec. Skala obrażeń w ogóle do mnie nie docierała. Czerwonka ze szpitala w Łodzi trafiła do Krakowa. Także pod opiekę doktora Banacha. Miała trzy złamane kręgi odcinka piersiowego kręgosłupa, ale groźniejszy był pęknięty kłykieć kości politycznej. - Kłykieć mógłby wyskoczyć poza staw. Groziło to zwichnięciem, a unieruchomienie w tej okolicy oznaczałoby, że co najwyżej mogłaby patrzeć w przód i wykonywać niewielkie ruchy zginania. O sporcie mogłaby zapomnieć. Ciężko byłoby nawet z tym normalnie żyć - tłumaczy doktor Banach.

Niepokorna pacjentka

Czerwonka przeszła żmudną rehabilitację. Przez kilka miesięcy nie zdejmowała specjalnego gorsetu. - To był szok. Człowiek nie wie, co zrobić ze swoim życie. Najgorsze było to, że nie mogłam samodzielnie funkcjonować. Dzięki kuzynkom znalazłam jednak odskocznię, bo jeszcze w gorsecie zaczęłam uczyć się języka angielskiego - opowiada łyżwiarka.

To był szok. Człowiek nie wie, co zrobić ze swoim życie. Najgorsze było to, że nie mogłam samodzielnie funkcjonować. Dzięki kuzynkom znalazłam jednak odskocznię, bo jeszcze w gorsecie zaczęłam uczyć się języka angielskiego. Natalia Czerwonka

Doktor Banach wspomina, że Czerwonka rwała się do treningów. Przyjeżdżała na wizyty częściej niż powinna. Za każdym razem mówiła, że czuje się już dobrze, że nic nie boli.

- Naciskałam na doktora Banacha. Myślę, że po raz pierwszy spotkał się z tak niepokorną i nieustępliwą pacjentką - mówi Czerwonka. W 2015 roku wróciła do sportu i wyznaczyła sobie cel: start w igrzyskach w Korei Południowej. Dopięła swego i w Pjongczangu ma nadzieję spotkać Riemen-Żerebecką, bo nie widziały się od wypadku.

Autor: kz / Źródło: sport.tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości