Głos ws. raportu o Broad Peak. "Nie można mieć do kogoś pretensji, że ratował własne życie"

TVN24

Aktualizacja:
tvn24Polacy zginęli podczas marcowej wyprawy na Broad Peak

Raport Polskiego Związku Alpinizmu zbyt jednoznacznie wskazuje na winę Adama Bieleckiego - uważa himalaista Marcin Kaczkan. W raporcie uznano m.in., że błędem było odłączenie się od grupy Artura Małka i Adama Bieleckiego. Sam Bielecki tłumaczył, że walczył o życie. Marcin Kaczkan także tłumaczył, że sytuacja na szczycie była ekstremalna.

- Błędy na pewno były, skoro doszło do tragedii - przyznaje Marcin Kaczkan. - W moim osobistym odczuciu raport zbyt mocno jednostronnie oskarża tych, co przeżyli, głównie Adama Bieleckiego - ocenił himalaista.

Dodał, że nie może się zgodzić z twierdzeniem, jakoby cała wina za tragedię spoczywała na Bieleckim. - Sytuacje ekstremalne, a taka tam miała miejsce, rządzą się trochę innymi prawami. Tutaj nie można mieć do kogoś pretensji, że ratował własne życie - twierdzi Kaczkan.

Niegatywna ocena Bieleckiego

Cały raport opublikował w środę rano na swojej stronie internetowej Polski Związek Alpinizmu.

W reporcie negatywnie oceniono postawę Adama Bieleckiego, który sam podjął decyzję o odłączeniu się od grupy. Negatywnie oceniono też fakt, że po powrocie do obozu IV (wysokość ok. 7400 m) zdecydował się schodzić dalej do bazy, zamiast poczekać póki jeszcze można było się spodziewać uratowania Macieja Berbeki. Do postawy Artura Małka pojawiły się zastrzeżenia - głównie dotyczące odmowy wspólnego schodzenia ze szczytu z Berbeką. Na plus zaliczono jego postawę w obozie IV, gdy aktywnie poszukiwał zaginionego Berbekę.

Raport stwierdza, że "do momentu, kiedy idący jako pierwszy zespół Bielecki-Małek postanowił się rozwiązać, czteroosobowa grupa stanowiła zwarty zespół szczytowy", ale "po rozwiązaniu zespołu Małek-Bielecki zespół szczytowy de facto przestał istnieć".

"Adam Bielecki szybko oddalił się od swojego partnera Artura Małka i pozostałych członków zespołu szczytowego. Za zerwanie integralności grupy (...) odpowiada w największym stopniu Adam Bielecki. Uczynił to w sposób świadomy i nieuzgodniony. Artur Małek także nie przejawił woli pozostania w grupie" - konkluduje raport.

"W pełni świadome zignorowanie przez Bieleckiego i Małka zasady kontaktu wzrokowego lub radiowego z resztą zespołu uznajemy za fundamentalny błąd i złamanie podstawowej zasady etyki alpinistycznej" - dodaje raport. Autorzy stanowczo podkreślają, że nie istniały powody, aby nie można było schodzić całym czteroosobowym zespołem.

Autor: zś\mtom / Źródło: tvn24

Raporty: