Polska

Lekarka trzymała zwierzęta w koszmarnych warunkach. Żywiły się padliną

Polska

Właścicielka zwierząt nie ma sobie nic do zarzucenia
Właścicielka zwierząt nie ma sobie nic do zarzuceniaUwaga TVN
wideo 2/2

Trzymała w koszmarnych warunkach ponad 100 zwierząt. Brudne i poranione żywiły się chlebem i padliną. Ich opiekunka, lokalna lekarka ze Starego Czarnowa, nie ma sobie nic do zarzucenia. Sprawą zajmuje się prokuratura. Materiał magazynu "Uwaga!" TVN.

Pani Lidia mieszka w Starym Czarnowie niedaleko Szczecina. Pracuje jako lekarz rodzinny. Przyjmuje pacjentów w domu. Od 16 lat na przydomowej posesji i w mieszkaniu gromadziła zwierzęta: psy, koty, krowy, konie i świnie.

"To było okropne"

- Działy się tam różne sceny. Psy zagryzały świnię. Jak ją maltretowały, jak ona kwiczała strasznie, to chyba było ją na całej wsi słychać. Tak się potwornie broniła, darła. To było okropne – opowiadał Czesław Michalak, sąsiad pani Lidii.

- Nie wiem, jak to nazwać. Pytałem się pani sąsiadki i w gminie, i gdzie się dało, co to właściwie jest, jaka to jest działalność, czy jest to hodowla, czy jakaś rolnicza działalność. Nikt mi nie umiał odpowiedzieć – mówił Michalak.

Jak tłumaczyła Marzena Grzywińska, wójt gminy Stare Czarnowo, na miejsce został wysłany pracownik, który stwierdził, że zwierzętom nie dzieje się krzywda. Podkreśliła, że "gmina nie zaniechała żadnych czynności odnośnie tego gospodarstwa".

"W toku czynności kontrolnych nie stwierdziliśmy nieprawidłowości"

W domowej przychodni doktor Lidia przyjmuje pacjentów pięć razy w tygodniu. Placówka dwa razy w roku kontrolowana jest przez sanepid.

- W toku czynności kontrolnych nie stwierdziliśmy nieprawidłowości, które mógłby spowodować zamknięcie przez nas placówki. Jeżeli chodzi o pozostałe pomieszczenia na terenie posesji i o zwierzęta, ich dobrostan, to są zadania inspekcji weterynaryjnej – mówiła Wioletta Rożko, Powiatowa Inspektor Sanitarna w Gryfinie.

Na pytanie, czy inspekcji nie zaniepokoiło to, że gabinet lekarski sąsiaduje z pomieszczeniami, w których są odchody psów, odpowiedziała, że "w zakresie zapachów nie ma żadnych norm prawnych, ani wskazań, jakie zapachy są przyjemne, a jakie nieprzyjemne".

- To odczucie indywidualne każdej osoby. Jeżeli chodzi o sam zapach, nie możemy ingerować, bo nie mamy podstaw prawnych, które mogłyby stanowić podstawę do wszczęcia jakiegokolwiek postępowania – dodała.

"Wszystkie zwierzęta powinny zostać odebrane"

Podczas interwencji Pogotowia dla Zwierząt można było zobaczyć ponad 100 ubłoconych zwierząt. Psy zjadały padlinę, część zwierząt była mocno poraniona.

- Nie mam zaniedbanych zwierząt - mówiła lekarka.

- W mojej ocenia, która jest poparta przez biegłego sądowego (...), oraz psychologa, technika weterynaryjnego i specjalistów do spraw koni i bydła, wszystkie zwierzęta powinny zostać odebrane – mówił podczas interwencji Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.

- Dziwię się władzom gminy, powiatowemu lekarzowi weterynarii, że to tolerował, bo tak nie powinno być. Gołym okiem widać, nawet dla osoby, która średnio przewrażliwiona jest na krzywdę zwierząt, że to są warunki nieodpowiednie - dodał.

Hubert Gumowski, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Gryfiniem przyznał, że nie był świadomy skali problemu.

- Dział dobrostanu zwierząt jest tylko ułamkiem naszej działalności. Nie starcza mi czasu i nie mogę zajmować się szczegółowo taką sytuacją – mówił.

Ocenił jednak, że skala problemu jest olbrzymia. - Jest fatalnie - dodał.

"Wolę im poderżnąć gardło niż skazać je na klatki w schronisku"

Doktor Lidia nie chciała oddać zwierząt pogotowiu. - Nie przekażę wam ich czasowo. Każde z tych zwierząt dużych, gospodarczych, jest warte kilka tysięcy. Większość z nich kupowałam - mówiła podczas interwencji.

Na stwierdzenie, że część zwierząt zostanie jej odebrana, odparła: - Będę utrudniała, bo wolę im poderżnąć gardło, niektórym tym psom, niż skazać je na klatki w schronisku.

Ostatecznie kobiecie odebrano zwierzęta. Trafiły do okolicznych gospodarstw.

- Jest to jedna z trudniejszych interwencji, które wykonałem w swoim życiu. Nie widziałem takich warunków bytowania zwierząt, w takiej liczbie. Cieszymy się, że w końcu ta akcja się udała i po wielu latach udało się przerwać cierpienie tych zwierząt – mówił Bielawski.

Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Gryfinie. Postawiła doktor zarzut znęcania się nad zwierzętami.

Zobacz cały reportaż magazynu "Uwaga" TVN.

Autor: js//plw / Źródło: Uwaga TVN

Źródło zdjęcia głównego: Pogotowie dla Zwierząt

Pozostałe wiadomości