Sąsiedzki konflikt w Piecuchach. 370 tys. zł kary za wycinkę na miedzy

Polska

Uwaga TVNSąsiedzki konflikt we wsi Piecuchy

Konflikt sąsiedzki, który jedną z rodzin może doprowadzić do ruiny. Rolnik wyciął przeszkadzające mu w pracach gospodarczych krzewy, które rozgraniczały jego pole od sąsiedniego. Sąsiad doniósł jednak na niego do gminy i okazało się, że za nielegalne wycięcie krzewów wójt nałożył na właściciela pola 370 tys. zł kary. Materiał "Uwagi TVN".

Sąsiedzki konflikt we wsi Piecuchy na Mazurach. Kilka lat temu Stanisław Kulas chciał kupić ziemię. Okazało się jednak, że wcześniej kupiła ją rodzina Lisów. Według nich interwencja sąsiada w gminie, która może być dla nich bardzo kosztowna, miała być zemstą.

Zgodnie z Ustawą o Ochronie Środowiska na każdą wycinkę krzewów starszych niż 10-letnie trzeba dostać urzędowe pozwolenie. Lisowie uważali, że krzewy, które wycinają, mają mniej niż 10 lat, więc o zgodę nie wystąpili. Inaczej miał uznać sąsiad Stanisław Kulas i poinformował wójta o wycince. Kary za nielegalne wycięcie krzewów nalicza się mnożąc powierzchnie wykarczowanego terenu razy trzy. W wypadku Lisów wójt wyliczył 370 tysięcy złotych należnej kary.

Jak mówi syn Józefa Lisa, który ściął przeszkadzające krzewy, to kara rujnująca rodzinę. Podkreśla, że wójt chce zabrać cały majątek rodziców.

Kulas przekonuje jednak, że nie udał się do urzędu z zamiarem złożenia donosu. - Przyjechał wójt, zapytał co słychać. Stwierdziłem, że powiem o drzewach. Zawołał mnie, żebym złożył zeznania - tłumaczy. Jak mówi, nie wiedział jakie będą tego konsekwencje.

Zatarg z wójtem?

Wójt gminy tłumaczy, że gdy dotarło do niego zawiadomienie o wycince, musiał podjąć działania administracyjne. Jednak według Józefa Lisa, włodarz gminy wykorzystał tę okazję, żeby odegrać się na nim za zatarg, jaki wcześniej powstał między nimi. W pobliskiej wsi Olszyna, gdzie Lisowie także mają pole, wójt planował budowę ścieżki pieszo-rowerowej. Rolnik odmówił oddania pod nią pasa swojej ziemi. Sławomir Wojciechowski, wójt gminy Szczytno podkreśla, że nigdy nie nękał Józefa Lisa i nigdy nie chciał od niego ziemi pod budowę ścieżki rowerowej.

Przyznaje, że toczyły się takie rozmowy, ale musiał je przerwać ze względu na zaproponowaną przez Lisa cenę. - Gdyby pan Kulas nie pojawił się u nas, to sprawa wycinki prawdopodobnie nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Nie mogłem przymknąć oczu na tę sprawę. Pan Kulas mógłby iść do prokuratury z donosem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, bo wójt nic nie zrobił w jego temacie – mówi Wojciechowski.

Kara zostanie umorzona?

Reporterzy "Uwagi" TVN ustalili, że już na początku sprawy wójt popełnił poważny błąd. Okazało się, że gdy gminni urzędnicy mierzyli teren po wyciętych krzakach, Lisowie nie zostali o tym zawiadomieni.

Już w trakcie realizacji reportażu Samorządowe Kolegium Odwoławcze skierowało sprawę z powrotem do wójta. To on ma zdecydować, czy kara zostanie utrzymana. Według nieoficjalnych informacji "Uwagi" SKO zaleca wójtowi jej umorzenie, bo przy oględzinach pola nie było właścicieli.

CAŁY MATERIAŁ NA STRONIE UWAGA TVN

Autor: js//gak / Źródło: Uwaga TVN

Źródło zdjęcia głównego: Uwaga TVN