Łódź

"Nie mogła im pomóc. Omal sama nie utonęła". Przesłuchano matkę, której dzieci zginęły w Warcie

Łódź

tvn24Dopiero teraz stan matki pozwolił na przesłuchanie

Nie spodziewała się, że rzeka w tym miejscu jest tak głęboka. Nie była w stanie sama pomóc czwórce tonących dzieci, sama omal nie poszła pod wodę... - zeznania 36-latki, której czwórka dzieci utopiła się na początku sierpnia w Warcie relacjonuje prokurator. Dopiero teraz stan kobiety umożliwił rozmowę ze śledczymi.

Do tragedii doszło pod Działoszynem (woj. łódzkie). Dotychczasowe ustalenia wskazują, że kiedy dzieci zaczęły się topić, na ratunek było już za późno. Śledztwo prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko komuś. Do tej pory nikomu nie przedstawiono zarzutów. Do przesłuchania doszło w ubiegłym tygodniu, prokuratorzy poinformowali o nim dopiero teraz.

- Matka zeznała, że nie spodziewała się, że w wybranym miejscu rzeka była tak głęboka - opowiada.

- Kobieta informowała, że próbowała pomóc swoim dzieciom. Gdyby jednak sama nie złapała się w pewnym momencie gałęzi, pewnie by się utopiła - mówi prokurator. I podkreśla: wątpliwości nie ulega też fakt, że matka nie mogła sama pomóc naraz czwórce dzieci.

Kąpali się tam, gdzie najbardziej wartki nurt

Tragedia wydarzyła się 6 sierpnia w okolicach Działoszyna. W rzece Warcie utopiły się dwie dziewczynki w wieku 7 i 11 lat oraz dwaj chłopcy - 14 i 15 letni.

Jak informują śledczy, kiedy zaczęło topić się jedno dziecko, pozostałe ruszyły z pomocą. Wszystkie zostały porwane przez rzekę. Niewykluczone, że dzieci za bardzo oddaliły się od brzegu.

- Prokuratura powołała biegłego z zakresu bezpieczeństwa na wodzie. Chcemy sprawdzić, czy podczas wyboru miejsca do kąpieli zostały naruszone reguły ostrożności - informuje Mizerski.

Prokuratorzy dodają, że rodzina kąpała się na łuku rzeki, na zewnętrznej stronie. Właśnie tam rzeka ma najbardziej wartki nurt.

- Wiemy, że tylko jedno z czwórki dzieci chodziło na lekcje pływania w szkole. Wiele jednak wskazuje, że i ono średnio sobie radziło w wodzie - mówi Józef Mizerski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sieradzu.

Opiekunka została za krzakami

Oprócz czwórki dzieci i matki, nad rzeką była też asystentka z pomocy społecznej. Z jej relacji wynika, że opiekowała się piątym, najmłodszym dzieckiem.

- Asystentka również miała obowiązki prawne związane z opieką nad dziećmi. Kobieta tłumaczyła się, że nie widziała tragicznej kąpieli, bo została z najmłodszym dzieckiem za krzakami - mówi Józef Mizerski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sieradzu.

Śledczy informują, że kiedy opiekunka usłyszała krzyki, sytuacja była już krytyczna.

Mapa Targeo

Autor: bż/iga / Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: TVN24 Łódź